Wywiady
0 razy skomentowano

Huffington Post: Paloma Faith | 10/14

Dodany przez | 16/02/2015
Informacje
 
 

Naprawdę was dzisiaj rozpuszczam. Ma na to wpływ kilka rzeczy – wypuszczenie oszałamiającego filmu z jej występu na The Barbican, news o wydaniu w listopadzie specjalnej edycji jej pokrytego platyną albumu, a także to, że ucięłam sobie pogawędkę z uroczą zagadką, jaką jest Paloma Faith.

Wypuszczasz nową edycję albumu, zawierającą 4 świeże ścieżki, włączając w to nowy singiel – Ready For The Good Life. Luksusowa, dwupłytowa wersja także będzie dostępna. Będzie zawierać nagranie Twojego koncertu w Royal Albert Hall. Kiedy rozmawiam z artystami, zawsze mówią o drobnych ulepszeniach i zmianach, które chcieliby umieścić na wydanym już albumie. Czy to także dało ci szansę by nanieść takie delikatne korekty, przy okazji dodania dodatkowych ścieżek?

Bardzo ekscytuję się tym, że wyjdzie. Nie zmieniałam albumu jako całości. Tylko dodałam te kilka nowych rzeczy. Myślę, że na gruncie sztuki ważne jest, żeby nie przeceniać ani nie przywiązywać się do rzeczy. Także, kiedy je wydajesz, są takie jakie są. Piosenka otrzymała swoją nazwę w ten sposób, że była zapisem momentów w czasie, tu nie zawsze chodzi o perfekcję. To niedoskonałości sprawiają, że ciągniemy do pewnych rzeczy. Wydaje mi się, że muszę po prostu nagrać dane ścieżki, a później je wypuścić i przejść do następnych.

Jak trudno jest ci przyznać, że ok, to już jest gotowe?

To dla mnie bardzo trudne, nawet pomimo tego, co przed chwilą powiedziałam, bo sztuka nigdy nie jest ukończona. Jedyne skończone dzieło jakie pozostawię po sobie będzie wtedy, kiedy umrę. Więc definitywnie jest zazwyczaj tak, że publikuję, kiedy deadline’y są bardzo blisko.

Mogę sobie tylko wyobrazić, że gra w takich miejscach, jak Albert Hall czy Barbican z kimś takim jak Guy Barker są ekstremalnie specjalne. Jak wpływa na ciebie fakt, że jest tam tak ogromna publika?

Guy Barker to kompletnie niedoceniany talent i nie umiem sobie wyobrazić, jak to musi być, kiedy komponujesz dla takich tłumów wprost ze sceny. Obecnie to bardzo rzadkie w świecie muzyki, że jest źródło finansowania, że jest wsparcie, dla tych wszystkich muzyków, by zebrali się razem i tworzyli cudowne rzeczy. Pieniądze już dłużej nie stoją za muzyką – by zrobić występ na takim poziomie.

To naprawdę, naprawdę niesamowite i sprawia, że jestem taka wdzięczna, że mogłam tego dokonać w swoim życiu, i to nie raz, i właśnie dlatego nalegałam na nagranie. Myślę, że to dla mnie ważne, jak reaguje widownia i czasem jest trochę trudno grać do siedzącej publiczności, bo są mniej otwarci na taniec, ale w Albert Hall wystarczyło tylko kilka piosenek, by i tak byli na nogach i zostawili swoje krzesełka, więc było super.

Jesteś inną osobą na scenie zależnie od materiału/rodzaju koncertu?

Myślę, że tak – bywam bardziej nostalgiczna i klasyczna, gdy gram z orkiestrą i zapewne czerpię z tego inspirację, z czasów, kiedy takie występy były bardziej popularne. Kiedy zaś gram ze swoim zespołem, wydaje mi się to luźniejsze, bo nie muszę się ograniczać do tego, co w nutach. Mogę być nieco bardziej swobodna każdej nocy koncertowej z moim bandem, mogę zmieniać długość piosenek czy choćby tempo, kiedy są przejścia czy kiedy rośnie napięcie. Ta płynność oznacza, że chyba jestem trochę bardziej rock’n’rollowa w tej sytuacji.

Kiedy wykonujesz klasyki, jak ważne jest dla ciebie to czy potrafisz dopasować swoją własną historię do tekstu?

Powód dla którego dana piosenka należy do klasyki, to to, że przekazuje pewne uniwersalne pojęcie tego, jak to jest być człowiekiem, więc bardzo łatwo odnieść się do nich. Inaczej nie byłyby klasyką. Więc oczywiście staram się, by były dla mnie osobiste.

Myślę, że moment, kiedy pomyślałam ok, ona robi to w Ameryce, był tym kiedy zobaczyłam, jak wyskakujesz na E na Fashion Police. Kiedy był ten moment, że doszłaś do wniosku idzie mi całkiem nieźle?

Ciągle nie sądzę, że wszystko idzie całkiem dobrze. To nie takie łatwe. Długo zajęło mi, by dojść do tego miejsca, w którym jestem w UK. Było wiele krytyki, przeszkód, rzeczy, które ciągnęły nie w dół. Myślę, że jestem po prostu takim typem. Myślę, że dopóki nie pojawię się w amerykańskich rankingach, to jeszcze nie jest to.

Trasa koncertowa po USA oznacza wiele długich tras do przejechania. Jak sobie radzisz z tzw. „Cabin Feaver”? Jaki jest twój sposób na nudę?

Po 18 godzinach jazdy, rzucałam się po ścianach i zupełnie mi odbijało. Nie wiem jak ludzie sobie z tym radzą. To sprawia że weszłam na zupełnie nowy poziom jeśli chodzi o szacunek dla amerykańskich zespołów, które tyle czasu spędzają w trasie. To niewiarygodne. Zwykle oglądamy filmy, gadamy ze sobą, śpimy tyle ile to możliwe. Nie za dużo można zrobić z nudą, to coś nieuniknionego.

Jak bardzo posiadanie obok siebie Brytyjczyka – Liama Baileya, pomogło ci z uporaniem się z tęsknotą za rodzinnymi stronami?

Bycie w trasie z Liamem Baileyem to najlepsza rzecz jaka mi się kiedykolwiek przydarzyła. Byliśmy przyjaciółmi w UK, a on przeprowadził się do Nowego Jorku, by sprawdzić czy uda mu się w Ameryce. Myślę, że bardzo odczuwał tęsknotę za domem. Oboje cieszyliśmy się trasą. Byliśmy nawet bardziej brytyjscy niż zwykle. Byliśmy jak parodia brytyjskości, wtedy, w trasie, tylko po to by skompensować sobie tę tęsknotę za krajem.

Powiedziałaś, że jesteś dziewczyną Londynu do szpiku kości i nigdy się nie przeprowadzisz. Czy był taki moment, że pomyślałaś to całkiem spoko miejsce, mogłabym się do tego przyzwyczaić?

Myślę, że San Francisco to moje ulubione miejsce w USA. Pewnie mogłabym tam trochę pomieszkać, ale w tej chwili ciągle chcę być w Londynie, bo właśnie tam mogę być blisko mojej matki, siostry i moich najlepszych na całym świecie przyjaciół.

Widziałam twój tweet związany z inspirującą Malalą. Wśród twoich postanowień noworocznych było szukanie inspirujących ludzi. Kto jest obecnie na szczycie twojej listy? Czy ci, których spotkałaś sprostali oczekiwaniom?

Hanif Kureishi był jedną z osób, które bardzo chciałam spotkać i zdecydowanie przewyższył wszelkie moje oczekiwania. Myślę, że to ktoś, kto jest naprawdę otwarty na rozmowę o inteligencji emocjonalnej i tego mi brakuje w mężczyznach czy starszej ode mnie generacji. Czuję, że to osoba, z którą mogę o tym pogadać. Ciągle chciałabym poznać Bjork, Matthew Barney, Jeanette Winterson i mam nadzieję, że to stanie się niebawem. Nie sądzę, by udało mi się poznać Malalę Yousafzai, bo czuję się tak spokorniała jej wielkością i czułabym się bardzo onieśmielona tym, jak jest genialna. Sprawia, że mam wyrzuty sumienia związane z tym, jak mało robię dla świata i ludzi, to powala mnie na kolana.

Ostatnio, kiedy rozmawiałyśmy, opowiadałaś o tym, że uwielbiasz przedstawienia Slava. Czy rozwój twojej kariery oznacza, że byłaś w stanie spełnić wielkie teatralne pomysły?

Na ten moment, z powodów sukcesów, czuję, że problemem jest czas i czasami jego brak oznacza, że muszę iść na kompromis pomiędzy marzeniami, a rzeczywistością, muszę polegać na chwili, bardziej niż na tym, co mogę zaplanować.

Mam nadzieję, że któregoś dnia, dojdę do momentu, gdzie mój sukces będzie oznaczał dla mnie czas i pieniądze na osiągnięcie ostatecznego celu, który sobie założyłam, ale bardzo się cieszę z tej kampanii, z filmikami i otoczką wizualną, z czym miałam wiele do czynienia.

To jeszcze trochę odległe, ale czy możesz nam zdradzić nieco nt. stylu w jakim będą twoje show w 2015r.?

Odszukaj sobie na YouTube klip zatytułowany The Great Ziegfield – A pretty girl is like a melody.

Odwiedziłam wystawę Album Artist i zobaczyłam tam wszystkie niesamowite dzieła sztuki, które powstały przy okazji twojej muzyki. Oczywiście wkładasz w sferę wizualną wiele wysiłku (i pieniędzy). Musisz walczyć z tego powodu? Ludzie ciągle proszą byś się zmieniła czy ograniczała?

Jest dużo wywracania oczami jeśli chodzi o mnie i bycie określoną co do sfery wizualnej, ale po prostu udaję, że tego nie widzę i idę dalej. Myślę, że nauczyłam się już, że wytwórnie nagraniowe płacą za rzeczy, kiedy kłócisz się z nimi o to, że tego nie robią. Jeśli powiesz „zapłacę za to sama”, zawsze sprawia to, że w końcu płacą. Sprytny wybieg.

Twoja historia pracy wskazuje, a ty też to wyznałaś, że jesteś kimś, kto lubi być obserwowany. Czy masz takie dni, kiedy wolisz się gdzieś zaszyć? Jak sobie z tym radzisz, jeśli właśnie w takim dniu musisz wystąpić?

Wydaje mi się, że wszyscy ekstrawertycy to ukryci introwertycy, więc oczywiście, chcę się ukryć i myślę, że są dwie bardzo różne wersje mnie samej – wersja sceniczna i prywatna. Czasem się budzę i nie mogę być showmanką, jestem tą wersją prywatną i chcę się gdzieś schować. Tylko, że tak sobie myślę, jeśli muszę akurat wtedy wyjść na scenę, że muszę się skupić tylko na występie – to może oznaczać, że ukrywam się przed paparazzi czy nie rozdaję później autografów (bo czuję się bezbronna). Ale ciągle mogę dać czadu na scenie. Nigdy, przenigdy nie odechciewa mi się występować.Huffington Post

Twój album A Perfect Contradiction jest zdecydowanie optymistyczny. Czy sądzisz, że prezentowanie tych bardziej pozytywnych piosenek regularnie miało jakiś wpływ na twój nastrój?

Jeśli cokolwiek się zmieniło, to wykonywanie bardziej optymistycznych kawałków bardziej mnie wykańcza. To dużo bardziej wymagające podczas trasy, bo jest dużo wysokich dźwięków i równocześnie skakania. Podczas poprzedniej trasy ta skala była mniejsza, było też mniej ruchu. Jeśli gram stary album to jest mniejsze prawdopodobieństwo, że zachoruję, ale mam dużo więcej zabawy i chichotu przy tym nowym.

Zazwyczaj nagrywasz piosenki, które sama piszesz. Czy sukces związany ze współpracą z legendarną Dianne Warren sprawił, że zaakceptujesz więcej piosenek od innych tekściarzy czy też ta energiczna dama była wyjątkowym przypadkiem?

Myślę, że była to specjalna sprawa. Ciągle daleko mi do tego, żeby nagrywać piosenki pisane przez innych, bo obecnie wygląda to tak, że nic nie zarabiasz, jeśli nie piszesz tych piosenek. Najwięcej zarabia się na publikacji. Nie zarabiasz na sprzedaży krążków, bo nikt ich nie kupuje. Myślę, że zostanie tak, jak jest. Czasami może się mylę. Jeśli jednak piosenka, która do mnie trafi jest niezaprzeczalnie warta nagrania, to oczywiście, że to zrobię, byłabym głupia gdybym ją odrzuciła.

Ona ma bardzo wyraźny sposób komunikowania, styl, który, jak wierzę, spodobał ci się (regularne używanie słowa na C).  Masz w zwyczaju ciągnąć do ludzi, którzy stawiają na konkrety? Pomaga ci to stąpać twardo po ziemi?

Tak, myślę, że lubię takich ludzi i generalnie takich, którzy nie są zbytnio ostrożni w życiu, bo czuję się bezpieczniej pośród szczerości i osób, które są prawdziwe w tym, co robią. Takich, które nie traktują mnie inaczej czy dziwniej. Takim osobom nie ufam.

Zawsze wydajesz się zaskoczona, kiedy wielkie nazwiska podchodzą do ciebie czy podziwiają twoją pracę (Pharrell i Diane na przykład). Sądzisz, że kiedyś zaakceptujesz swój sukces i talent? Myślisz, że jest za tym twój niekonwencjonalny sposób na zostanie wokalistką?

Tak wiele rzeczy jest związanych z byciem dobrą piosenkarką. Na przykład dzisiaj nagrywałam Kelly and Michael, show telewizyjne i wiem, że ja i mój zespół daliśmy niezły koncert, ale dźwięk audycji miał pewną częstotliwość, która sprawiła, że mój głos brzmiał nie do końca tak, jakbym chciała, może nawet nieco skrzekliwie. Niektóre mikrofony poprawiły to, inne nie. Trochę nietrafiona sytuacja. W każdym razie, przez to, dostałam masę tweetów, że brzmiałam jak para paznokci sunących po tablicy. Tylko, że tak naprawdę, gdybym użyła innego EQ na moim głosie, nic takiego by się nie zdarzyło. Więc to taki rodzaj pracy, że jeśli staniesz się zbyt pewnym siebie, to jesteś stracony, bo zawsze będzie coś poza twoją kontrolą (tak, że może nie będziesz tak dobry, jak myślą ludzie). To dla mnie bardzo ważne, by być realistką i wiedzieć, że jest tak wiele czynników, które wpływają na to czy ktoś uważa cię za wielkiego artystę czy nie. Wszyscy czasem dają gorsze show, więc bardzo istotne jest dla mnie, żebym nie zaakceptowała swojego sukcesu i talentu, i nie uważam to za coś oczywistego. Myślę, że to pomyłka – brać to wszystko za pewnik, bo ludzie mogą cię równie dobrze podbudować, jak i szybko ściągnąć w dół.

Najlepsza rada?

Nic nie jest końcem świata. Żaden kawałek pracy nie jest końcem, to wszystko zbiór rzeczy, które się zbierają, by coś okazało się sukcesem, więc nie zatrzymuj się na szczegółach.

Co ostatnio puszczałaś na swoim Ipodzie?

Ledwo kojarzę, co to iPod, ale mam laptopa i słuchałam sporo Paolo NutiniCaustic Love.

Scena, na której najbardziej chciałabyś zagrać?

Są takie dwie… The Olympia w Paryżu, gdzie grała Edith Piaf i Radio City w Nowym Jorku, bo widziałam tam Leonarda Cohena i to był jedyny koncert, na którym się popłakałam.

Grzeszna przyjemność?

Dla mnie to Trader Joes Almond Clusters. Możesz je dostać tylko w USA I za każdym razem wiem, że nie powinnam jeść ani nabiału ani cukru. I wtedy kupuję cztery do pięciu paczek.

Kto zagrałby cię w filmie?

Powiedziałabym Christina Ricci, o ile by zaakceptowała taką rolę.

Jeśli mogłabyś żyć w ramach jednego dzieła sztuki, to było by to…?

Myślę, że jeśli miałabym żyć w jakimś dziele sztuki, to byłyby to rzeźby Anisha Kapoora, bo są w pewnym sensie miękkie i faliste, ze śmiałymi kolorami. Czuję, że jest jakieś ciepło, ale i radość, z powodu tych kolorów.

Kto z chęcią napisałby o tobie piosenkę?

Nie wiem czy jestem warta pisania o mnie jakiegoś utworu… ta piosenka, w której Leonard pisał o Janice Joplin była tak piękna i poruszająca… może Andre 3000 lub Paolo Nutini.

Coś zaskakującego na twój temat?

Znam język włoski.

Źródło: huffingtonpost.co.uk / Paloma Faith (fot. dziennik.pl)