Wywiady
0 razy skomentowano

Neon Tommy: Taylor Momsen z The Pretty Reckless | 10/14

Dodany przez | 01/03/2015
Informacje
 
 

Zespół The Pretty Reckless cieszy się ostatnio dobrą passą, a to za sprawą singli Messed up Wolrd i Heaven Knows, które podbijają listy przebojów, a także trwającej od ponad roku trasie koncertowej promującej album Going to Hell.

Zespół składa się z czterech członków: Taylor Momsen, Ben Philips, Mark Damon i Jaime Perkins. Z nadchodzącym koncertem w Wiltern, który odbędzie się 10 października, fani mogą spodziewać się oszałamiającego widowiska. NT dostało szansę by spotkać się i porozmawiać z wokalistką zespołu i kompozytorką piosenek, Taylor Momsen, która opowiadała o swoich przemyśleniach na temat nadchodzącej trasy, o sposobie pisania piosenek oraz o obecnym stanie rock `n` rolla.

Opowiedz nam proszę o tym, jak przebiega trasa koncertowa.

Do tej pory koncerty były niesamowite, a fani są cudowni. Ta trasa w szczególności przyniosła nam dużo radości, ponieważ mogliśmy zagrać na wielu letnich festiwalach plenerowych, które odbywały się za dnia. Teraz jesteśmy podekscytowani tym, że wracamy do aren i możemy grać nocą przy pełnym oświetleniu. Gramy dużo nowego materiału z płyty Going to Hell, ale każdego wieczora pojawiają się inne utwory bo nie mamy ustalonej setlisty.

Takie przetasowania – brzmi wspaniale.

Nie gramy z podkładu czy czegoś podobnego, po prostu wywołujemy te piosenki, które akurat chcemy zagrać tego wieczoru. Tak jest zabawniej. Ale trasa zaczęła się dla mnie dość brutalnie, bo strasznie się rozchorowałam.

Ebola?

Nawet tak nie żartuj! Ona zaczyna się od gorączki, a ja wciąż mam temperaturę. Ale poza tym koncert był udany.

Gdzie najbardziej lubisz koncertować, bo podejrzewam, że nie w plenerze?

Cóż, lubię grać na świeżym powietrzu i na festiwalach, bo mam wtedy szansę wystąpić przed tak ogromną publicznością, która może nawet nie wie kim jesteśmy. Ale Ci ludzie przychodzą tam, bo kochają muzykę i chcą zobaczyć wszystkie zespoły. Świetnie się z nimi bawimy, ale bycie główną gwiazdą własnego koncertu daje poczucie kontroli, więc fajnie jest wrócić na naszych warunkach.

Masz jakieś zabawne lub godne zapamiętania historyjki z trasy? Czy coś przychodzi Ci do głowy?

Mamy taką zasadę, że co dzieję się w trasie zostaje w trasie (śmiech). To nasza koncertowa zasada.

Koncertowaliście na całym świecie, a ostatnio graliście w Wielkiej Brytanii. Dostrzegasz jakieś różnice między fanami z różnych krajów?

Fani wszędzie są rewelacyjni. Jest jakaś mała różnica, ale jeżeli grasz własny koncert to widzisz jak są podekscytowani tym, że tam są. Przychodzą na koncert, bo znają piosenki lub w jakiś sposób się z nimi łączą. Największym komplementem i uznaniem dla kompozytora jest świadomość, że coś nad czym z trudem pracował w swojej sypialni, realnie do kogoś przemawia. Kiedy wyjeżdża się za granicę, ludzie stają się trochę bardziej szaleni, np. w Ameryce Południowej. Byliśmy w Korei i w Chinach i niektóre z tych koncertów były po prostu zwariowane.

Czy gusta muzyczne tych fanów różnią się od waszych fanów w Stanach?

Ani trochę. To jest właśnie najlepsze – nie mamy tak zwanej typowej publiczności. Fani różnią się wiekiem i płcią. Nie znają tylko jednej piosenki, która akurat leci w radiu, ale naprawdę słuchali całej płyty i znają wszystkie słowa piosenek i to jest niesamowite. Możemy na przykład zagrać koncert w Chinach, gdzie ludzie ledwie mówią Cześć po angielsku, ale potrafią zaśpiewać każde słowo piosenki – niesamowite.

Niedawno słyszałam wasz cover piosenki Champagne Supernova. Macie jeszcze coś w zanadrzu?

Mamy i to mnóstwo. Ostatnio dla zabawy zrobiliśmy cover utworu Peral Jam – Daughter. Zrobiliśmy 7 Nation Army, cover Muse, kilka różnych piosenek Oasis i piosenkę System of a Down – Aerials. To było niesamowite, bo mogliśmy zagrać ją z Johnem Dolmayanem, perkusistą Systemu.

Czy są jacyś artyści, z którymi chcielibyście w przyszłości współpracować? Kto jest na waszej liście marzeń?

Dopiero co mieliśmy możliwość zagrać koncert z Soundgarden przed 90-tysięczną publicznością. Graliśmy bezpośrednio przed nimi i to na pewno był szczyt (śmiech). Z pewnością mogę to odhaczyć na swojej liście. Są jednym z moich ulubionych zespołów. Nie dość, że mogłam przed nimi zagrać, to jeszcze potem obserwowałam to co dzieje się na scenie. To było nieziemskie doświadczenie.

Czy jest ktoś, kto wpłynął na to Twój styl, który prezentujesz na scenie?

Nie specjalnie. Zaczęłam pisać piosenki pod wpływem Beatlesów. Dorastałam chcąc być jak Robert Plant, John Lennon, Chris Cornell i Jim Morrison. Ale potem zaczynasz robić rzeczy po swojemu. Nie ma tu naśladownictwa. Chodzi raczej o to, że Twój mózg przesiąka tymi wszystkimi ludźmi, przy których dorastałaś.

Zajmujesz się muzyką już od jakiegoś czasu. Opisz jakie zaszły w Tobie zmiany, jako w artystce od wydania poprzedniej płyty.

Cóż, jestem teraz lepsza (śmiech). No i jestem starsza. Kiedy nagrywaliśmy Light Me Up nie mieliśmy jeszcze koncertów w swoim dorobku. Najpierw nagraliśmy album, a potem przez dwa i pół roku koncertowaliśmy. Ponieważ nie gramy z podkładem musieliśmy wykombinować jak rozebrać te wyprodukowane kawałki, by mógł zagrać je czteroosobowy zespół. Nie akceptuję grania z podkładem, bo to jest po prostu głupie i nie tak wygląda prawdziwy rock `n` roll. Chcę mieć wolność by w każdej chwili móc coś zmienić. Nauczyliśmy się, że jeżeli wyciągniesz wszystkie efekty studyjne z piosenki, to nie pozostaje nic innego jak podkręcić gitarę, więc naturalnie staje się ona cięższa. Mieliśmy to na uwadze nagrywając Going to Hell. Pod względem produkcji jest to bardzo minimalistyczna płyta – dwie gitary, bas, perkusja i wokal.

Już w pewnym sensie odpowiedziałaś na moje kolejne pytanie, ale czym różni się Going to Hell od Light Me Up?

Jest cięższa, pełniejsza. Zagłębia się w ważniejsze tematy niż Light Me Up. Mam nadzieję, że następny album będzie jeszcze lepszy od Going to Hell. Jeżeli nie rozwijasz się jako artysta, to nie wiem co robisz.

Wasz przekaz na Going to Hell jest dość jasny, ale jak własnymi słowami opisałabyś to, co chcecie powiedzieć?

Cóż, to jest złożone. To nie takie proste – proszę, o to przesłanie. To rok mojego życie przełożony na muzykę. Im więcej razy ją przesłuchasz, tym więcej znajdziesz znaczeń. Osobiście nie lubię wyjaśniać, o co chodzi w moich piosenkach, bo to psuje je dla słuchaczy. Kiedy słuchasz piosenki w Twojej głowie powstaje pewien obraz i piosenka ma takie znaczenie, jakie w niej odnajdziesz. Tu nie chodzi o mnie, ale o słuchaczy.

To interesujące co mówisz. Zazwyczaj lubię gdy artysta opowiada o moich ulubionych piosenkach, ale chyba masz rację. Lepiej dla słuchacza, gdy piosenki są niejednoznaczne.

Nie lubię kiedy artysta, którego uwielbiam, zaczyna wyjaśniać o czym jest są jego piosenki – nie chcę wiedzieć, że pisze o swoim dziecku. Piosenka jest o tym, do czego potrafisz się odnieść. Są też metafory i wielorakie znaczenia, ale nie potrafiłabym wyjaśnić tego jednym zdaniem. To wymagałoby napisania książki, co pewnie prędzej czy później się stanie.

Czy możemy pomówić o dynamice w zespole. Jak wygląda u was proces tworzenia piosenki?

W zespole to ja i Ben piszemy piosenki. Zazwyczaj wyjeżdżamy i izolujemy się od świata, ponieważ potrzebuję samotności by pisać. W zasadzie cały czas coś piszę, ale prawdziwe sedno piosenek powstaje gdy jestem sama z własnymi myślami. Zawsze zaczynamy od gitary akustycznej i tak kształtujemy piosenkę, by móc ją zagrać od początku do końca. Jeśli jest dość dobra, wtedy cały zespół zaczyna nad nią pracować by zobaczyć, w jakim kierunku rozwinie się piosenka. Nie piszemy w studiu – na tym etapie zazwyczaj są już skończone i dopiero w studiu zaczynają ożywać. Jeżeli chodzi o relacje w zespole, to są to moi najlepsi przyjaciele na całym świecie. Są doskonałymi muzykami, a ja jestem najszczęśliwszą dziewczyną na świecie i świetnie nam się to układa.

Jak się poznaliście?

Bena poznałam dzięki naszemu producentowi Kato. On jest jak piąty członek zespołu, tylko nie jeździ z nami w trasy. Gdy zaczęłam pisać z Benem, on był już wtedy w zespole z Markiem i Jaime. Uwielbiałam ich zespół więc powiedziałam im Wiecie co? Jestem waszą nową wokalistką. Zmieniamy nazwę i to ja będę pisać piosenki. Sześć lat, dwie płyty i dwie EP-ki później jesteśmy w tym punkcie. W zasadzie to ukradłam im zespół.

Chyba nie muszę mówić, że uwielbiam wszystkie wasze przebojowe single, ale tak samo kocham każdą poszczególną piosenkę z waszego albumu, więc chciałabym wiedzieć w jaki sposób wybieracie single? A robicie to bezbłędnie, bo radzą sobie świetnie. Ale dlaczego akurat te dwie piosenki?

Jeśli chodzi o mnie to ja zajmuję się tworzeniem. Jeżeli piosenka nie jest dość dobra, to nie trafi na płytę – od razu ląduje w koszu. Nie wydam czegoś z czego nie jestem w pełni zadowolona. Jeżeli chodzi o dobór singli, to mam tu coś do powiedzenia, ale ponieważ kocham każdą piosenkę na płycie zostawiam to zadanie specom od marketingu. Potem z powrotem włączam się w proces tworzenia scenariuszy i reżyserowania teledysków.

Czy właśnie powiedziałaś, że piszesz scenariusze i reżyserujesz wasze teledyski?

Dokładnie tak. Praktycznie do wszystkich wideoklipów. Napisałam scenariusz do Heaven Knows z Johnem J, który kręciliśmy przez dwa dni w Miami. To nie była lekka robota (śmiech). To prawdopodobnie mój ulubiony teledysk. A Fucked Up World, nasz najnowszy teledysk, jest bardzo w stylu lat 60-tych i prezentuje sarkastyczny ogląd dzisiejszej popkultury (śmiech). Ten świat jest popieprzony i co z tym zrobisz? Pozostaje wznieść ręce do nieba.

Jesteś zła na cenzurę tam użytą? To znaczy, pokręcony nie ma takiej mocy jak popieprzony.

Nie ma tej samej siły uderzenia i zwykle nie pozwoliłabym sobie na coś takiego. Powiedziałabym wszystkim, żeby się odpieprzyli i nie ruszali moich piosenek (śmiech). Ale w gruncie rzeczy znaczenie piosenki się nie zmieniło, a wszystko co chciałam przekazać w zwrotce jest tak agresywne, że nie ma to znaczenia.

Czy w porównaniu ze starymi teledyskami, chciałaś coś zmienić w nowych, pójść w inną stronę?

Myślę, że nie do końca w inną stronę. Po prostu im częściej coś robisz tym lepszy się stajesz. Rozwinęłam się jako artystka i choć na początku nie miałam do czynienia z tworzeniem teledysków to myślę, że z czasem staliśmy się w tym naprawdę dobrzy.

W ten piątek wystąpicie w Wiltern! Jesteś podekscytowana powrotem do LA?

No jasne. Kocham Los Angeles. Jestem z Nowego Jorku i za każdym razem gdy tu przyjeżdżam myślę sobie – Dlaczego do cholery tu nie mieszkam? Tu jest pięknie, jedzenie jest świetne, wszyscy są mili, koncerty są zawsze zajebiste i zawsze się cieszę, kiedy tu gramy. Ale po tygodniu spędzonym w LA zaczyna się robić zbyt miło i wtedy tęsknię za Nowym Jorkiem. Brakuje mi plucia na ulicę bez świadomości, że będę musiała to posprzątać.

Czego mogą spodziewać się fani po waszym piątkowym występie? Zdradzisz nam coś?

Super-głośnego show w stylu rock `n` rolla – tego oldschoolowego rock `n` rolla ma się rozumieć. Powinni wyjść z koncertu głusi, niemi i niewidomi jak przystało na dobry rockowy zespół. Krzyczcie tak, żeby wypluć sobie płuca i bawcie się zajebiście.

Podoba mi się to zdanie Krzyczcie tak, żeby wypluć sobie płuca. Oprawię to sobie i powieszę na ścianie.

To naprawdę będzie świetny koncert.

Już nie mogę się doczekać, żeby w końcu zobaczyć koncert rockowy z prawdziwego zdarzenia. Mam wrażenie, że scena muzyczna tak bardzo się zmienia – już nawet nie można posłuchać rocka w radiu.

W latach 60-tych gitara przejęła władzę, a z nadejściem lat 80-tych rock zaczął iść w stronę pop, gdzie to kompozytorzy piszą piosenki dla zespołu, co jest dla mnie kompletnie bezsensowne. Na krótko przed 2000 rokiem i powrotem popu, odrodził się grunge. Teraz czuję się jak w latach 80-tych, kiedy zespoły współpracują z kompozytorami i nie pracują nad własnym rzemiosłem. Myślę, że mamy do czynienia z okresem przejściowym w rock `n` rollu. Ale rock nigdy nie umrze – po prostu teraz odpoczywa. Mam nadzieję, że będziemy częścią jego odrodzenia bo jest zajebisty. Rock `n` roll oznacza wolność. Wolność by mówić, co się chce i nie ma nic lepszego.

Masz jakieś plany gdy trasa dobiegnie końca?

Wydajemy kolejny singiel i teledysk, a potem koncerty, koncerty i koncerty. Mam już połowę piosenek na nową płytę więc marzę o powrocie do studia. Nieustająca kreatywność, nieustająca praca i tak w kółko: trasa, płyta, single.

Źródło: www.neontommy.com / Taylor Momsen (fot. famefacts.com)