Wywiady
0 razy skomentowano

El Clásico: So Flow

Dodany przez | 25/08/2015
 

„Na skraju trzech muzycznych światów: hip-hopu, nu-jazzu i alternatywy powstał projekt skupiający sześciu młodych i wywrotowych muzyków z Krakowa. Nie odrzucają tradycji, ale nie boją się z nią polemizować – samplują stare polskie płyty, tworząc własny styl bliższy temu, co obecnie dzieje się w Melbourne, niż nad Wisłą” – w takich słowach zespół So Flow został przedstawiony w informatorze tegorocznej edycji SLOT ART Festivalu. O tym, jak ten gatunkowy miks brzmi na żywo mieli okazję  przekonać się uczestnicy festiwalu organizowanego w Lubiążu, którzy w czwartek 9 lipca o godzinie 16 pojawili się w tak zwanej Wozowni, gdzie znajduje się Scena Konkursowa Slot Art Festivalu. Spośród trzech rywalizujących ze sobą zespołów, głosami publiczności, to właśnie oni zostali zwycięzcami konkursu i mieli okazję następnego dnia zaprezentować swój materiał na Dużej Scenie SLOT ARTu. Z So Flow udało się nam porozmawiać tuż po ich pierwszym występie.

Pytania zadawał: Rafał Olejnik

Nazywacie się So Flow. Czy moglibyście przedstawić skład waszego zespołu?

Karolina Teernstra: Ja jestem Karolina, jestem wokalistką zespołu, po mojej lewicy siedzi główny sprawca zamieszania – Michał Marczak, który gra na gitarze basowej.

Michał Marczak: Gitara basowa, elektryczna, saksofon. Tak naprawdę jestem klawiszowcem, basista siedzi po prawej stronie Karoliny – jest to Mateusz Mazurkiewicz.

Karolina: (śmiech) Ale namieszałam. Michał rzeczywiście gra na wielu instrumentach i grał w poprzednim zespole na basie, ale u nas jest oczywiście klawiszowcem. A Mateusz Mazurkiewicz gra na gitarze basowej. Jest z nami jeszcze Artur Starżyk, który gra na gitarze, perkusista – Michał Pamuła oraz Mateusz Czajka grający na MPC i samplach.

Wasz zespół powstał w połowie zeszłego roku. Czy moglibyście powiedzieć historię powstania So Flow?

Michał: So Flow to jest taki zespół, który idealnie wpasowuje w klimat i treść SLOTu, bo wziął się on ze spotkania, spotkania dwóch osób z różnych środowisk – Mateusz Czajka, który sampluje, robi bity i siedzi w muzyce hip-hopowej, przyszedł do mnie na lekcje fortepianu. Ja wtedy grałem w zespole rockowym, więc był to zupełnie inny klimat. I tak od słowa do słowa zaczęliśmy coś robić razem. Na początku były to właśnie jakieś bity, potem w głowie wykiełkował mi pomysł takiego zespołu z szerokim składem, łączącego i żywą perkusję i samplowaną, łączącego klimat ciepłego vibe’u, estetyki hip-hopowej i alternatywnej. Potem się w tym wszystkim pojawiło więcej elektroniki i tak powstała nasza muzyka, która jest takim właśnie gatunkowym miksem.

Chociaż można powiedzieć, że jesteście debiutującym zespołem, to udało się wam wydać już EP-kę w wersji fizycznej. Czy moglibyście opowiedzieć trochę o tym wydawnictwie?

Karolina: Udało nam się wydać EP-kę, która zawiera cztery kawałki. Myślę, że jest to taki przegląd materiału, który udało nam się do tej pory stworzyć i jest to niekoniecznie zapowiedź nadchodzącej płyty, bo na nią szykujemy jeszcze nowy, być może zupełnie wywrotowy materiał. EP-ka zawiera cztery utwory i jest naszą pierwszą, fizycznie wydaną płytą.

Michał: Jej proces nagrywania był ciekawy, bo stwierdziliśmy, że mimo tego, że nasza muzyka ma w sobie dużo elektroniki, to chcemy uciec od tego takiego sposobu nagrywania – to znaczy nagrywania wszystkiego osobno, z dużą dozą cyfrowych kart dźwiękowych. Zrobiliśmy to starym sposobem, przez stare lampowe mikrofony, na taśmę, przez taką oldschoolową konsolę Neve. Nagrywaliśmy ją wszyscy razem na setkę – to znaczy wszystkie dźwięki, które się tam pojawiają były nagrane przez muzyków równocześnie i to daje zupełnie inną energię tym nagraniom.

Porozmawiajmy teraz o Slocie. Jak to się stało, że zdecydowaliście się wziąć udział w konkursie Slot Art Festivalu dla debiutujących zespołów?

Michał: Ja uwielbiam Slot, byłem tutaj pierwszy raz czwarty lata temu, byłem też w zeszłym roku, byłem dwa lata temu, raz jako wolontariusz, raz jako artysta, raz po prostu jako uczestnik. Lubię klimat tego festiwalu, jest on zupełnie inny niż klimat pozostałych festiwali muzycznych. Jest to trochę mniejszy festiwal, tak trochę kameralny, wydaje się, że tu wszyscy się znają. SLOT jest takim miejscem gdzie się wraca.

Bardzo fajne dla takich zespół jak my jest to, że publiczność tutaj ma dość otwarte głowy na nowe zespoły. Tego czasami brakuje mi na innych festiwalach, że polskie zespoły grają gdzieś tam o godzinie 15 i w takich miejscach, że praktycznie wtedy nikogo nie ma, bo wszyscy są w strefie piwnej albo coś jedzą. A tutaj jest tak, że faktycznie ludzie przychodzą na koncerty i te zespoły przez publiczność są traktowane jak gwiazdy, a to po prostu daje kopa i energię do tego, żeby lepiej grać.

Jako oceniacie swój występ na Scenie Konkursowej Slot Art Festivalu?

Mateusz Mazurkiewicz: Ciężko mi powiedzieć, bo ja ze sceny nie wiem, jak to brzmiało od strony publiczności. Na scenie było ciężko. Pomieszczenie ma specyficzną akustykę – tam były takie bale drewniane u góry. Od tych bali odbijał się dźwięk z powrotem – czyli jak na przykład perkusista uderzał w werbel, to ten dźwięk wracał, perkusista uderzał raz a było go słychać dwa razy. Ja na przykład słabo też słyszałem Michała, jego klawisze, wokalistkę też bardzo słabo słyszałem. Także na scenie było ciężko, ale ludzie po koncercie mówili nam, że wyszło bardzo fajnie.

Warto jednak wspomnieć, że chociaż miejsca koncertów na Slot Art Festivalu nie są do końca dostosowane pod względem technicznym do grania muzyki na żywo, to jednak koncerty odbywające się na terenie zabytkowego Opactwa Cystersów w Lubiążu mają swój specyficzny klimat. Czy poczuliście magię SLOTu?

Karolina: Miejsce jest naprawdę nietuzinkowe, w ogóle cały obiekt, na którym znajduję się festiwal – klasztor, pełno dziwnych zakamarków – robi to wielkie wrażenie. Jak weszliśmy do Wozowni to od razu powiedziałam do Mateusza, że jest to fajne miejsce dla nas do zagrania koncertu, że jest jakaś dusza w tym miejscu, ale tak jak mówimy, technicznie mieliśmy trochę problemów na scenie, ale ludzie i tak podchodzili do nas po koncercie i mówili, że było super.

Jakie są wasze plany na najbliższą przyszłość?

Michał: Jedziemy na L’ART Festival do Lubartowa i Artloop do Sopotu, będziemy też w Lublinie i Krakowie – to wszystko będzie w sierpniu i wrześniu. Jeśli chodzi o dalsze plany to myślimy bardzo mocno o wydaniu płyty. Póki co można kupić naszą EP-kę – Live Session, którą nagrywaliśmy w lutym. Można ją kupić w zasadzie dopiero teraz, bo wczoraj odebraliśmy świeżutkie, wydane płyty. Już teraz organizuję trasę koncertową na październik i listopad.

So Flow (fot. jazzsoul.pl)