Wywiady
0 razy skomentowano

The Independent: Marina & The Diamonds | 2/15

Dodany przez | 02/03/2015
Informacje
 
 

Marina Diamandis wskakuje na sofę by porozmawiać ze mną w siedzibie jej wydawcy w Kensington. Ubrana jest w lśniący grafitowy kostium, w którym pasek od Moschino podkreśla jej miniaturową talię, a opadające kosmyki ciemnych kręconych włosów okalają twarz w kształcie serca. Z rozbrajającym uśmiechem prosi mnie o jedną kartkę z mojego notesu, w którą zawija gumę do żucia przekładając nogę na nogę.

Spotkaliśmy się by porozmawiać o jej trzecim albumie zatytułowanym Froot, który swoją premierę będzie miał 3 kwietnia, a z którego pochodzą jak dotąd trzy opublikowane utwory Happy, Froot i I`m a Ruin. Plan jest taki, by połowa piosenek z płyty ukazywała się w odcinkach przez sześć miesięcy, aby fani mogli się nimi cieszyć przed wydaniem całego albumu. Na początku Diamandis planowała publikować po dwie piosenki na miesiąc, ale ludzie z iTunes się na to nie zgodzili, więc kolejno co miesiąc ukazywał się jeden utwór, których publikację Marina nazwała frootami.

Poprzedni album 29-latki zatytułowany Electra Heart dotarł do pierwszego miejsca brytyjskiej listy przebojów, ale pomimo jego sukcesu artystka nie chciała wydawać kolejnej płyty w ten sam sposób. Nie chciałam czuć tej komercyjnej presji zwłaszcza, że moi fani są niezwykle oddani, mówi. Jest z nimi bardzo związana, to oni są jej „diamentami” widniejącymi w nazwie zespołu Marina & The Diamonds i to oni pomogli umieścić Froot na dziesiątym miejscu listy przedsprzedaży na  iTunes. Kontaktuje się z fanami poprzez kanał na portalu YouTube, na którego w czasie tworzenia nowej płyty zajrzało prawie 190 milionów osób. Dzieli się z nimi zwiastunami, teledyskami i filmikami, które przewrotnie nazwała FAQ`in Hell, a w których to szczerze odpowiada na przesłane pytania – te niemądre „dlaczego masz taki wielki biust?” i te poważne „jak bardzo w skali od 1 do 10 dała Ci popalić szkoła średnia?„.

Z równie pokrzepiającą ciekawością śledzi swoje konta w mediach społecznościowych by sprawdzić, kto ostatnio dołączył do grona jej fanów. To mnie fascynuje, mówi. Kiedy w nocy nie mogę zasnąć wchodzę na stronę portalu i czuję się mile połechtana widząc, że jakaś 13-latka z Ohio mnie śledzi. Niedawno najnowszym celebrytą śledzącym jej stronę został pierwszy odtwórca roli Dartha Vadera – Dawid Prowse. Ten 79-letni aktor promował Froot w internecie. Marina z dumą wyciąga swój telefon i pokazuje mi przerobione zdjęcie, na którym stoi obok Lorda Vadera z podpisem „Vader gorąco poleca FROOT.” Oczywiście jest tym podekscytowana, ale przyznaje, że jej typowe fanki to 18-24-letnie kobiety. Nowa płyta może to jednak zmienić za sprawą mroczniejszych i bardziej złożonych tekstów. Tematycznie Froot również różni się od poprzedniczek i traktuje o pewności siebie, podczas gdy drugi album Electra Heart opowiadał o nieudanych związkach. Ta płyta opowiadała o miłości, odrzuceniu i poczuciu zagubienia, jednak nowy album mówi o czyimś spojrzeniu na świat, mówi. Natomiast stosunek do płyty, która pchnęła ją w stronę sukcesu jest dość trudny. Choć kocham sposób w jaki została wyprodukowana, to nie jest to moje brzmienie, ale tak to już jest z tymi wielkimi popowymi producentami. W dużej mierze skupiają się na pieniądzach, a to co podyktowane przez popularność dyktuje również ich brzmienie i nie jest to cynizm, lecz prawda.

Froot powstawał na przestrzeni dwóch lat, od 2012 (dwa miesiące po wydaniu Electra Heart) do początków 2014 roku. Pewność jaką nabrała dzięki sukcesowi Electra Heart pozwolił Diamandis postawić na swoim przy produkcji Froot. Wcześniej starałam się znaleźć złoty środek pomiędzy tym, czego w danym momencie chciał mój zespół, a co ja chciałam osiągnąć jako artystka, mówi. Obrała dzięki temu całkiem fascynujący kierunek.

Diamandis zaprosiła reżysera promocyjnego singla Interpolu My Desire, Marcusa Lundqvista do współpracy przy tworzeniu teledysku do I`m a Ruin. Obraz nawiązuje nieco do stylistyki Kate Bush czy Bjork, gdzie Marina odziana w czarną pelerynę przełamaną czerwonym szalem, który często zakrywa jej twarz, wykonuje interpretacyjny taniec na ciemnych skałach. Teledysk kończy się psychodelicznym montażem połyskującej meduzy i Mariny odpływającej w czarną przestrzeń. Teledysk ten różni się od poprzednich, w których przyzwyczaiła nas do jaskrawych kolorów, kostiumów w stylu lat 60-tych i 70-tych, oraz częstych zbliżeń na jej twarz. Teraz sprawia wrażenie obytej i pewnej siebie, niemniej jednak piosenkarka przeszła szkołę życia, gdy dziesięć lat temu zaczynała bez żadnego muzycznego doświadczenia.

W 2005 roku wróciła do rodzinnej Walii po studiach spędzonych w Grecji ( jej matka jest Walijką, ojciec natomiast jest Grekiem) z „obsesyjną chęcią zostania piosenkarką”. Po dwóch miesiącach pracy na stacji benzynowej zaoszczędziła tyle, by  móc przeprowadzić się do Londynu, w którym od razu zaczęła chodzić na przesłuchania. Zgłosiła się nawet na przesłuchanie do boysbandu w stylu reggae, które odbywało się w siedzibie wytwórni, do której z resztą poszła i zostawiła list strażnikowi. List ten trafił w ręce zespołu A&R i załatwił jej pierwsze spotkanie. To było w oldschoolowym stylu, ale byłam bardzo zdeterminowana, mówi. Stało się to podczas jej pierwszego tygodnia w Londynie i choć ze spotkania nic nie wynikło, to Marina uwierzyła, że osiągnięcie sukcesu jest w zasięgu jej ręki. Pomyślałam sobie, że mogę to zrobić, śmiej się.

Problemem było to, że nie miała żadnych gotowych piosenek. Miałam więcej zapału niż śmiałości, przyznaje, ale zawsze lubiłam słowa a w szkole uwielbiałam pisać, więc od strony tekstowej wszystko miało sens – ze śpiewem było już gorzej, mówi. Zaczęła pisać piosenki i chodzić do klubów karaoke. Zanim podpisała kontrakt z obecnym wydawcą, Atlantic, minęły cztery lata. Potrzebowałam tego czasu by dorosnąć, pisać i ustalić co chcę robić, mówi, ponieważ zaczynałam od zera.

Jedyną rzeczą jakiej od zawsze była pewna to niekonwencjonalny gust jeżeli chodzi o modę. Nie uległa wszechobecnej modzie, by wszystko pokazywać. W teledysku do Heartbraker, w którym gra zalotną femme fatale to modele noszą kuse czarne slipy, podczas gdy Diamandis ubrana jest w czarny top i skórzaną spódnicę. Mówi, że dostała rózgi za ten teledysk od męskich użytkowników YouTube. Kiedy potem na to spojrzałam stwierdziłam, że faktycznie obalam jakiś stereotyp, mówi. Myślę, że nie pasuje mi noszenie zbyt małej ilości ubrań, nie czułabym się z tym dobrze. Wolę, żeby ludzie słuchali tego co mam do powiedzenia, zamiast patrzeć na mój tyłek.

Gdy zaczynamy rozmawiać o jej następnych krokach subtelnie daje mi do zrozumienia, że szykuje jakąś kolaborację. Boję się tworzyć w obecności innych, ponieważ jest to tak intymny proces, ale ostatnio spróbowałam i spodobało mi się, mówi. Być może w przyszłości zrobię coś eksperymentalnego. Po prostu nie widzę siebie powtarzającą schemat: płyta, trasa, odpoczynek. Mam już tego dosyć. Nie chce ujawnić z kim obecnie pracuje, ale marzy o duecie z Röyksopp. Uwielbiam ich, tę dziwną mroczną elektronikę, mówi. Jeżeli uda się jej, będzie to kolejne odejście od wcześniejszych nagrań, ale jej Diamenty jak dotąd jej nie opuściły i z pewnością wyruszą z nią w tę interesującą artystyczna podróż po nieznanych wodach.

Źródło: independent.co.uk / Marina & The Diamonds (fot. press.atlanticrecords.com)