Wywiady
0 razy skomentowano

Interview Magazine: Bonobo | 4/13

Dodany przez | 09/02/2015
Informacje
 
 

Dla Simona Greena, tworzenie bitów jest osobiste. Brytyjski muzyk działał w zespołach w latach 90’, jeszcze przed pojawieniem się jako Bonobo, sam z samplerem i kakofonią instrumentów, na przełomie millenium. Następne kilka lat to trzy albumy, które przeszły bez echa, aż do hucznego uznania dla wypuszczonej w 2010r. Black Sands, która dała Greenowi tytuł jednego z najbardziej pionierskich artystów w dziedzinie elektroniki.

Zremiksowany album trzymał wygłodniałych z daleka w 2012r., podczas, gdy Green zamknął się by ponownie stworzyć kolejny wysoce oczekiwany odcinek.

The North Borders  to czysta refleksja Greena, jako muzyka, demonstrującego bardziej niż kiedykolwiek jego możliwość przetransformowania licznych wpływów i myśli w bogate dźwięki, które zniewalają i oświecają. Jazzowe inklinacje jego poprzednich dzieł, to obecnie nic ponad cienie, z bitami w metrum 4/4 i większymi, szybszymi liniami basu, odzwierciedlające house jako silny akcent w słuchowym guście Greena. Jego przywiązanie do detali sprawia, że minuta zapętlonych sampli zyskuje na znaczeniu, podczas, gdy wokale, powarstwowane i posiekane, dążą ku kulminacji.

Multi-instrumentalista Green może być pierwszym i czołowym artystą solo, ale jego miłość do współpracy z innymi nie ma końca – jeśli chodzi choćby o gościnne wokale Cornelii i Szjerdene, Greya Reverenda o aksamitnym głosie i jedyną w swoim rodzaju Erykah Badu. To obsada – jak i album – która groowi w smętnym instynkcie profesjonalisty.

Minęły już 3 lata odkąd wypuściłeś Black Sands, czym się przez ten czas zajmowałeś?

W 2010 i przez większość 2011r., byłem w tracie grając Black Sands, i gdzieś pośrodku tego, przeniosłem się z Londynu do Nowego Jorku, i to właśnie tam obecnie jestem. Później jeszcze mocniej postanowiłem się odizolować w studio – tak naprawdę to był poprzedni rok.

Jak obecnie postrzegasz proces komponowania – ciągle masz te moment o 4 nad ranem, kiedy czujesz, że nie możesz nic więcej ulepszyć?

Taak, cały czas. Niektóre ścieżki fajnie wypadły i były dla mnie prawdziwą radością, ale przy innych nie masz pojęcia gdzie dalej pójść. Myślę, że próbowałeś niewystarczająco, jeśli troszkę nie pocierpiałeś.

Jak udaje ci się utrzymać świeżość swojej muzyki, ciągle się rozwijać?

Mój gust ciągle się rozwija i idzie w takim kierunku, w jakim sam chce – tak samo jest z muzyką. Czuję, że odszedłem od tego sklasyfikowania jako jazzowy, w powolnym tempie. Dużo od tego czasu się zadziało; jest 2013r. i czuję, że nie muszę nic więcej dodawać. Ale połowa Black Sands była zasadniczo powiązana z tym, co pojawiło się na tej płycie. Na The North Borders wybrałem drogę z bardziej dźwiękowym krajobrazem, terytorium.

Wydaje się, że pozwoliłeś swoim housowym wpływom wejść pod skórę nowego albumu?

Taaak, nigdy wcześniej nie pracowałem w metrum 4/4, więc to dla mnie nowość. To dobrze wypychać siebie poza strefę komfortu, eksplorować coś innego. To sprawia, że jest się podekscytowanym, szczególnie u mnie tak jest.I, ironicznie, brzmi to bardziej „londyńsko” niż twoja wcześniejsza muzyka.

I ironicznie, brzmi to bardziej londyńsko niż twoja wcześniejsza muzyka.

Taa! Zaraz zanim się przeprowadziłem, przyjaciel powiedział mi , że zrobię mój londyński krążek w Nowym Jorku. To brzmienie było dla mnie większą inspiracją przez ostatnie parę lat; ten dźwięk basu. To nie całkowite odejście, ale to ja idący dalej w tym kierunku.

Czy sądzisz, że przeprowadzka dała ci możliwość nowej oceny tego, jaki wpływ ma brytyjska muzyka na muzykę elektroniczną na świecie?

To coś szalonego. Jak przykładowo możesz wzrosnąć gdzieś w … Mississippi, czy coś i będą tam dzieciaki mówiące o Boiler Room i Rinse FM. Muzyka stała się natychmiastowo światowa. Kiedy byłem DJem, przynosiłem torby white labels*, grając muzykę, której nikt wcześniej nie słyszał. Ale teraz Boiler Room jest rozdzierany na YouTube w przeciągu sekund, a stamtąd zaś ląduje prosto na Soundcloud i tak dalej. Ludzie w San Francisco wiedzą, co dzieje się w Londynie, sekundę po tym jak ludzie tam mieszkający tego doświadczą. Wszystko jest też bardziej dostępne i wyeksponowane niż wcześniej. Nie musisz polować na nagrania – po prostu wchodzisz na aktualności na Facebooku. Biorąc to wszystko pod uwagę, myślę, że muzyka nie jest już tak bardzo przypisana do szerokości geograficznych, jak kiedyś. Wszyscy w sieci to wiedzą.

Ciągle chodzisz do sklepów muzycznych?

Cóż, dzisiaj jest inaczej. Czasy, kiedy szedłeś do lokalnego sklepu z płytami i znałeś tamtą osobę za ladą, a ona wybierała coś specjalnie dla ciebie minęły. Stale lubię pokopać by znaleźć jakiś stary jazz, ale w tych miejscach nie odkrywa się już nowej muzyki, idea DJa zaraz-za-ladą w zasadzie zaniknęła. To nowa muzyka jest tak naprawdę ekscytująca dla DJów.

Jedno zawsze często pojawia się w opiniach nt. twojej muzyki – to jak naładowana jest emocjami. Skąd bierze się ta tendencja?

Właśnie w ten sposób angażuję się w muzykę. Niektórzy lubią, kiedy muzyka jest dużo bardziej bezpośrednia i sprawia, że zaraz chcesz tańczyć. Ale ja chcę zainteresować nią na innym poziomie i by miała ten pierwiastek ludzki, który porusza w sensie emocjonalnym. Proces tworzenia muzyki jest bardzo terapeutyczny. Jest późno w nocy i przez większość czasu noszę słuchawki. To stało się sposobem na wyłaczenie się i zajęcie się myślami. To samotne środowisko i prosces.

Musi być czasem bardzo intensywnie…

Tak. To te momenty, kiedy zaczynasz zestawiać ze sobą rzeczy o których nigdy byś wcześniej nie pomyślał, że zagrają ze sobą. Słuchasz ponownie następnego dnia i jest masa rzeczy, które nie pamiętasz, że zrobiłeś, ale to najczęściej najlepsza muzyka. To kwestia dotarcia do miejsca, gdzie pracujesz bez myślenia.

A co z twoim przywiązaniem do detali? Wszystko, co robisz jest tak zawiłe i warstwowe.

Nie ma nikogo, kto powiedziałby mi, kiedy przestać, więc najczęściej, kończę dodając jeszcze kilka elementów do ścieżki, która, jak wcześniej myślałem, była już gotowa. Najczęściej mam pomysł, który rozbryzga się we wszelkich możliwych kierunkach. Jestem zainteresowany eksplorowaniem każdego z nich. Więc czasami kończy się to tak, że tworzę dwie ścieżki z początkowego pomysłu, zamiast starać się je połączyć w jedno.

Na The North Borders?

(pauzuje) Transits.

I słyszałem, że miałeś ostatnio syntezator Prophet-5…

Tak! To coś, co zmieniło moje życie. Dostałem go po Black Sands i używałem na całym tym albumie. Kocham ten dźwięk, więc masa tych syntetycznych dźwięków jest na tym oparta.

W swoich początkach grałeś w zespołach, potem zdecydowałeś się na karierę solową. Co kochasz w kreatywnej pracy solo?

To, co wiązało się z tymi zespołami, to zawsze kompromis. Zawsze miałeś ludzi ciągnących w różnych kierunkach. Dla niektórych taki układ jest ok, ale mam bardzo odmienne pomysły związane z tym, jak coś powinno brzmieć, więc to nie było coś dla mnie.  Odkrycie samplera naprawdę zrewolucjonizowało dla mnie muzykę. Nagle mogłem wszystko sam nagrywać.

Ale obecnie przecież współpracujesz z różnymi osobami, szczególnie na nowym albumie. Jak to było pracować z Erykah?

Muzycznie, czujemy to samo, więc znaleźliśmy wiele punktów wspólnych. Erykah chciała od razu usłyszeć ścieżkę, a ja miałem już większość gotową, więc pomyślałem, że dam jej trochę miejsca na opracowanie własnych pomysłów. Odbijaliśmy to zestawienie tam i z powrotem, rozszerzając, bądź skracając wersy i zmieniając rzeczy tu i ówdzie.

A pozostali współpracownicy?

Cóż, Grey Reverend dosłownie mieszka za rogiem, więc współpracowaliśmy bardzo blisko. Szjerdene – nagraliśmy to w innym studiu w Londynie, a sprawę z Cornelią załatwiłem w sumie mailowo! Wszystko było bardzo różne, ale spójne.

Wybierasz się znów w trasę; czy układ twojego życia zmienił się od koncertowania z Black Sands?

Głowna zmiana, to to, że Szjerdene stała się naszą pełnoetatową wokalistką, więc poprowadzi większość z tych ścieżek. To dobrze pozmieniać pewne rzeczy. Niecierpliwie na to czekam.

* nagrania testowe na winylach, w małych nakładach, więcej pod tym linkiem!

Źródło: interviewmagazine.com / Bonobo (fot. wroclive.pl/)