Wywiady
0 razy skomentowano

New Style: Katie Melua | 12/06

Dodany przez | 31/08/2014
Informacje
 
 

Katie Melua jest powszechnie znana nie tylko w Anglii, ale i w całej Europie. Zaledwie trzy lata temu świat oszalał na punkcie jej piosenek, a ona sama przez noc zyskała światową sławę.

Ta utalentowana młoda piosenkarka gościła na łamach jednego z pierwszych wydań naszego magazynu, a dziś spotykamy się z nią ponownie, gdy jest jedną z najlepiej sprzedających się piosenkarek, a jej sława rośnie z dnia na dzień.

Katie urodziła się w 1984 roku w gruzińskim mieście Tibilisi. Gdy miała osiem lat przeprowadziła się z rodziną do Belfastu, gdzie jej ojciec, z zawodu kardiolog, otrzymał pracę. Katie uczęszczała do The Brit School for Performing w Londynie, gdzie przygotowywała się do matury z zakresu muzyki oraz zdobywała kwalifikacje BTEC ze Sztuki. W szkole Katie poznawała gatunki muzyczne od irlandzkiej i indiańskiej muzyki folkowej po Queen, Joni Mitchell i Boba Dylana. Jednak to jej miłość do piosenkarki Ewy Cassidy, której z resztą zadedykowała piosenkę Faraway Voice, okazała się punktem zwrotnym w jej życiu. Gdy tekściarz i producent Mike Batt usłyszał tę piosenkę wiedział, że znalazł nadzwyczajny talent. Tak rozpoczęła się droga Katie Melua do gwiazd.

Wydany w 2003 roku album Call Off the Search królował na szczycie brytyjskich list przebojów przez trzy tygodnie z rzędu. Tego samego roku zaproszono Katie do udziału w Royal Variety Performance, podczas którego została przedstawiona Królowej, która przyznała, że gdy usłyszała jej piosenki w radiu od razu je polubiła. Album ten doszedł do pierwszej dziesiątki w krajach Europy, w Holandii, Hong-Kongu i Szwajcarii zdobył status złotej płyty, platyną pokrył się w Danii, Nowej Zelandii i w Szwajcarii, a muliti-platynę zdobył w Niemczech, Irlandii, Norwegii i w Afryce Południowej. W samej tylko Europie sprzedaż albumu przekroczyła dwa miliony. W 2005 roku Katie została obwołana w Niemczech najlepszą debiutującą piosenkarką. W Wielkiej Brytanii zaś 1.8 miliona płyt rozeszło się jak świeże bułeczki, co zapewniło jej status najlepiej sprzedającej się artystki.
Wydana we wrześniu 2005 roku płyta Piece by Piece znalazła w Wielkiej Brytanii 1.2 miliony nabywców, 3 miliony osób kupiło płytę na całym świecie. Od listopada 2003 roku Katie sprzedała ponad 6.5 miliona płyt.
Pierwszy singiel z nowej płyty, Nine Million Bicycles znalazł się na szczycie list przebojów jeszcze przed wydaniem albumu. Piosenka ta osiągnęła pierwszą pozycję na listach przebojów w Wielkiej Brytanii, Norwegii, Danii i w Niemczech, była numerem dwa w Irlandii, na Islandii i na Europejskiej liście Billboard.

W marcu 2005 roku Nelson Mandela zaprosił Katie do udziału w jego koncercie charytatywnym znanym jako 46664. Od tego czasu Katie wzięła udział w wielu akcjach charytatywnych, takich jak koncert Save The Children na Sri Lance. Wystąpiła również na ślubie holenderskiego księcia Pietera-Christiaana, śpiewała na galowym koncercie w obecności następcy tronu Księcia Norwegii oraz podczas uroczystości wręczenia Nagrody Nobla w Norwegii. Jedna z amerykańskich telewizji transmitowała koncert z Pałacu Buckingham, podczas którego Katie wykonała piosenki Nine Million Bicycles i The Closest Thing to Crazy.

Podczas ostatniej trasy trwającej dziesięć tygodni, Katie dała osiemnaście koncertów w Wielkiej Brytanii i dwadzieścia osiem w pozostałej części Europy dla 150 tysięcznej widowni. W listopadzie światło dzienne ujrzał jej nowy singiel, do którego nakręcono również teledysk. Katie została również wpisana do Księgi Rekordów Guinessa za zagranie koncertu 303 metry poniżej poziomu morza, o czym również rozmawiałam z tą młodą, uroczą i utalentowaną piosenkarką.

Opowiedz nam o swoim nowym albumie.

KM: Singiel It`s Only Pain, który niedawno został wypuszczony nagrywaliśmy w Nowym Jorku, podczas smutnego deszczowego dnia. Ta piosenka jest o bólu, który zaczynasz odczuwać gdy miłość wyślizguje ci się z rąk i czujesz się zraniony. Ale jest w tym bólu również pewien aspekt przyjemności, którą czerpie się z bycia smutnym – bez żadnych sadomasochistycznych podtekstów.

Znasz to uczucie?

KM: Każdy doznał w życiu jakiegoś urazu emocjonalnego. Było mi ciężko poradzić sobie z rozpadem mojego pierwszego związku, mimo że wspólnie podjęliśmy tę decyzję. To była moja pierwsza miłość i nigdy do końca nie pogodzę się z jej stratą. Ale przeżyłam rozstanie i teraz myślę o przyszłości. Chciałam nagrać wyjątkowy album, a muzyka jest często tylko tłem. Chcę tworzyć taką muzykę, która sprawi, że ludzie odetną się od świata, zamkną się w pokoju i puszczą moją płytę. Chcę żeby to była rzecz, na której w danym momencie skupisz całą swoją uwagę – nie chcę, żeby to był tylko akompaniament w codziennym życiu. Może i nie stworzyłam w muzyce czegoś wielkiego, ale wciąż jestem dumna ze swoich osiągnięć. W muzyce można zawrzeć tak wiele różnych uczuć: miłość, nienawiść, strach. Na najnowszym albumie koncentruje się na ciemnej stronie ludzkiej natury, w szczególności na strachu. Uwielbiam horrory – to pewnie uzależnienie od adrenaliny.

To wyjaśnia Twoje uwielbienie dla sportów ekstremalnych. Skakałaś już ze spadochronu, latałaś a teraz masz zamiar zagrać koncert najgłębiej pod wodą jak tylko się da.

KM: Latanie i skakanie ze spadochronem sprawia mi przyjemność. Chcę próbować wielu różnych rzeczy. Niedawno zagrałam dwa koncerty na głębokości 303 metrów na platformie wiertniczej na Morzu Północnym.

Czy ten koncert różnił się od innych Twoich występów?

KM: To było dość niezwykłe doświadczenie, którego nigdy nie zapomnę. Po pierwsze cały dzień poprzedzający koncert spędziliśmy na ćwiczeniach w Bergen w Norwegii. To przypominało musztrę wojskową – musieliśmy nauczyć się zasad bezpieczeństwa na pamięć. Dostaliśmy również specjalne termiczne kombinezony na wypadek jakiejś awarii, bez których na morzu można umrzeć z powodu wyziębienia organizmu. Następnie helikopter zabrał nas na górny pokład platformy, a jazda windą w dół zajęła dziewięć minut. Dwa koncerty, które się tam odbyły były prezentem od firmy dla pracowników platformy. Na każdym koncercie było około dwudziestu pięciu osób. Sufit był bardzo wysoko więc akustyka była bardzo dobra i świetnie mi się grało. To było doświadczenie nie z tej ziemi. W secie znalazły się piosenki m.in. Nine Million Bicycles i The Closest Thing to Crazy. Koncert znalazł się w Księdze Rekordów Guinessa jako zagrany najgłębiej pod powierzchnią wody, a norweska telewizja zarejestrowała obydwa występy.

Kiedy spotkałyśmy się ostatnim razem byłaś młodziutką początkującą piosenkarką. Teraz jesteś sławna i świat należy do Ciebie. Jak się z tym czujesz?

KM: Uważam się za szczęściarę. Wszystko potoczyło się tak szybko i łatwo, że aż czasami muszę się uszczypnąć! Czuję, że ciągle muszę coś zmieniać i eksperymentować. Artysta nie powinien się bać komercyjnej klapy, bo nie ma nic smutniejszego niż muzyk, który nagrywa wciąż te same płyty by powtórzyć początkowy sukces. Muzyka polega na wyrażanie tego, co nosi się w sercu, nie na tworzeniu tego, czego oczekuje publiczność.

Czy od początku wiesz, która piosenka będzie hitem?

KM: Kiedy tworzę piosenkę mogę tylko powiedzieć czy jest dobra czy nie. Złe piosenki zazwyczaj nie trafiają do uszu publiczności, bo nawet nie potrafię ich skończyć. Często polegam na rodzinie i przyjaciołach, ufam ich opinii ponieważ są ze mną szczerzy.

A myślałaś kiedyś o stworzeniu muzyki tanecznej?

KM: Kiedy zaczynałam pisać piosenki mając 15 czy 16 lat, w większości były to utwory w tanecznym klimacie R`n`B czy hip-hop. Ale z perspektywy czasu wiem, że to nie było to. Muzyka taneczna jest ok gdy chcesz się zabawić z przyjaciółmi, ale ja lubię tworzyć albumy na których mogę śpiewać i grać na gitarze. Potrzebowałam wyrazić soje uczucia, a muzyka taneczna mi na to nie pozwalała, w przeciwieństwie do gry na gitarze i śpiewu. To nie znaczy, że jestem nieszczęśliwa, wręcz przeciwnie, bardzo lubię zabawę. Chodzi tylko o to, że muzyka taneczna nie grała na moich emocjach. Z kolei mój brat jest fanatykiem heavy metalu i tego całego wybuchu męskiej energii! Ale to wypływa z uczuć i dlatego jest to zrozumiałe i tak pociągające. To coś, co czai się w podświadomości i chce wydostać się na wolność. Nie powinno się ukrywać swoich uczuć – czasem trzeba całkowicie je odsłonić, tylko wtedy można zrozumieć, co tak na prawdę się czuje.

Na jakich instrumentach potrafisz grać?

KM: Gram trochę na pianinie, ale nigdy nie brałam lekcji. Gitara jest dla mnie łatwiejsza. Czasami tworzę muzykę gitarową, ale nie jestem zbyt dobra w pisaniu i odczytywaniu partytur.

Czy urodziłaś się ze skłonnościami muzycznymi?

KM: W moim przypadku tak właśnie jest, wiele odziedziczyłam po mamie. Ona ma taki wspaniały głos. Mój tato jest z kolei niezwykle uzdolnionym organizatorem – to on zabierał mnie na lekcje śpiewu i lokalne konkursy. Obydwoje zawsze mnie wspierali. Nigdy nie zrzędzili żebym chodziła do szkoły, albo dołączyła do jakieś grupy muzycznej czy robiła cokolwiek innego. Po prostu zawsze byli blisko i mnie wspierali. A sami jak potrafią śpiewać!

Lubisz gruzińskie piosenki?

KM: Niestety nie znam żadnego współczesnego artysty, ale uwielbiam gruziński folk, szczególnie żwawe piosenki śpiewane przez męski chór.

Masz swoich ulubionych artystów?

KM: Oczywiście! Moją idolką jest Ewa Cassidy. Bliski jest mi również Freddy Mercury z Queen, Ella Fitzgerald i Nina Simone. Joni Mitchell i Bob Dylan również mnie inspirują.

W pewnym momencie zaczęłaś pobierać lekcje śpiewu. Czy wciąż pracujesz nad swoim głosem?

KM: Nie w tej chwili, ale chciałabym poświęcić temu więcej czasu i wrócić do lekcji śpiewu. Lekcje pozwoliły mi rozwinąć i wyćwiczyć mój głos. Ale przecież śpiewam każdego dnia, a teraz mam bardzo dużo koncertów.

Dostajesz zaproszenia by grać poza granicami Wielkiej Brytanii. Niedawno koncertowałaś w Stanach Zjednoczonych. Czy ludzie za granicą inaczej reagują na Twoją muzykę?

KM: Największa różnica to wiek osób przychodzących na koncerty. W Wielkiej Brytanii publika to osoby po trzydziestce. W Niemczech, Francji i Polsce sale koncertowe wypełniają 18-19 latkowie. W Stanach spotkałam się z cudownym odbiorem: zagrałam dwadzieścia solowych koncertów i dwadzieścia wspólnie z innymi artystami.

Już niedługo, bo 3 grudnia zagrasz na stadionie Wembley. To takie ogromne miejsce! Czy zdołasz nawiązać kontakt z każdym na widowni?

KM: W Niemczech wystąpiłam przed 50 tysięczną publicznością więc Wembley nie jest mi straszne. Jeśli muzyka pochodzi z serca to publiczność to czuje. Moje koncerty są o wiele bardziej dynamiczne i rozrywkowe niż nagrani ze studia. Jest mniej nieszczęścia i smutku. Mój zespół przywróciłby do życia umarłego! Gram również małe koncerty, ale wtedy mój kontakt z publicznością jest na innym poziomie.

Podobno nazwano kwiat Twoim imieniem….

KM: Z jakiegoś powodu nawet głupio mi o tym mówić. W Holandii jest taki rodzaj tulipana zwany Melua i botanicy spędzili aż dwadzieścia lat nad jego hodowlą. Pewnego dnia zadzwoniono do mnie z Holandii z pytaniem, czy zgodziłabym się żeby użyli mojego nazwiska. To było bardzo wzruszające.

Jakie masz teraz plany?

KM: Najlepszą rzeczą jest nieświadomość tego, co się może zdarzyć, przyszłość jest nieodgadnięta. Nie chcę robić planów, zwłaszcza w przypadku muzyki, ponieważ jak widzisz, przychodzi ona spontanicznie gdy podążasz za swoim sercem. Wszystkie najlepsze rzeczy są dziełem przypadku! Moim planem jest tworzenie muzyki – ale co się stanie tego nie wie nikt.

Źródło: en.newstyle-mag.com / Katie Melua (fot. 1920×1200.net)