Wywiady
0 razy skomentowano

Exclusive: Camouflage

Dodany przez | 26/04/2015
Informacje
 
Format
 

„Musik muss auf die Reise nehmen, es muss die Hand nehmen und dann irgendwo anders hinbringen”.
Jetzt werden wir euch auf eine entspannende Reise in die musische Welt von Camouflage nehmen.

„Muzyka musi cię zabrać w podróż, musi wziąć cię za rękę i zabrać gdzieś do innego miejsca”.
Teraz zabierzemy Was w niezwykłą podróż do muzycznego świata Camouflage.

Camouflage to popularny synth-popowy zespół z Niemiec. Ich historia rozpoczęła się w 1983 roku, kiedy to Heiko Maile, Oliver Kreyssig, Marcus Meyn oraz Martin Kähling założyli zespół Lizenenced Technology. Rok później odszedł Martin Kähling, a pozostali muzycy stworzyli trio Camouflage i tak rozpoczęła się ich muzyczna przygoda. W 1988 roku zespół wydał pierwszy album zatytułowany Voices & Images, na którym znalazł się międzynarodowy hit The Great Commandment. Po roku Camouflage miał jeszcze jeden przebój, mianowicie Love Is a Shield, który teraz zaliczany jest do klasyki synth-popu. Rok temu zespół obchodził swoje 30-lecie i jest nadal w świetnej formie.

W marcu tego roku Camouflage wydał nowy album Greyscale i wybrał się w trasę koncertową. Zespół zawitał również do Warszawy, by zagrać w klubie Progresja naprawdę świetny koncert. Podekscytowana publiczność cały czas skandowała Camouflage, Camouflage!. Wielu z nich głośno wyśpiewywało zarówno stare piosenki, jak i nowe utwory i po prostu delektowało się koncertem. Frontman Marcus Meyn w wywiadzie, który przeprowadziliśmy przed warszawskim koncertem, opowiada nam o nowej płycie zespołu, o początkach synth-popu, inspiracjach oraz o samej Polsce. W czasie wywiadu zrozumiałam fenomen Camouflage – szczerość, autentyczność oraz wielka miłość do muzyki – to stanowi klucz do ich sukcesu.

Pytania zadawała: Aleksandra Degórska

Wasza najnowsza płyta Greyscale ukazała się w marcu tego roku, chociaż miała być wydana wcześniej. Dlaczego tak długo przekładaliście premierę?

Po prostu mieliśmy dużo pracy – graliśmy wiele koncertów, zrobiliśmy Live DVD i je wyprodukowaliśmy, a to zajmuje nam po prostu dużo czasu. Chcieliśmy nasz album opublikować już rok temu, ale nie byliśmy na to gotowi.

Dlaczego właściwie wybraliście taki tytuł?

Greyscale to skala szarości, która zawsze znajduje się na zdjęciach. Heiko i Oli są grafikami oraz drukarzami, dlatego znamy tę skalę już od dawna. Ta nazwa jest dla nas dlatego odpowiednia, bowiem zawsze pomiędzy jednym kolorem szarości znajdują się kolejne. Tak właśnie widzimy naszą muzykę – ani jako czarną, ani jako białą, ani jako ciemnoszarą czy jasnoszarą – jest to zawsze coś pomiędzy. Dlatego też stwierdziliśmy, że ta nazwa bardzo pasuje do naszej płyty.

Dla mnie Greyscale jest bardzo eklektyczną płytą, a mimo to jest jak album koncepcyjny. Mamy tutaj takie piosenki, jak np. Still, Greyscale, które brzmią trochę jak muzyka filmowa, obok zaś są Misery czy Schine i są to typowe synth-popowe piosenki do tańca brzmiące jak z lat 80.

Tak, lata 80. to nasza historia. Ale to nie jest płyta koncepcyjna. W zasadzie nad tym się nie zastanawialiśmy. Wzięliśmy po prostu piosenki, które skomponowaliśmy przez ostatnie 4-5 lat i z nich stworzyliśmy materiał na nowy album.

Na facebooku w wydarzeniu z waszym warszawskim koncertem fani uczestniczyli w następującej ankiecie: Wasze trzy ulubione płyty Camouflage. Na pierwszym miejscu znalazł się album Voices & Images (1988), następnie mamy Sencor (2003), na trzecim jest Methods of Silence (1989) i na czwartym Greyscale (2015). Czy taki wynik jest dla Was zaskoczeniem?

Oczywiście jest to sukces. Ostania płyta Relocated nie była zbyt dobrze przyjęta przez krytyków, ale Greyscale jest w pewnym sensie inna. Jest to inny rodzaj pisania piosenek, który całe szczęście jest na czasie i bardzo podoba się słuchaczom.

Wielu krytyków oraz fanów uważa, że Greyscale jest bardzo dobrą płytą, możliwe, że i najlepszą w waszej karierze. Czy to się zgadza?

Nie będzie najlepszą. Uważam, że Greyscale jest na wysokim poziomie, bowiem piosenki są bardzo dobre. Również produkcja jest bardzo udana, więc jestem bardzo zadowolony z tej płyty. Prawdopodobnie tak bardzo, jak ostatni raz przy albumie Sencor.

Nagraliście piosenkę Count on Me wspólnie z Peterem Heppnerem (Wolfsheim). Jak doszło do tej współpracy?

W ubiegłym roku obchodziliśmy swoje 30 urodziny i w związku z tym spytaliśmy Petera, czy nie miałby ochoty wziąć udział w tym wydarzeniu. Przy okazji powstał pomysł, żeby nagrać razem piosenkę na nowy album. Zaproponowałem Count on Me, bowiem moim zdaniem najbardziej pasowała. Przećwiczyliśmy tę piosenkę, następnie pojechałem do Frankfurtu i zagrałem ją Peterowi. Od razu mu się spodobała i stwierdził, że ten pomysł jest świetny. Potem po prostu nagraliśmy tę piosenkę.

Dlaczego właściwie wybraliście ten synth-popowy kierunek w waszej muzyce?

Mogę jedynie powiedzieć, że nie gram na żadnym instrumencie. To oznacza, że synth-pop jest najlepszą dla mnie możliwością, by tworzyć muzykę.

Mówi się, że syntezator jest punk-rockowym instrumentem, bowiem nie trzeba dobrze grać na klawiszach.

Zgadza się. Mogę sobie usiąść i dwie godziny próbować, aż do momentu, gdy mam melodię w takiej formie, w jakiej chcę ją mieć. Mogę ją edytować i jeszcze raz przetwarzać. Dlatego też synth-pop jest dla mnie stworzony. Poza tym, podobała mi się ta muzyka i już od samego początku byliśmy wielkimi fanami muzyki elektronicznej. Kierunek naszej twórczości był dla nas znany już od początku, bowiem wyznaczyliśmy sobie to, co chcemy robić.

Które zespoły były dla Was inspiracją. Może Kraftwerk?

Tak, przy czym Kraftwerk był dla mnie oczywiście początkiem. W latach 70.-80. Kraftwerk był prekursorski. Teraz słucham wszystkiego co możliwe, bowiem słucham dużo radia. Muzyka przychodzi ze wszystkich możliwych kierunków. Nie mogę powiedzieć, co obecnie jest inspiracją dla konkretnej piosenki. Robię to już za długo, muzyka jest we mnie i po prostu się pojawia.

Czy to prawda, że nazwa Waszego zespołu pochodzi od piosenki Camouflage zespołu Yellow Magic Orchestra?

Tak, jest płyta z lat 80., która nazywa się BGM (Background Music) i na niej znajduje się piosenka Camouflage. Utwór był impulsem dla Heiko, żeby tak nazwać nasz zespół. Po dłuższej dyskusji zostało ustalone – ok, weźmy tę nazwę.

Wiele osób porównuje Was do Depeche Mode. Jakiś czas temu przeczytałam książkę Depeche Mode-Monument, w której to znajduje się bardzo ciekawy fragment dotyczący niemieckich fanów DM. Była tam również wzmianka, że Camouflage jest następcą DM. Czy DM był waszą inspiracją? I czy jest może tak, że to porównanie jest dla Was przekleństwem?

Nie, nie jest. Oczywiście Depeche Mode był dla nas wzorem, ale tylko jednym z wielu, bowiem na początku lat 80. istniało po prostu wiele zespołów takich, jak Depeche Mode. Obecnie nie ma już tych zespołów i w ten sposób pozostaje tylko Depeche Mode, który z tych wszystkich grup właściwie odniosło największy sukces. Jest to jedyny zespół, który sprzedał ponad 100 milionów płyt. Dlatego ludzie porównują nas do Depeche Mode, gdy chcą naszą muzykę opisać w jakiejś formie.

W Polsce jest taka anegdota, że w 1988 roku Tomasz Beksiński puścił w radio waszą pierwszą płytę i powiedział, że jest to Depeche Mode, a słuchacze w to uwierzyli.

Dzisiaj usłyszeliśmy o tym pierwszy raz, bowiem nasz promotor nam o tym opowiedział. Wcześniej o tym nie wiedzieliśmy.

Jakie młode zespoły ceni Pan obecnie? Parę lat temu mówił Pan, że lubi Coldplay, ale to było dawno temu.

Tak, oczywiście, ale Coldplay nie jest już młodym zespołem (śmiech). Uwielbiam Coldplay od czasów ich pierwszej płyty. Jest to muzyka, która porusza moją duszę, pomimo iż nie jest to muzyka elektroniczna, ale są to po prostu dobre piosenki. W końcu lubię fajne utwory i jest mi wszystko jedno, kto te piosenki tworzy, czy są elektroniczne, czy grane na gitarze, czy w jakiś inny sposób – to nie ma dla mnie znaczenia. Nadal również lubię takie zespoły, jak Massive Attack czy New Order. Gdy te grupy wydadzą coś nowego, koniecznie kupię ich płyty, bo jest to po prostu dobra muzyka, która mnie inspiruje i która też przekazuje fajne uczucie. Muzyka musi cię zabrać w podróż, musi wziąć cię za rękę i zabrać cię gdzieś do innego miejsca.

Czy dla Pana tylko muzyka stanowi inspirację, czy również coś innego?

Oczywiście. Oglądam dużo filmów, chętnie też czytam. Po prostu żyję, więc samo życie jest taką inspiracją. Wszyscy mamy dzieci i widzimy jak dorastają. Twoje dziecko przychodzi do ciebie wieczorem do łóżka i obejmuje cię. To uczucie, to szczęście – to odnajdujesz znowu, gdy piszesz dobrą piosenkę. Potem słyszysz ten utwór i nagle czujesz tę bliskość i miłość. To cię opanowuje, więc trudno powiedzieć skąd pochodzi inspiracja, skąd bierze się to uczucie. Kiedy idziesz przez życie z otwartymi oczami, znajdujesz to wszędzie: w pięknym kwiecie, w drzewie czy w sztormie. To jest naprawdę zwariowane!

A dlaczego zdecydowaliście się wykonywać swoje piosenki w języku angielskim?

Na początku, gdy zaczęliśmy tworzyć muzykę, w Niemczech panowała Niemiecka Nowa Fala i wszyscy śpiewali po niemiecku. Wzorem dla nas były angielskojęzyczne zespoły, takie jak Human League, Depeche Mode, John Foxx, Ultravox, Yello. Nie zastanawialiśmy się długo nad tym – angielski jest międzynarodowym językiem muzyki pop i większość zespołów, które odniosły światowy sukces, śpiewają po angielsku. Było to dla nas po prostu jasne, że chcemy śpiewać w tym języku.

Jaki był Wasz najważniejszy moment w waszej muzycznej karierze?

Było ich wiele… Wszystko ma swój czas. Na samym początku najfajniejszym momentem były pierwsze nagrania w profesjonalnym studiu. To było naprawdę super móc coś po raz pierwszy nagrać. Kolejnym szczególnym momentem było podpisanie przez nas kontraktu muzycznego – to było szaleństwo. Potem praca w studiu, następnie puszczono nasz singiel w radiu i był to pierwszy raz, gdy usłyszałeś swoją muzykę w radio. Potem singiel zajął 27. miejsce na liście przebojów, został rozpowszechniony na całym świecie i stał się numerem 1. w wielu krajach. Więc było dużo takich szalonych momentów. Teraz wydaliśmy Greyscale, który zajął 14. miejsce na liście przebojów i był to nasz najwyższy wynik, który kiedykolwiek zdobyliśmy. Również obecnie są takie momenty. Nawet gdy po prostu nasz koncert jest świetny – jest to również coś wyjątkowego.

Czytałam również, że podczas waszej pierwszej wizyty w Argentynie dowiedzieliście się, że Love Is a Shield jest piosenką ślubną. Uważam, że jest to bardzo zaskakujące i również coś wyjątkowego.

Tak, również jest to dla mnie zaskoczenie, wcześniej o tym nie wiedzieliśmy. To jest naprawdę zwariowane.

A jak opisałby Pan waszych fanów?

Nie mogę ich opisać. Są fani, którzy słuchają nas już od 28 lat.

Mogę Panu powiedzieć, że wielu fanów, którzy dzisiaj przyszli na koncert, są starsi ode mnie (śmiech).

Oczywiście, wielu fanów jest około 40 i idą w naszym kierunku, a my wszyscy skończymy w tym i przyszłym roku 50. Ale są również i młodzi, którzy lubią tę muzykę i odkrywają coś nowego dla siebie. Następnie po raz pierwszy przychodzą na nasz koncert i po prostu im się podoba. Potem wracają za każdym razem. Dlatego też ta grupa jest kolorowa, są to różni ludzie w różnym wieku, którzy przychodzą na koncert, to nie jest nic stałego. Nie tworzymy czarnej muzyki, nie jest to muzyka gotycka, gdzie można byłoby powiedzieć – przyjdą głośni ludzie, którzy ubierają się na czarno, tak i tak wyglądają jak na festiwalach gotyckich. Na nasze koncerty przychodzą również całkiem normalni ludzie, którym podoba się nasza muzyka i to jest właśnie super. Całkiem normalni ludzie, którzy zamykają oczy i delektują się muzyką. To jest coś niesamowitego!

Camouflage koncertuje drugi raz w Polsce. Co sądzi Pan o naszym kraju?

Uwielbiam Polskę, lubię tu przebywać. Często bywam również prywatnie w Polsce, bowiem mieszkam w Berlinie, więc nie mam daleko. Lubię Polaków i ich kraj. Uważam, że Polacy i Niemcy są sobie bardzo bliscy, również pod względem kultury. Kraj, literatura, ludzie, jedzenie – to nie jest takie odmienne. Pomimo, iż w historii zawsze dochodziło do dużej wrogości, dla mnie to nie gra żadnej roli. Ludzie są bardzo otwarci, serdeczni i sympatyczni. Dobrze się tu czuję.

A Polacy lubią bardzo niemiecką muzykę!

To również, na to zawsze można liczyć. Jest to coś pięknego.

Na koniec chciałabym zapytać o przyszłość Camouflage. Biznes muzyczny bardzo się zmienił i jest coraz trudniej. Jakie macie obecnie muzyczne plany?

Nie mamy żadnych muzycznych planów, niczego sobie nie postanowiliśmy. Wydaliśmy płytę, dzisiaj gramy pierwszy raz w Warszawie, sala jest wypełniona, ludziom się podoba i wszyscy są zadowoleni. Sami jesteśmy bardzo zaskoczeni tym sukcesem, jak ludzie przyjęli Greyscale. Ten feedback, który dostajemy, jest po prostu świetny. Naprawdę nie wiemy, damy się ponieść przebiegowi wydarzeń i zobaczymy, co się wydarzy. Wtedy może kiedyś powstanie nowa płyta.

Więc życzę Wam powodzenia i dziękuję bardzo za ciekawą rozmowę!

Dziękuję, było mi bardzo miło.

Camouflage (fot. camouflage-music.com/)

Camouflage ist eine erfolgreiche synth-pop Band aus Deutschland. Die Geschichte hat 1983 begonnen, als Heiko Maile, Oliver Kreyssig, Marcus Meyn und Martin Kähling die Band Lizenenced Technology gegründet haben. Ein Jahr später verließ Martin Kähling die Band und die verbliebenen Musiker haben als Trio Camouflage ihr musisches Abenteuer begonnen. 1988 hat die Gruppe ihren ersten Album Voices & Images ausgegeben, mit dem großen internationalen Hit The Great Commandment. Ein Jahr später hatte Camouflage noch einen Hit, nämlich Love Is a Shield, der jetzt ein synth-pop Klassiker ist. Letztes Jahr hat die Band ihren 30-jährigen Geburtstag gefeiert und ist in einer sehr guten Form.

Im März dieses Jahres hat Camouflage eine neue Platte Greyscale ausgegeben und die Konzertroute gemacht. Sie kamen auch nach Warschau, um in Klub Progresja ein großartiges Konzert zu geben. Das polnische Publikum hat die ganze Zeit aufgeregt skandiert Camouflage, Camouflage!. Viele Leute haben die alten Hits und auch die neusten Lieder laut gesungen und einfach das Konzert genossen. Frontmann Marcus Meyn hat im Interview vor dem Warschauer Konzert über ihrer neuste Platte erzählt, der Beginn von synth-pop, ihre Inspiration und auch ein Stück von Polen ist. Während des Interviews habe ich das Phänomen von Camouflage verstanden – Ehrlichkeit, Echtheit und große Liebe zur Musik – das ist der Schlüssel zu ihrem Erfolg.

Die Fragen wurden von Aleksandra Degórska gestellt

Eure neuste Platte Greyscale ist im März dieses Jahr erschienen, obwohl sie früher ausgegeben werden sollte. Wieso habt ihr so lange die Premiere verlegt?

Wir haben einfach viel zu tun gehabt – viele Konzerte gespielt, die Live DVD gemacht und wir haben sie produziert und das dauert bei uns einfach lange. Wir wollten es schon letztes Jahr veröffentlichen, aber sind nicht fertig geworden.

Wieso habt ihr eigentlich diesen Albumtitel gewählt?

Greyscale ist eine Grauskala und diese ist immer außen auf Bildern drauf. Heiko und Oli sind beide Grafiker und Drucker, daher kennen wir das schon lange. Für uns ist deshalb dieser Name sehr passend, weil es immer zwischen dem einen grauen anderes grau gibt, und es gibt es noch eins, und noch eins. So sehen wir unsere Musik auch – es ist weder schwarz noch weiß, es ist weder hellgrau noch dunkelgrau – es ist immer etwas dazwischen. Deswegen fanden wir, dass dieser Name sehr gut passt.

Also für mich ist Greyscale sehr eklektisch und trotzdem ist es wie ein Konzept-Album. Wir haben solche Lieder, wie z.B. Still, Greyscale die klingen ein bisschen wie Filmmusik und daneben haben wir Misery, oder Schine – das sind typische synth-pop Lieder für Tanzen und diesie klingen wie aus den 80er Jahren.

Ja, die 80er – das ist unsere Gesichte. Aber es ist kein Konzept-Album. Wir haben uns das grundsätzlich nicht überlegt. Sondern wir haben die Songs genommen, die wir quasi in den letzten 4-5 Jahren geschrieben haben und daraus eben die neue Platte gemacht.

Auf der Facebook-Seite mit eurer Veranstaltung im Warschau haben die polnischen Fans eine Umfrage durchgeführt: Eure drei beliebtesten Platten von Camouflage. Auf dem ersten Platz ist Voices & Images (1988), dann kommt Sencor (2003), auf dem dritten Platz ist Methods of Silence (1989) und auf dem vierten Greyscale. Ist dieses Ergebnis eine Überraschung für euch?

Es ist natürlich ein Erfolg. Die letzte Platte Relocated ist nicht so gut angekommen. Bei den Kritikern war es ganz schwierig, aber Greyscale ist irgendwie anders. Es ist anderes Songwriting, es trifft zum Glück den Nerv der Zeit  und es gefällt den Leuten wahnsinnig gut.

Viele Kritiker und auch die Fans meinen, dass Greyscale eine sehr gute Platte ist, vielleicht auch die beste in eurer Karriere. Stimmt das?

Es wird sie nicht. Ich denke, dass Greyscale auf einem hohen Niveau ist. Ich finde die Songs und das Songwriting sehr gut. Die Produktion ist auch gut geworden, also bin Ich sehr glücklich mit diesen Platte. Vielleicht auch so glücklich, wie ich das letzte Mal bei Sencor war.

Ihr nahmt Count on Me mit Peter Heppner (Wolfsheim) auf, wie kam es zu dieser Mitarbeit?

Wir haben letztes Jahr unseren 30. Geburtstag gefeiert und haben dazu Peter gefragt, ob er Lust hat mitzumachen und daneben entstand die Idee einen Song für das neue Album zusammen aufzunehmen. Ich habe vorgeschlagen, dass wir Count on Me nehmen, weil es meiner Auffassung nach sehr passend war. Wir haben das Lied durchgespielt, dann bin ich nach Frankfurt gefahren und habe es Peter vorgespielt. Er fand es sofort super und sagte, dass die Idee perfekt sei. Danach haben wir es einfach gemacht.

Wieso haben Sie eigentlich solch eine synth-pop Ausrichtung in eurer Musik gewählt?

Ich kann nur sagen, dass ich kein Instrument spiel. Das heißt, für mich ist synth-pop die beste Möglichkeit Musik zu machen.

Man sagt, dass Synthesizer ein punk-rock Instrument ist, weil man nicht gut Klavier spielen muss.

Es stimmt. Ich kann mich hinsetzen und zwei Stunden lang durchprobieren, bis ich die Melodie so habe wie ich sie haben will. Ich kann sie editieren und noch einmal verarbeiten. Deshalb ist synth-pop für mich prädestiniert. Zudem hat mir diese Art Musik einfach gut gefallen und wir sind schon von Anfang an große Fans von elektronischer Popmusik. Die Ausrichtung war für uns von Anfang klar, weil wir vorgegeben haben was wir machen wollen.

Welche Bands waren für euch eine Inspiration? Vielleicht Kraftwerk?

Ja, wobei Kraftwerk für mich auf jeden Fall ein Anfang war. In den 70er-80er war Kraftwerk sehr wegweisend. Heute höre ich mir einfach alles Mögliche, weil ich sehr viel Radio höre. Die Musik kommt von allen möglichen Richtungen. Ich kann nicht sagen, was jetzt speziell die Inspiration für den bestimmten Song ist. Da mache ich es einfach zu lange und die Musik ist in mir und sie kommt einfach.

Stimmt es, dass der Name von eurer Band aus Song Camouflage von Yellow Magic Orchestra kommt?

Ja, es gibt eine Platte in den 80er die hieß BGM (Background Music) und da gab es einen Song – Camouflage. Das Lied war ein Impuls für Heiko unsere Band so zu nennen. Nach längeren Diskussion war dann gesagt – ok, dann las uns diesen Namen nehmen.

Ich wollte auch fragen, weil viele Leute euch mit Depeche Mode vergleichen. Vor einiger Zeit habe ich mir das Buch Depeche Mode-Monument gelesen und da war ein sehr interessanter Abschnitt über die deutschen Fans von DM. Da war auch eine Erwähnung, dass die Band Camouflage die Fortsetzung von DM ist. War DM auch eure Inspiration? Oder ist dieser Vergleich vielleicht ein Fluch für euch?

Nein, ist es nicht. Natürlich war Depeche Mode auch ein Vorbild für uns, aber es war nur eins von vielen, weil es Anfang der 80er einfach viele Bands gab, wie Depeche Mode. Heute gibt es diese ganzen Bands nicht mehr und dann bleibt eben nur Depeche Mode. Von diesen ganzen Gruppen ist eben Depeche Mode die erfolgreichste. Das ist die einzige Band, die 100 Million Platten verkauft hat. Deshalb vergleichen uns die Leute mit Depeche Mode, wenn sie unsere Musik in irgendeiner Form beschreiben wollen.

Es gibt in Polen eine Anekdote, dass 1988 Tomasz Beksiński im Radio ihre erste Platte abgespielt hat und gesagt, dass das Depeche Mode ist und die Zuhörer haben es geglaubt.

Wir haben es auch heute das erste Mal gehört, das sollte unsere Promotor erzählen. Früher haben wir es auch nicht gewusst.

Welche jungen Bands schätzen Sie gegenwärtig? Vor ein paar Jahren haben Sie gesagt, dass Sie Coldplay mögen, aber das war schon lange her.

Ja klar, aber Coldplay ist nicht mehr eine junge Band (lachen). Ich liebe Coldplay seit ihrer ersten Platte. Das ist Musik, die mir aus der Seele spricht, auch wenn sie keine elektronische ist, das sind einfach tolle Songs. Letztendlich mag ich tolle Songs und es ist mir egal, wer diese Songs macht. Ob sie elektronisch sind, oder mit der Gitarre oder sonst irgendwie, dass spielt keine Rolle. Ich liebe auch nach wie vor solche Bands, wie Massive Attack oder New Order. Wenn die was neues ausbringen, kaufe ich mir das auch, weil es einfach tolle Musik ist, die mich inspiriert und mir auch tolles Gefühl vermittelt. Musik muss auch auf die Reise nehmen, es muss die Hand nehmen und dann irgendwo anders hinbringen.

Lassen Sie sich nur von Musik inspirieren, oder auch von anderen Dingen?

Natürlich. Ich sehe mir sehr viele Filme an, ich lese auch gern. Ich lebe einfach, also ist das Leben auch solche Inspiration. Wir haben alle Kinder und du siehst sie aufwachsen. Dein Kind kommt Nachts zu dir ins Bett und umarmt dich. Dieses Gefühl, dieses Glück – das findet sich dann wieder, wenn du ein tolles Lied schreibst. Dann hörst du diesen Song an und auf einmal ist dieses Gefühl auch da, ist diese Nähe und diese Liebe da. Das überwältigt dich also kannst du nicht sagen, woher die Inspiration kommt und woher das Gefühl kommt. Wenn du mit den offen Augen durch die Welt gehst, findest du es überall: In der schönen Blume, in dem Baum, in dem Sturm. Das ist echt verrückt!

Wieso habt ihr euch in euren Lieder für die Englische Sprache entschieden?

Am Anfang, als wir begonnen haben, Musik zu machen, da gab es in Deutschland die Deutsche Neue Welle und alle haben auf Deutsch gesungen. Unsere Vorbilder waren englisch sprachige Bands, wie Human League, Depeche Mode, John Foxx, Ultravox, Yello. Wir haben darüber nicht lang nachgedacht – Englisch ist die internationale Sprache des Pops und die meisten Künstler, die international erfolgreich sind, singen auf Englisch. Es war für uns einfach klar, dass wir wollen English singen.

Was war eurer allerhöchster Moment in eurer musikalischen Karriere?

Da gibt es so viele… Also alles hat seine Zeit. Der tollste Moment war am Anfang, als wir am ersten Mal bei einem professionellen Studio waren. Das war echt toll, das erste Mal was aufnehmen zu können. Der nächste tolle Moment war, als wir allein schon dem Plattenvertrag unterschrieben haben – das war schon der Wahnsinn. Dann an der Arbeit ins Studio, dann ist die Single im Radio gelaufen und das war das erste Mal, als du deine Musik im Radio gehört hast. Dann ist die Single auf 27. in den Charts angestiegen, ist weltweit veröffentlicht worden und in vielen Länder Nummer 1. Also gab es so viele verrückte Momente. Heute haben wir Greyscale veröffentlicht, es ist auf 14. die Charts geschossen und es war der höchste Chart entry die wir mit Alben jemals hatten. Selbst heute gibt es noch solche Momente. Auch wenn das Konzert einfach toll ist – das ist auch etwas Besonderes.

Ich habe gelesen, dass, als ihr zum ersten Mal in Argentinien waren, erfahren haben, dass Love Is a Shield ein Hochzeitssong ist. Ich finde, das ist sehr überraschend und auch etwas Besonderes.

Ja, ich finde es auch sehr überraschend, wir haben es auch nicht gewusst. Das ist echt verrückt.

Und wie würden sie eure Fans beschreiben?

Die kann ich nicht beschreiben. Also es gibt Fans, die uns seit 28 Jahren hören.

Also ich kann Ihnen sagen, dass viele Fans, die heute zu euren Konzert kommen, älter als ich sind (lachen).

Ja klar, viele Fans, sind um die 40 rum, so sie in unsere Richtung und wir werden alle 50 dieses und nächstes Jahr. Aber es gibt auch sehr viele junge, die diese Musik mögen und für sich neu entdecken. Dann kommen sie zum ersten Mal zu unserem Konzert und es gefällt ihren einfach. Danach kommen sie immer wieder. Deshalb ist es so bunt, sie sind verschiedene Leute im verschiedenen Alter, die zu dem Konzert kommen, da kann man nichts festmachen. Wir machen keine schwarze Musik, also keine Gothic Musik, so dass man kann sagen – da kommen lauter Leute, die schwarz gekleidet sind und so und so aussehen, wie auf den Gothic Festivals. Auf unsere Konzerte kommen auch ganz normale Leute, denen einfach unsere Musik gefällt. Und das finde ich ganz toll. Ganz normale Leute, die Augen schließen und es genießen. Es ist einfach super!

Camouflage ist das zweites Mal in Polen und was denken Sie über unseren Land?

Ich liebe Polen, ich bin total gerne hier. Ich bin auch privat oft in Polen, weil ich in Berlin wohne und es nicht weit weg ist. Ich mag die Leute und das Land. Ich glaube, dass die Polen und die Deutschen sich sehr ähnlich sind, dass sie wirklich eine Nähe haben, auch eine kulturelle Nähe. Das Land, die Literatur, die Menschen, das Essen – das ist nicht so weit auseinander. Auch wenn es in der Historie immer größe Feindschaft gab – das spielt für mich keine Rolle. Die Menschen sind so offen, herzlich und so liebenswert. Ich fühle mich hier total wohl.

Und Polen mögen sehr deutsche Musik!

Das auch, also das kommt immer dazu. Es ist total schön.

Und zum Schluss möchte ich Sie über die Zukunft von Camouflage fragen. Das Musikbusiness hat sich sehr verändert und es wird ja immer schwieriger. Welche musikalischen Pläne habt ihr jetzt?

Wir haben keine Pläne, wir haben uns nicht etwas vorgenommen. Wir haben diese Platte gemacht, wir spielen heute das erste Mal in Warschau, die Konzerthalle ist voll und den Leuten gefällt es und alle sind glücklich. Wir sind selber total überrascht über diesen Erfolg, wie die Leute weltweit Greyscale aufnehmen. Dieses Feedback, dass wir bekommen, ist einfach super. Wir haben echt keine Ahnung, wir lassen uns da selber treiben und sehen was passiert. Dann wird es vielleicht mal irgendwann die neue Platte geben.

Also ich wünsche euch viel Glück und vielen Dank für das interessante Gespräch!

Danke, sehr gerne!

Camouflage (fot.camouflage-music.com/ )