Wywiady
0 razy skomentowano

Pigeons and Planes: Yukimi Nagano z Little Dragon | 4/14

Dodany przez | 13/08/2014
Informacje
 
 

Droga na szczyt zespołu Little Dragon jest tak miarowa, jak w przypadku całej współczesnej muzyki. Wiele osób usłyszy o nich po raz pierwszy, gdy ich nowa płyta Nabuma Rubberband, wydana nakładem Loma Vista z grupy Republic Records ujrzy światło dzienne trzynastego maja.

Oto potęga dużej firmy fonograficznej. Ale szwedzki kwintet nie otrzymał przepustki do sławy za darmo. Ciężka praca opłaciła się, a zespół przez ostatnie lata robił wszystko co w ich mocy, by dotrzeć to miejsca, w którym jest teraz. A wszystko bez zmiany muzycznej tożsamości, by dopasować się do trendów czy bardziej komercyjnych gustów.

Jednym z wielu posunięć grupy były kolaboracje z Gorillaz, Big Boi, SBTRKT czy DJ`em Shadow, coś na co zespół był otwarty prze lata. Ze zbliżającą się premierą nowego albumu, zespół zagrał w dużym namiocie jako jedna z gwiazd festiwalu Coachella. Grupa miał również pełne ręce roboty pomiędzy dwoma festiwalowymi weekendami.

To właśnie tam rozmawialiśmy z wokalistką grupy, 32 letnią pół-Japonką, pół-Szwedką Yukimi Nagano. Jest ona niewątpliwe najbardziej rozpoznawalną członkinią zespołu, a pozostali muzycy Erik Bodin, Fredrik Wallin i Hakan Wirenstrand znają ją od szkoły średniej. To sprawia, że Little Dragon istnieją już prawie 20 lat. Patrząc na zespół pod tym względem, nie trudno domyślić się, że chęć dotarcia do szerszej publiczności jest dla nich bardzo ważna. Jasne, mają na swoim koncie tylko cztery płyty, ale fakt, że przetrwali jako zespół tak długo i że dotarli to tego miejsca jest spełnieniem marzeń.

Jesteście w drodze do Amoeba Records, by spotkać się z fanami podczas Record Store Day Meet and Greet prawda?

Tak.

Jak wyglądają takie spotkania? Macie wtedy szansę nawiązać kontakt z fanami?

Myślę, że tak. Sami jesteśmy maniakami muzyki, lubimy jeździć do Amoeby i zbierać płyty, więc wiemy jak to jest.

Niedawno oglądałam coś o Twoim spotkaniu z piosenkarką Kelelą w 2008 roku. Chyba rozmawiałaś z nią wtedy i zachęcałaś do grania, akurat gdy potrzebowała pomocy. Pamiętasz to?

Tak, pamiętam.

Czy myślisz, że gdy spotykasz fanów lub nieznajomych możesz mieć na nich tak duży wpływ?

Tego nie wiem, ale pamiętam, że Kelela spędziła wtedy z nami trochę czasu. Rozumiemy artystów walczących o przetrwanie, którym potrzebna jest odwaga i pewność siebie, by wykonać krok na przód.

Domyślam się. Podobnie było z Waszym zespołem i drogą jaką musieliście pokonać, by znaleźć się w tym punkcie Waszej kariery. Czy mieliście kogoś, kto w podobny sposób dodał Wam odwagi by zrealizować Wasze marzenie?

Tak. Jesteśmy zespołem, który ciągle jest w trasie więc spotykamy wiele osób, z którymi wciąż utrzymujemy kontakt. To zawsze są ludzie, którzy potrafią dodać odwagi i rozumieją, co dzieję się w naszym życiu.
Jest wiele rzeczy z których mogę być dumna jako kobieta dorastająca w Szwecji. Być może jest to łatwiejsze, ponieważ nie muszę sprzedawać swojej urody na scenie, bo dorastałam ze świadomością równouprawnienia.

Nadchodzący miesiąc to bardzo interesujący okres dla szwedzkich wokalistek takich jak Ty, Lykke Li czy First Aid Kit. Zdaje się, że teraz w ogóle jest to dobry czas dla szwedzkich wokalistów pod względem międzynarodowym. Co za tym stoi? Czy szwedzcy wykonawcy mają w sobie coś, co akurat teraz przemawia do publiczności na całym świecie, czy jest to po prostu zbieg okoliczności?

Nie wiem. Myślę, że szwedzka scena muzyczna zawsze dobrze się prezentowała. To duma, szwedzka duma. Skoro Dania ma swoje projekty i może trochę bardziej związana jest z modą, to Szwecja może mieć muzykę. Nie wiem, czy chodzi tu tylko o artystki, choć Szwedki są bardzo silne i o wiele bardziej postępowe w sensie równouprawnienia. Widać to na przykładzie The Knife (szwedzki duet indie-elektroniczny). Jest wiele rzeczy z których mogę być dumna jako kobieta dorastająca w Szwecji. Być może jest to łatwiejsze, ponieważ nie muszę sprzedawać swojej urody na scenie, bo dorastałam ze świadomością równouprawnienia. W Szwecji często prowadzi się na ten temat dyskusję, więc uważam to za naturalne, że dziewczyny są silne.

Odnoszę wrażenie, że Ty i artystki, które wymieniłem nie emanujecie swoją seksualnością i wyglądem, ale swoim talentem i swoimi piosenkami. Zazwyczaj dzieje się na odwrót, szczególnie w Ameryce.

Jesteśmy na to wyczuleni. Oczywiście mamy też takich wykonawców, tak jak w innych kulturach, ale jeżeli ludzie są na to uwrażliwieni, to są również przewidywalni. A tego nie chcemy. Może jest to norma w Stanach, ale w Szwecji jest to bardziej oczywiste.

Rok temu rozmawiałem z The Tarantula Waltz, który jest świadom roli jaką pełnią mężczyźni w pisaniu mizoginicznych piosenek. Podjął on nawet próbę pisania piosenek pod innym kątem niż ten uważany za tradycyjny. To ciekawe, że Szwed podchodzi do tego z taką pasją.

Prawdę mówiąc spotkałam wielu Szwedów, którzy angażują się w to bardziej niż kobiety. Ale może to dlatego, że im na to pozwalamy.

Wasz zespół istniej od prawie 20 lat, od czasów szkoły średniej. W jaki sposób nadal pozostajecie kreatywni będąc ze sobą tyle lat?

To dość proste, trzeba tylko znaleźć tę jedną rzecz, którą uwielbia się robić… Oczywiście przychodzą chwile, gdy myślisz, że nie osiągniesz tego co chcesz, że może to nie jest tak dobre, jakbyś tego chciał, że są wzloty i upadki. Ale kreatywność nigdy nie przychodziła mi z trudem, no może tylko wtedy gdy mamy pełny terminarz i niewystarczająco dużo czasu na nic innego. Ale gdy tworzysz i masz głowę pełną pomysłów to jest ta chwila, w której wypuszczasz się w przyszłość, szukasz, rzucasz sobie wyzwanie by przekonać się, co jeszcze możesz osiągnąć. Pisanie jest bardzo wymagające, ale jest też świetną zabawą.

Czy zauważyłaś jakąś ogromną zmianę w przygotowaniach do nowego albumu? To prawdopodobnie Wasz największy album jaki do tej pory nagraliście i pierwszy pod szyldem nowej wytwórni Republic.

Tak, zgadzam się w 100%. Nigdy dotąd nie mieliśmy w Stanach odpowiedniego wydawnictwa, przynajmniej takiego jak to. Po prostu nie mieliśmy nigdy okazji, a to jest o wiele lepszy układ, choć wymaga większego nakładu pracy, więcej planowania i kreatywności w marketingu. Jest to dla nas kompletnie nowe, aczkolwiek fascynujące doświadczenie.

Jak sobie z tym radzisz? Czy wpływa to na Twój proces twórczy?

Nie kombinuję jak połączyć naszą muzykę ze strategią marketingową. Pozwalam się tym zająć naszym menedżerom, a ja staram się utrzymać kreatywny stan umysły tak długo jak tylko się da. Oczywiście chcę o wszystkim wiedzieć, ale staram się robić to, co potrafię najlepiej.

Z zewnątrz można zauważyć wzrost działań promocyjnych. Czy musisz uświadamiać ludziom kiedy przekraczają granicę i za dużo od Ciebie wymagają?

Tak, są takie chwile. Dlatego trzeba się angażować, ale niekoniecznie korzystać z każdej nadarzającej się okazji. Czasami ktoś przychodzi ze świetnym pomysłem, który z perspektywy zespołu będzie okazją do zaistnienia w mediach. Ale nie koniecznie będzie to dobre dla nas jako ludzi. Trzeba trzymać rękę na pulsie, ale ja zazwyczaj tego nie robię.

Kim według Ciebie jest fan Little Dragon? Gracie na wielu zróżnicowanych festiwalach, nawet tych w stylu rave. Zdaje się, że wasza muzyczna nisza nie ma ograniczeń, więc jak wyobrażacie sobie swoich fanów?

Jest tak jak powiedziałeś. Nasze koncerty przyciągają starszych muzycznych maniaków, hiphopowców, miłośników indie a nawet ludzi, którzy zazwyczaj nie chodzą na koncerty. Myślę, że nasza muzyka przemawia do każdego miłośnika muzyki, który nie zamyka się w jednym konkretnym gatunku. Gdy tworzymy nasze piosenki czerpiemy inspirację ze wszystkiego, dlatego tak dużo ludzi odnajduje w naszej muzyce coś dla siebie. Mój gust muzyczny ciągle się rozwija i zmienia. W danym momencie życia słucha się czegoś, co za chwilę może się zmienić. Mam nadzieję, że ludzie, którzy nas słuchają, mogą się zmieniać i ewoluować wraz z naszą muzyką.

Czego słuchasz w tej chwili?

Ostatnio nie słuchałam zbyt wielu rzeczy. Usłyszałam historię Roberta Johnsona i choć nie jestem fanką bluesa, to bardzo mi się podobała. Blues nigdy do mnie nie przemawiał, ale ten podcast mną wstrząsnął. Zaczęłam zadawać sobie pytania Jak mogłam to przeoczyć?. To jest tak mroczne, całkowicie w opozycji to tej atmosfery gospel. Te trzeszczące dźwięki były bardziej grzeszne, bliższe Diabłu. To nie jest jak tradycyjna piosenka, nie ma w niej refrenu czy momentu kulminacyjnego, jest za to miarowa, jakby wprowadzała w trans. Była taka mroczna i tajemnicza i chociaż nie jest to mój rodzaj muzyki, kiedy ją usłyszałam pomyślałam O mój Boże, to jest niesamowite. Więc Robert Johnson to moje nowe odkrycie.

Źródło: pigeonesandplanes.com