Wywiady
0 razy skomentowano

Exclusive: Midge Ure (Ultravox)

Dodany przez | 18/06/2015
Informacje
 
Format
 

„Music shouldn’t be old or new. You know, good music is timeless”.
We present to you an exclusive interview with a synth-pop pionier Midge Ure from the band Ultravox.

„Muzyka nie powinna być stara czy nowa. Wiesz, dobra muzyka jest ponadczasowa”.
Prezentujemy Wam ekskluzywny wywiad z pionierem synth-popu, Midgem Urem z zespołu Ultravox.

Midge Ure – frontman zespołu Ultravox, pionier synth-popu oraz new romantic, twórca piosenki charytatywnej Do They Know It’s Christmas?, współorganizator Live 8, utalentowany wokalista, kompozytor, gitarzysta – krótko mówiąc człowiek-legenda.

Przed warszawskim koncertem w klubie Progresja spotkaliśmy się z muzykiem, by porozmawiać o występach, początkach new romantic, ostatnim solowym albumie oraz planach na przyszłość. Na pytanie, jak to jest być legendą synth-popu, Midge zaśmiał się i trochę zawstydził. Skromny, szczery, pogodny i w pełni oddany swojej największej pasji – muzyce. Na koncercie Ure dał z siebie wszystko, oczarowując publikę od pierwszej piosenki. Człowiek na swoim miejscu – pomyślałam. Prawdziwy artysta, który kieruje się sercem, a nie zimną kalkulacją. Oto przed Wami Midge Ure, jakiego nie znacie!

Wywiad przeprowadziła Aleksandra Degórska

Rok temu zagrał Pan koncert tutaj, w Progresji, i byłam wtedy pod wielkim wrażeniem. Jak daje Pan radę śpiewać takie piosenki, jak Dancing With Tears In My Eyes czy Hymn? W tych utworach występują duże interwały, które są trudne do śpiewu.

Zaśpiewanie jednej czy dwóch piosenek takich, jak Dancing With Tears czy Vienna, gdzie są wysokie nuty, nie stanowi problemu. W momencie, gdy musisz wykonać dużo podobnych utworów i wszystkie są piskliwe – to zaczyna być problematyczne. Ale nie narzekam, nie zwracam na to większej uwagi.

Więc to tylko Pan i Pańskie emocje…

Tak, po prostu wyjść i zrobić swoje.

Ja również występuję, więc dobrze wiem, że wysokie nuty w Pana piosenkach są trudne do wyśpiewania.

Jest to trudne szczególnie, gdy używasz różnego sprzętu każdej nocy. Czasami słyszysz siebie dobrze, czasem nie. Wiesz, jak to jest, gdy masz zły odsłuch, zaczynasz śpiewać ciężej, mocniej, robić cokolwiek, żeby było głośniej i to naprawdę brzmi sztucznie.

Woli Pan grać duże koncerty czy raczej małe akustyczne występy w klubach?

Szczerze mówiąc, lubię obie te formy. Kiedy jestem z zespołem, gram na gitarze elektrycznej, co zresztą uwielbiam robić. Spędziłem też dużo czasu z gitarą akustyczną, grając w małych teatrach. Jest to trudne wokalnie, bowiem śpiewasz 20 piosenek, jedną po drugiej, bez żadnych instrumentalnych przerw, bo nie ma nikogo, kto mógłby zagrać solówki. W dodatku kiepsko pamiętam teksty, więc gdy występuję, widzę publikę, która śpiewa dobre słowa, podczas gdy ja je zapominam.

Które piosenki lubi Pan wykonywać na żywo?

Jest to ciężkie pytanie. Byłem w trasie koncertowej po Wielkiej Brytanii z dwoma młodymi instrumentalistami z zespołu India Electric Co. Przesłuchałem album zatytułowany Breathe i był on tak dobry, że graliśmy wszystkie piosenki z tej płyty. Niektóre z nich wykonywaliśmy w zupełnie nowej akustycznej aranżacji. To była niezła zabawa. Wykonali oni też stare piosenki Ultravox w zupełnie nowych aranżach, wykorzystując skrzypce, akordeon i inne instrumenty. Piosenki, które wybrałem, brzmiały po prostu cudownie. Gdy gram z tymi dwoma chłopakami, skrzypce pięknie rozbrzmiewają, tworząc niesamowitą atmosferę… Ale muszę powiedzieć, że dzisiaj będę po prostu cieszyć się z grania na gitarze i robienia hałasu.

Wiele osób, które przyszły dzisiaj na Pana koncert, ma na sobie koszulki z Ultravox, Midgem Urem, a nawet Tangerine Dream. Są wśród nich osoby, które widziałam rok temu, gdy czekały na autograf od Pana.

Serio, wow!

Myślę, że to miłe, gdy słuchacze przychodzą na Pana występ po raz kolejny. Lubi Pan występować w Polsce?

Jest fantastycznie. Byłem tutaj parę razy z Ultravox w latach 80-tych. Potem nie występowałem w Polsce, ale w latach 90-tych wróciłem i znowu nawiązałem kontakt z polską publicznością. Wspaniale jest widzieć, jak ludzie naprawdę doceniają, że przyjechałeś dla nich koncertować. I sam fakt, że są tutaj nadal ci ludzie, którzy pamiętają koncerty Ultravox z lat 80-tych.

Tak, i te osoby biorą ze sobą dzieci, by posłuchały muzyki, w którą zasłuchiwali się ich rodzice. Można by powiedzieć, że dobra muzyka nigdy się nie starzeje.

Muzyka nie powinna być stara czy nowa. Wiesz, dobra muzyka jest ponadczasowa.

Chciałabym zapytać również o początki Pana kariery. Chciał Pan stworzyć dźwięk przyszłości i wybrał Pan syntezator. Dlaczego?

Wybrałem syntezator nie z tego powodu, że był on nowy. Na początku wiele osób postrzegało syntezatory jako żart, a nie prawdziwy instrument. W momencie, gdy chwyciłem za jeden z nich, poczułem, że nie mam żadnych granic. Używając tej maszyny, możesz stworzyć prawdopodobnie wszystko, co tylko sobie wyobrazisz. Chciałem połączyć elektronikę z normalnymi rockowymi instrumentami – gitarą oraz perkusją. Coś takiego pozwala ci robić z muzyką dosłownie wszystko. W momencie, gdy dołączyłem do Ultravox, oni uskuteczniali właśnie coś takiego. Było to dla mnie naprawdę ekscytujące być w zespole, który używa elektroniki i jednocześnie skrzypiec, pianina, perkusji. To było coś niesamowitego!

Wiele osób twierdzi, że piosenka Fade To Grey zespołu Visage jest pierwszą piosenką new romantic. Czy zgadza się Pan z tym?

Pewnie było to wtedy ważne. Było to związane z tym, co działo się w Londynie wokół Blitz Kids

Porozmawiajmy o Blitz Kids i new romantic. Była to niezwykle ciekawa subkultura! Jak to możliwe, że tyle zespołów narodziło się w jednym klubie Blitz?

Cofasz się do lat 60-tych, do ówczesnej muzyki i przed oczami staje Ci obraz Liverpoolu z tamtych lat. Mieliśmy The Beatles, Gerry & The Pacemakers – wszystkie te zespoły pochodzą z Liverpoolu nie bez powodu i wszystkie miały swoje początki w klubie The Cavern – w miejscu, gdzie grali The Beatles. Uważam, że artyści znajdą taki właśnie klub w Warszawie, znajdą takie miejsce wszędzie. Miejsce, gdzie możesz spotkać ludzi, którzy lubią to samo. Więc masz ten mały klub Blitz w Londynie, gdzie mogłeś spotkać Boya George’a, Spandau Ballet. Pisarze, reżyserzy, projektanci – wszyscy byli związani z tym miejscem. Myślę, że Fade To Grey było pierwszą piosenką tego szczególnego nurtu. Prawdopodobnie dlatego jest określane jako flagowy utwór new romantic – och, nie lubię terminu ”new romantic”.

Naprawdę, dlaczego? (śmiech)

Dziennikarze zawsze muszą wszystko nazywać. Muszą wszystko definiować, jak w bibliotece – „Och, wiem jesteś »tym«, więc umieszczę cię tam”. I to właśnie oni wymyślili termin new romantic.

Istniały również inne określenia tej subkultury, jak Blitz Kinds i Futurists. Może termin „Futurists” byłby bardziej odpowiedni, ze względu na niesamowity image?

Ciekawa rzecz – związek pomiędzy muzyką i wszelkimi innymi obszarami ludzkiego życia – ówczesny wygląd dzieciaków, moda, architektura. The Blitz był oczywiście nazwany po Blitz – nalotach na Wielką Brytanię. To z tego powodu Blitz wpisywał się w klimat lat 40-tych. Wiele osób miało futurystyczny wizerunek, przy czym cała reszta wyglądała, jakby przybyła z przeszłości. Jak w filmie z Batmanem – oglądasz taki film i zastanawiasz się: „czy to jest przyszłość, czy przeszłość?”. Widzisz mroczne budynki, wszystko jest w biało-czarnych kolorach, jest to mieszanka przeszłości i przyszłości – tak wyglądał wtedy Londyn. Tak jak już wcześniej wspomniałem, ta muzyka była wymieszaniem rockowych instrumentów z futurystyczną elektroniką.

John Taylor z Duran Duran kiedyś powiedział, że muzyka i moda są jak mąż i żona. Mówiąc o new romantic, myślę, że to „małżeństwo” było wprost niewiarygodne. Lata 80-te to również złoty okres MTV i wówczas dla muzyków było niezwykle ważne, by mieć dobre muzyczne klipy. Dlatego też teledysk Ultravox do piosenki Vienna jest legendarny.

Gdy cofniesz się do tego okresu – technologia zmieniła wszystko. Pojawiło się MTV, powstawały klipy muzyczne, syntezatory stały się przystępne. Przed latami 80-tymi syntezatory były tak wielkie, jak cały pokój. Wszystko zmieniło się w jednym czasie – moda, design, telewizja, komunikacja…

Lata 80-te były niesamowite!

Tak, to był fantastyczny czas!

Więc jak Pan się czuje, będąc synth-popową legendą?

(śmiech)

Wie Pan, gdy czytam wywiady z Garym Numanem, zawsze podkreśla on, że nie jest pionierem synth-popu, bowiem Ultravox byli pierwsi i po prostu lepsi.

Gary kręcił się w pobliżu w tym czasie. Pamiętam, jak po raz pierwszy grałem materiał z albumu Tubeway Army w klubie, który był jeszcze przed Blitz. Był to klub w Londynie, który prowadzili Rusty i Steve Strange przed tym, jak przejęli Blitz. Pamiętam, jak niektórzy mówili: „Musisz to zagrać”, i był to materiał Gary’ego Numana z Tubeway Army. Gary był zawsze obecny. Ultravox, przed tym jak dołączyłem do zespołu, również tworzyli taką muzykę, ale znowu – byli oni pod wpływem kapel z Europy, głównie z Niemiec, takich jak Tangerine Dream, Kraftwerk, La Düsseldorf, Neu!. Każdy był pod wpływem czegoś innego.

Czy piosenka Ultravox, Herr X, odwzorowywała fascynację tymi niemieckimi zespołami?

Tak, ale trzeba pamiętać, że nagrywaliśmy materiał z Conny Plankiem, który był producentem albumów Kraftwerk. W momencie, gdy pracowaliśmy w Niemczech, zdecydowaliśmy się stworzyć niemieckie wersje piosenek.

Pomówmy o Pana ostatniej solowej płycie – Fragile. Dla mnie osobiście jest to bardzo magiczna płyta. Powiedział Pan kiedyś, że album jest jak osobisty pamiętnik. Czy było tak również w przypadku Fragile?

Oczywiście, album nazywa się Fragile (tłum. kruchy), bo wszyscy jesteśmy słabi. Zawsze zastanawiasz się, na ile sprawdziłbyś się w różnych sytuacjach. Jeśli zapytasz jakiegokolwiek muzyka, jak zostanie przyjęte jego nowe nagranie, powie: „Będzie świetne”, ale głęboko w środku pomyśli: „Naprawdę nie wiem”. Tacy właśnie jesteśmy – słabe stworzenia. Stworzyłem piosenki o tym, co widzę, czytam i czuję. Wierzę, że jeśli piszesz coś szczerego, znajdą się ludzie, którym będzie to bliskie i doskonale to zrozumieją. Nawet jeśli historia w piosence z pozoru nie jest spójna z jej melodią, ma ona dla takiej osoby sens. Zawsze tworzyłem to, co jest autentyczne, i ignorowałem sugestie wytwórni oraz innych. Robiłem to, co uważałem za słuszne, i jestem z tego bardzo dumny.

Można zauważyć, że Fragile jest bardzo osobistym albumem. Czy myśli Pan o nagraniu nowego materiału?

Gdy tylko zakończę trasę koncertową, wrócę do studia. Żeby coś stworzyć, muszę gdzieś zagrzać miejsce. Znam wielu muzyków, którzy potrafią siedzieć w przymierzalni i tworzyć nowe piosenki, ale ja tak nie potrafię. Muszę mieć swój komputer, sprzęt, gitarę i potrzebuję ciszy – po prostu muszę siąść i spokojnie pomyśleć.

Czytałam, że ma Pan już dosyć Do They Know It’s Christmas? i chce Pan stworzyć nową charytatywną piosenkę. Czy to prawda? (śmiech)

(śmiech) Powiedziałem to podczas Ivor Novello Awards. Wraz z Bobem Geldofem otrzymaliśmy nagrodę za tę piosenkę. Stałem przed wieloma kompozytorami, więc skorzystałem z okazji i powiedziałem: „Będzie ok, jeśli zechcecie napisać coś innego, mam już dosyć słuchania starej piosenki (śmiech). Napiszecie coś, przekażecie to dla Band Aid i tym sposobem podtrzymacie tradycję”. Każde pokolenie powinno mieć swoją własną wersję Band Aid.

Rok temu nagrał Pan Do They Know It’s Christmas? w „nowej” wersji. Jak się pracowało z muzykami z młodego pokolenia?

Było wspaniale. Zebrać wszystkich artystów w jednym mieście graniczy z cudem. Takie przedsięwzięcie jest zawsze szybkie, niektórzy artyści mają tylko godzinę, bo muszą wskoczyć do studia, zaśpiewać swoją partię i wrócić w trasę koncertową. Było to bardzo męczące, ale opłacało się.

Na koniec chciałabym zapytać o Ultravox – czy macie jakieś plany?

Żadnych planów na chwilę obecną. Wszyscy zajmujemy się przeróżnymi rzeczami, ale to nie znaczy, że nie chcemy robić czegoś innego. Ultravox było zawsze czymś, co powodowało, że wracaliśmy do wspólnego tworzenia. Nie jesteśmy pełnoetatowym zespołem, bowiem robimy również wiele innych rzeczy prywatnie. Ale jeśli pojawi się jakiś ciekawy pomysł, możliwość stworzenia czegoś ciekawego – np. ścieżki dźwiękowej, jak w przypadku Tangerine Dream, projektu teatralnego albo czegoś jeszcze innego – możemy to zrobić.

Świetnie, że myśli Pan wyłącznie o muzyce, a nie o komercyjnym sukcesie.

Oczywiście, tak właśnie powinno być.

Dziękuję bardzo za ciekawy wywiad.

Dziękuję.

Midge Ure (fot. materiały prasowe)

Midge UreUltravox frontman, pionier of synth-pop and new romantic, composer of charity song Do They Know It’s Christmas?, co-founder of Live 8, huge vocal talent, composer, guitarist. Long story short – a legend.

We met the musician before his concert in Warsaw’s club Progresja and talked with him about his performances, the beginning of new romantic, his last solo album and about plans for the future. As I asked him, how does it feel to be a synth-pop legend, he laughed and blushed a little bit. Humble, honest, optimistic and fully devoted to his biggest passion – music. At the concert Ure gave his best and the audience was enchanted from the first song. Right person in the right place – I thought. A real artist that is driven by heart, not cold calculation. Let me introduce you to Midge Ure as you haven’t seen him before!

Prepared by Aleksandra Degórska

One year ago you played a concert here in Progresja and I was amazed. How did you manage to sing songs like Dancing With Tears In My Eyes or Hymn? There are big intervals in them that are very hard to sing.

Singing one or two songs, like Dancing With Tears or Vienna, where you have high tones, is ok. But when you have to sing many similar songs, and they are all high-pitched – that becomes a problem. But it’s fine, I don’t look after my voice.

So it’s just your emotion…

Yes, just go there and do it.

I’m also performing, so I know that high notes in your songs are difficult to sing.

It’s difficult especially, when you are using different equipment each night. Sometimes you can hear yourself well, sometimes you can’t. You know what it’s like, when you can’t hear yourself well, you start to sing harder, stronger, do anything to make it louder and it really sounds fake.

Do you prefer making big shows or rather small acoustic concerts in clubs?

I really enjoy both sides of it. When I’m with the band, I play my electric guitar, which I really enjoy doing. But I spend a lot of time with an acoustic guitar, play in small theatres. It’s vocally difficult, because you are singing 20 songs one after another and there are no instrumental breaks, there’s nobody else to play a solo. And I’m terrible at remembering the lyrics, so when I’m performing I can see people in front of me in the audience singing right words, when I’m messing them up at the same time.

Which songs are your favourite to perform live?

It’s a hard question. I was on tour around the UK with two young instrumentalists from India Electric Co. I checked out the album called Breathe and it was so good, that we performed all songs from it. Some of them were in acoustic versions, as never before. And that was fun. They also played old Ultravox songs giving them a completely different arrangement with violin, accordion and stuff. And the songs, that I have chosen, just worked beautifully. When I’m playing with these two guys, the violin makes such a beautiful sound and atmosphere… But I have to say, that tonight I’m going to enjoy simply getting my guitar and making some noise.

Many people that came tonight to hear you have t-shirts with Ultravox, Midge Ure or even Tangerine Dream. There are some people I saw last year, when they were all waiting for your autographs.

Oh really, wow!

So I think that this is really nice that people are coming to see you perform again. Do you enjoy performing in Poland?

It’s fantastic. I came here a few times with Ultravox and I think we came there twice in 1980’s. Then I stopped visiting Poland, but since late 1990’s I’ve been coming back and I made connection with polish audience again. It’s great to see that people really appreciate the fact that you come to perform for them. And the fact, that the people are still there, people who remember seeing Ultravox in 80’s.

Yes, and they take their children with them, so they can listen to music of their parents. So we can say, that good music never gets old.

Music shouldn’t be old or new. You know, good music is timeless.

I’d like to ask you about the beginning of your career. You wanted to create the sound of the future and you chose synthesizer. Why?

Well, I chose synthesizer not because it was new. At first, a lot of people thought that synthesizers were a joke, not real instruments. But when I grabbed one of them I felt free to create, I felt no limits. Using this machine you can probably create everything you could imagine. I wanted to link electronics with regular rock instruments – guitars and drums. Something like that let you do anything with music. And Ultravox were already doing that when I joined the band. It was really exciting for me to be in the band, that used technology and still used violin, piano, acoustic drums. It was great!

Many said that Fade To Grey of Visage is the first new romantic song. Do you agree with this?

I suppose it was important back then. It was connected with what was happening in London with the Blitz Kids

Let’s talk about Blitz Kids and new romantic. It was such an interesting subculture! How is it possible, that so many bands were born in one club Blitz?

You look back at 1960’s and music made back then and it all gives you picture of Liverpool. We had The Beatles, we had Gerry & The Pacemakers – all of these bands came out from Liverpool for some reason and they all had their foundation in The Cavern – the club, where The Beatles played. So I think artists will find club like that in Warsaw, they will find the place like that everywhere, a place where you can meet up people, that like the same things. So you have this little club Blitz in London, where Boy George, Spandau Ballet can be found. Writers, film directors, fashion designers – all of them were connected by this location. So I suppose Fade To Grey was the first song of that particular set. Probably that’s why it’s defined as the first piece of new romantic – oh, I hate term „new romantic”…

Really, why? (laugh)

Journalists have to name things. They have to define them like in library – Oh, I know you are ,,that’’, so I put you out there”. And they invented this term new romantic.

There were other names of this subculture, like Blitz Kinds and Futurists. Maybe the term „Futurists” would be more convenient, because of its amazing image?

An interesting thought – connection between music and every other field of human life – the look of the kids back then, fashion, architecture. The Blitz was obviously named after the Blitz World War II. That’s why this club named the Blitz was kind of 1940’s. A lot of people had really futuristic look, when all of the rest were like they came from the past. It’s like in a Batman movie – you watch a Batman movie and you think „is it from the future or is it from the past?”. You’ve got dark buildings, all is in black and white, it’s a mix of past and future altogether – that’s exactly what was coming out of London back then. So this music is, as I suppose, what I just described – rock instrumentation with this futuristic electronics.

John Taylor from Duran Duran once said that music and fashion are like husband and wife. When talking about new romantic, I think that this „marriage” was amazing. The 80’s was also gold time for MTV and it was really important for musicians to have a good video clips. Therefore clip to Ultravox’s song Vienna is now legendary.

When you come back to this period – technology changed everything. MTV appeared, video clips were happening, synthesisers become affordable. Before 1980’s synthesisers were as big as whole room. So everything changed in the same time – fashion, design, television, communication…

The 80’s was a great time!

Yes, it was fantastic time!

So how does it feel to be a synth-pop legend?

(laugh)

You know, every time when I read interview with Gary Numan he’s always been saying, that he’s not a pionier of synth-pop, because Ultravox was first and better.

Gary was around at this time. I remember playing Tubeway Army album in the club at the first time, that was the club before the Blitz happened – the one that Rusty and Steve Strange ran in London before they took over the Blitz. I remember some people saying: „You have to play this” and it was Gary Numan stuff with Tubeway Army. Gary was always there. Ultravox, before I joined the band, was one of the first bands doing that, but again – they were influenced by experimental bands coming out of Europe, especially from Germany, like Tangerine Dream, Kraftwerk, La Düsseldorf, Neu!. Everyone was influenced by something else.

So Ultravox’s song Herr X is influenced by these German bands?

Yes, but you have to remember, that we did our original recordings with Conny Plank, who was the producer of Kraftwerk albums. So when we were recording and working in Germany we decided to do a Germanic version of the songs.

Let’s talk about your latest album – Fragile. For me this CD is really magical. You said, that an album is like your private diary. Was it the same with Fragile?

Of course it was. This album is called Fragile, because we are all fragile. You always think how well you may do in several situations. If you ask any musician how they think their next record will be received they may say It’s gonna be great”, but deep inside their minds there is this thought I really don’t know”. That’s what we are – fragile creatures. I wrote songs about what I see, read and feel. I believe that if you write something that is honest, someone somewhere will feel connected to it and understand it. Even if the story is different from the peace of music, it makes sense to that person. I always wrote what was real and ignored what recording companies and any external voices were telling me. I did exactly what I preferred and I’m very proud of it.

We can hear that Fragile is a personal album. Are you thinking about any new records?

I will be back in the studio soon – when I finish all this touring. I need to be static. I know many musicians who can sit in a dressing room and create a new song, but I can’t. I’ve got to be by my computer, my machines, guitar and I need silence – just to sit down and think about it calmly.

I read that you have enough Do They Know It’s Christmas? and want to write a new charity song. Is this true? (laugh)

(laugh) I said this at the Ivor Novello Awards. Me and Bob Geldof received an award for this song. And I was standing in front of all songwriters, so I took an opportunity and said: It’s ok if you want to write something else, I’m tired of the old one (laugh). You write something, give it to Band Aid and keep the whole thing going”. Every generation should have own version of Band Aid.

Last year you recorded Do They Know It’s Christmas? in a „new” version. How does it feel to work with musicians from the next generation?

It was great. All these people in one city – it was really difficult to arrange. An endeavour like this is always quick, some artist have only an hour, because they have to jump into the studio, sing what they have to and go back on tour again. It was really tiring, but it was worth it.

And in the end I want to ask you about Ultravox – do you have any plans?

No plans right now. We are all doing different things, but it doesn’t mean, that we won’t be doing anything else. Ultravox was always something, that makes us coming back together again. We aren’t a full-time band, because we do a lot in private. But if any interesting idea appears, if an opportunity to create something interesting comes up – a soundtrack for example, like Tangerine Dream, or theatre project or something – we could do it.

It is great that you think only about music not about commercial success.

Absolutely, that’s how it should be.

So thank you very much for an interesting interview.

Thank you.

Midge Ure (fot. press materials)