Wywiady
1 razy skomentowano

El Clásico: Michael Malarkey

Dodany przez | 06/03/2016
Informacje
 
Format
 

Kreatywny, utalentowany, uważny obserwator rzeczywistości, który opisuje ją w sposób tak poetycko melancholijny, że po prostu jesteśmy zmuszeni zaliczyć go do grona artystów dostarczających największych wzruszeń – Michael Malarkey. W styczniu tego roku ukazała się jego druga EP-ka: Knots. Tytuł adekwatny do zawartości – utwory Michael’a są niczym węzły, które oplatają nasze serca, dusze, skłaniając je do refleksji i tłumacząc prawdy życiowe. Poznajcie tego czarującego słowami artystę bliżej w naszym wywiadzie!

Pytania zadawała: Joanna Paśnik

Skąd wzięło się u Ciebie zainteresowanie tworzeniem muzyki?

Od kiedy zacząłem chodzić na koncerty punkowe w młodości, wiedziałem, że chcę śpiewać w zespole. Jako końcowy projekt w mojej szkole średniej zorganizowałem jednodniowy festiwal, na którym zagrało co najmniej dziesięć rożnych zespołów. Miało to miejsce w Village Amphiteatre w Yellow Springs, Ohio. Nagłaśniałem to wydarzenie jak tylko mogłem, wysyłając ulotki do sklepów muzycznych i przylepiając je w lokalnych barach czy na budkach telefonicznych. W tym momencie zdradzam się ze swoim wiekiem (śmiech), ale tak to właśnie wyglądało przed erą Internetu! Zdecydowałem, że wystąpię z kilkoma utworami na tym festiwalu, więc pracowałem nad dwoma z repertuaru Operation Ivy – mojego ulubionego zespołu w tym czasie – razem z moimi kumplami z zespołu punkowego – The Daveyhaters. Zagraliśmy Knowledge i Big City. To był mój pierwszy raz, kiedy śpiewałem na żywo i wkrótce po tym występie założyłem swój własny zespół z przyjaciółmi.

Właśnie wydałeś swoją EP-kę Knots. Jak długo ją nagrywałeś i co czujesz, kiedy ujrzała ona już światło dzienne?

Wydaje mi się, że nagrałem ją w siedem dni w ciągu zeszłego lata. Miałem na nią więcej czasu niż na Feed The Flames i wszedłem do studia z określonym zamiarem jak ma ona brzmieć. Świetnie się też bawiłem pracując z producentem – Tomem Taply’eyem. Czasami spotykasz osobę, która do odkrywania utworów podchodzi z podobną dziecinną ekscytacją i poświęca wszystko dla muzyki. To zawsze zwraca się wszystkim, którzy są włączeni w proces twórczy. Mogliśmy siedzieć w studiu i pracować do drugiej nad ranem.

Czym Knots różni się od Twojej poprzedniej EP-ki Feed The Flames?

Jest lepiej wyprodukowana. Tak jak powiedziałem, mogłem poświęcić jej dużo więcej czasu, więc miałem szansę na poprawienie czegoś i dopieszczenie tak żebym był ze wszystkiego zadowolony. Zwracałem szczególną uwagę na odpowiednie wysokości – na przykład wokalizy są wyższe niż zazwyczaj, takie w stylu American Recordings Johnny’ego Casha – dla mnie tekst jest najważniejszym aspektem mojej muzyki. Ale jeżeli wokal jest zbyt wysoki możesz stracić piękno brzmienia instrumentarium, to samo dzieje się, kiedy instrumenty są zbyt wysoko nastrojone, bo może to pogrążyć klarowność tekstu. To jak chodzenie po cienkiej linie. Nie mogę ci powiedzieć ile razy obsesyjnie przesłuchiwałem materiał w kółko biorąc pod uwagę ten właśnie element.

Ostatnio odbyłeś małą trasę po Wielkiej Brytanii, opowiedz nam o tym doświadczeniu. Jak ludzie odebrali nowy materiał?

Właściwie to uważam Londyn za swój dom. Mieszkałem tu od 2006 dopóki nie wróciłem do Stanów w związku z nagraniami Pamiętników Wampirów, więc jestem bardzo głęboko związany z tym miejscem. Ludziom z reguły podoba się nowy materiał, doceniają wyższy poziom w produkcji i songwriting’u w porównaniu z poprzednią EP-ką. Przeżyłem trochę więcej i myślę, że możesz to usłyszeć w moim zranionym głosie (śmiech). Mam już oczywiście wystarczająco dużo utworów na kolejne wydawnictwo. Chcę iść naprzód.

Jesteś znany z serialu Pamiętniki Wampirów. Twoja postać jest dosyć silna i charakterna i chociaż wiem, że nie powinniśmy oceniać aktorów przez pryzmat postaci, które grają, to muszę przyznać, że nie spodziewałam się takiej spokojnej muzyki w Twoim wykonaniu. Jednakże, była to bardzo miła niespodzianka (śmiech). Dlaczego zdecydowałeś się na romantyczny kierunek w muzyce? Nie lubisz rocka?

Jako aktorzy bardzo często się z tym spotykamy. Ludzie myślą, że jesteśmy postaciami, które gramy. Oczywiście wkładamy jakąś cząstkę siebie w granych bohaterów – musimy, bo to my jesteśmy tymi, którzy je grają – ale gramy postacie, które mają zupełnie inne przekonania, marzenia, potrzeby niż my sami, w prawdziwym życiu. Aktorzy nie piszą scenariuszy. Są pewne podobieństwa, ale bardzo różnię się od Enzo.

Powiedziałbym też, że moje piosenki nie są spokojne i romantyczne. One są całkiem burzliwe i skonfliktowane jeżeli dobrze wsłuchasz się w słowa. Mój przyjaciel ostatnio określił tą muzykę jako „sad bastard music” i jest to, według mnie, całkiem trafne spostrzeżenie.

A odpowiadając na drugą część twojego pytania, to ciągle słucham cięższych brzmień. Kocham niemalże wszystkie płyty, które wydaje Deathwish RecordsConverge to nadal mój ulubiony zespół.

Co jest dla Ciebie łatwiejsze – komponowanie muzyki czy pisanie tekstów?

Pisanie tekstów. Zacząłem pisać zanim nauczyłem się grać na gitarze. Powiedziałbym nawet, że powodem, dla którego sięgnąłem po gitarę była chęć użycia jej jako „statku” dla moich wierszy. Jako gitarzysta cały czas czuję, że mam braki i czuję frustrację kiedy nie potrafię znaleźć odpowiednich akordów dla melodii w mojej głowie.

Z której piosenki z Knots jesteś najbardziej dumny i dlaczego?

To jest jak wybieranie mojego ulubionego dziecka! Każda z tych piosenek dużo dla mnie znaczy. Ale mam szczególnie dużo uczuć dla Your Hands. To jedna z tych piosenek, z którymi miałem masę problemów, więc mój producent – Tom Taply – zasugerował żebyśmy poszli na piwo i otrząsnęli się trochę z tego. Wróciliśmy lekko podpici do studia około północy i zdecydowałem, że zagram to na gitarze elektrycznej. Więc usiadłem przygarbiony na krześle mamrocząc tekst do mikrofonu i tego właśnie nagrania użyliśmy w finalnej wersji. Uwielbiam też wstawki wiolonczeli Alex Eichenberger w tym utworze. Ona właśnie gra na wiolonczeli na obu EP-kach i dołącza do mnie na scenie w Londynie, jeśli tylko akurat też jest w mieście.

Czy masz jakieś specjalne przesłanie, które chciałbyś przekazać fanom przez swoją muzykę? Na przykład, utwory Thirty Seconds To Mars opowiadają w większości o spełnianiu marzeń.

Zazwyczaj nie odbieram muzyki w taki sposób. Jeżeli już to po prostu mieć możliwość odkrywania wszystkich aspektów życia – zarówno piękna, jak i terroru. Mój umysł, niczym ćma lecąca do płomienia, skłania się ku mrocznym rzeczom. Ale poruszanie się po tych terytoriach pomaga mi przez to przejść, zrozumieć i w końcu osiągnąć w tym mistrzostwo.

Opowiedz nam o swoich inspiracjach.

Cóż, opowiedziałem ci już o moim punkowo-hardcore’owym wychowaniu. Grałem w zespołach rockowych przez pięć czy sześć lat zanim wyjechałem do Londynu. W tym czasie zacząłem też uczyć się grać na gitarze. Początkowo na elektrycznej grając akordy barowe ze zniekształcającym pedałem, ale sięgnąłem też po akustyka, zacząłem słuchać dużo więcej songwriterów. Dylan i Cash jako pierwsi wprowadzili mnie do krainy folku i country. Pierwszym coverem, jaki kiedykolwiek zrobiłem było Don’t Think Twice. It’s Alright. Wreszcie zwariowałem na punkcie Toma Waitsa, o którym mogę powiedzieć, że był moją największą inspiracją przez te lata w wielu płaszczyznach. Człowiek legenda!

Inni wspaniali, na przykład, Nick Cave i Leonard Cohen wciąż wywierają na mnie wielki wpływ. Mógłbym tak wymieniać w nieskończoność. Emo wykonawcy z lat 90-tych również bardzo mnie zainspirowali. Cap’n Jazz, Joan of Arc, American Football – wszystko od The Kinsella BrothersCursive, Bright Eyes, At The Drive-In, Jawbreaker, Grade i tak dalej. W pewnym momencie wręcz żyłem, oddychałem tą muzyką. Czy wspomniałem o Fugazi? Jeden z najbardziej pomysłowych zespołów wszech czasów. Dojrzałem do nich, będąc totalnie zakręconym na punkcie Minor Threat w liceum. Muszę przyznać, jestem muzycznym nerdem.

Pochodzisz z Libii, czy pochodzenie wpływa w jakimś stopniu na Twoją twórczość?

Urodziłem się w Bejrucie, ale ewakuowano nas w czasie wojny, kiedy nie miałem nawet skończonego roku, więc nie mam żadnych wspomnień związanych z tym miejscem. Jednak, czuję, że posiadanie multikulturowego dziedzictwa po moich przodkach i wiele podróży od najmłodszych lat z pewnością wywarły wpływ na moje postrzeganie świata i empatię dla drugiego człowieka. Na pewno chciałbym wrócić do Libii, kiedy przyjdzie na to odpowiednia pora.

Lepiej czujesz się jako muzyk czy aktor? Co wyjątkowego odnajdujesz w obu tych profesjach?

Zawsze mówię, że muzyka to moja tożsamość, a aktorstwo – zawód. Muzyka jest dla mnie bardzo osobistą rzeczą, a podejście do aktorstwa mam raczej antropologiczne. Moim zdaniem, jeżeli jesteś obdarzony jakąś kreatywnością, to nie powinieneś się ograniczać do wyboru jednej ścieżki kariery. Zawsze możesz znaleźć czas na robienie rzeczy, które rzeczywiście chcesz robić. To kwestia nastawienia.

Twoje życie jest pełne sztuki, ale kim zostałbyś, jeśli nie byłbyś artystą?

Zawsze w pewnym sensie chciałem założyć farmę i być samowystarczalnym. Proste życie.

Ludzie, którzy chcą podążać za swoimi marzeniami często spotykają na drodze do ich realizacji wiele przeszkód. Czy kiedykolwiek miałeś chwile załamania i myślałeś o tym żeby się poddać? Jak poradziłeś sobie z takimi momentami zwątpienia?

Kiedy po raz pierwszy podpisałem umowę z agentem po skończeniu London Academy Of Music & Dramatic Art przez ponad rok starałem się o pierwszą pracę. To był dosyć stresujący okres w moim życiu. Znowu podjąłem się kelnerowania w pubach, zajmując się jednocześnie promocją i przesłuchaniami do wielkich produkcji, ale nic się na tym polu nie działo. Dostawałem odmowy stąd i stamtąd, więc jeśli nie byłbym ostrożny mogłaby ogarnąć mnie depresjaZ drugiej strony, czuję, że te wydarzenia były dobre po spędzeniu trzech lat w „bańce” szkoły teatralnej. Zdecydowanie jesteś inną osobą przed rozpoczęciem i po skończeniu jej, więc bardzo ważne jest żeby odnaleźć się w tej nowej sytuacji.

Dasz kilka wskazówek młodym, aspirującym muzykom?

Szukajcie głęboko inspiracji. Tłuszcz pływa po wierzchu. Nie próbujcie tworzyć przebojowych singli, piszcie to, co jest dla was prawdziwe. Zawsze upewniajcie się, że macie naładowane baterie w waszym radarze bzdur.

Od kiedy pojechałeś ostatnio w trasę zacząłeś może myśleć o skierowaniu swojej kariery w stronę muzyki?

W obecnej chwili nie czuję, że konieczne jest podejmowanie takich wyborów. To wręcz przewidywalne, że ludzie z przemysłu rozrywkowego robią milion rzeczy naraz… z lepszym lub gorszym skutkiem.

Jesteś bardzo zapracowany. Jak odnajdujesz spokój i relaksujesz się w tym zwariowanym świecie?

Ostatnio zrobiłem sobie miesięczny urlop od Internetu i zdałem sobie sprawę jak dużo czasu rzeczywiście posiadam. Myślę, że od czasu do czasu bardzo zdrowo jest przejść taki detoks, zwłaszcza, jeżeli żyjesz w szybkim tempie. Przez kilka pierwszych dni tego „odwyku” byłem taki zainspirowany i pełen spokoju, czułem prawie jak powraca moje człowieczeństwo. Brzmi to drastycznie, ale namawiam wszystkich do podjęcia tego wyzwania nawet na trzy dni. Sądzę, że będziesz całkiem skonfundowana oczyszczeniem, jakie to przynosi.

Jakiej muzyki lubisz słuchać prywatnie? Podrzuć nam jakieś zespoły do przesłuchania.

Słucham ogromnej ilości muzyki, dlatego udzielenie odpowiedzi na to pytanie zawsze sprawia mi trudność. Tak wiele świetnych wydawnictw ostatnio ujrzało światło dzienne. Przesłuchajcie ostatnie albumy Ghostpoet, Baroness, Deerhunter i Sexwitch. Wszystkie są z różnych gatunków, więc każdy znajdzie coś dla siebie.

A tak! I jeszcze EL VY, które jest pobocznym projektem Matta Berningera z The National.

Plany na 2016?

Ciężej pracować. Ćwiczyć uważność. I odnaleźć równowagę pomiędzy tymi dwoma aspektami.

A co powiesz na wizytę w Polsce? Słyszałeś coś ciekawego o naszym kraju?

Kocham Polaków! Pracowałem z wieloma w Londynie i zawsze świetnie się dogadywaliśmy. Jesteście twardzi i szczerzy. Obie cechy bardzo sobie cenię.

I ostatnia rzecz – specjalna wiadomość od Michalea Malarkey’a dla Czytelników SoundUniverse?

Podtrzymujcie miłość i magię. Życie jest bez nich bardzo dziwne.

Michael Malarkey (fot. adonmagazine.com)

Creative, talanted, attentive observer of the reality who describes it in such a poetic and melancholic way that we just have to admit that he is one of this kind of artists that deliver the most emotions by their art – Michael Malarkey. His second EP – Knots –  came out in January. The title is very suitable to the contents – Michael’s songs are just like the knots that enlace our hearts and souls leading us to thoughts about life and explaining its truths. Meet this playing with words man closer in our interview!

Prepared by: Joanna Paśnik

How did your interest in creating music start?

Ever since I started going to punk shows when I was a kid, I wanted to sing in a band. For my senior project in high school I arranged an all-day festival where I booked at least ten different local bands to come play at the Village Amphitheatre in Yellow Springs, Ohio. I publicised the show as best I could sending flyers off to all the local record stores and putting them up in local bars and on telephone poles. Now I’m showing my age (laugh), but this is what we used to do before the Internet! I decided that I wanted to do a couple songs at the show to kick it off, so I worked on two Operation Ivy songs – my favourite band at the time – with my friends punk band – The Daveyhaters – and performed them on the day. It was Knowledge and Big City. That was the first time I ever sang live and pretty soon after I started my own band with a few other friends from town.

You just realized an EP Knots. How long did it take to make this and how do you feel about that?

I think the recording process was a total of seven days over the course of last summer. I had more time to work on this one than Feed The Flames and I went in the studio with a definite idea of what I wanted to do with the tracks. I also had a blast working with producer Tom Tapley. Sometimes you meet someone who just has a similar childlike excitement about uncovering the song and wants to just do it for the music’s sake and that’s always rewarding for everyone involved. We would work until 2 a.m. some nights.

How is Knots different from your previous EP Feed The Flames?

It’s more produced. Like I said I had a lot more time to work on this one and so I was able to go back and forth a lot until I was finally happy with everything. I was pretty particular about the levels. For example, I like the vocal to sit higher than usual for my stuff – like on Johnny Cash’s American Recordings – as for me the lyrics are the most important aspect of my music. But if the vocal is too high you can lose the beauty of the instrumentation and equally if the instrumentation is too high it can drown out the clarity in the lyrics. It’s a delicate balance. I can’t tell you how many times I listened to everything over and over again obsessing about that one component.

You also had some concerts in the UK lately. Tell us about that experience. What was people reaction on Knots?

I actually consider London my home. I’ve been based there since 2006 until I came back to the States to work on The Vampire Diaries, so my connections to the UK runs deep. People definitely seem to appreciate the new EP as it’s a step up in production and songwriting than the last one. I’ve lived a little more and I think you can hear it in my wounded voice (laugh). I already have enough new material for a new one as well. I just want to keep going.

A lot of people know you from The Vampire Diaries. Your character is very strong and I know that we shouldn’t judge actors by characters that they play but I have to admit that I totally didn’t expect such a calm music by you. However it was a nice suprise (laugh). Why did you decide to make so romantic songs? Don’t you like rock music?

As actors we get this a lot. People think we ARE our characters. As much as we bring a lot of ourselves to the characters – we have to because it is us that is playing them – we are very much playing a character who has very different beliefs, wants and needs then we have ourselves. We don’t write the scripts. There are of course similarities, but I’m very different to Enzo.

Also, I wouldn’t say my songs are romantic or calm. They’re pretty turbulent and conflicted if you listen to the lyrics. A friend recently dubbed the genre “sad bastard music” which I think is comically kind of appropriate.

And to answer the second part of your question, yes, I still listen to loads of heavy music. Love almost everything Deathwish Records puts out. I still consider Converge to be my favourite band.

What is easier for you – making music or writing lyrics?

Writing lyrics. I started off writing before I could play the guitar and I’d almost say the reason I wanted to learn the guitar was to use it as a vessel for my poems. I still feel quite limited as a guitarist so am continuously frustrated when I can’t find the right chords for the melodies in my head.

Which song form your latest EP are you the most proud of? And why?

That’s like trying to pick my favourite kitten. Each of these songs mean a lot to me. I have a special reservation for Your Hands though. It was one of the songs I was having trouble cracking, so my producer – Tom Tapley – suggested that we just go have a couple beers and shake it off. We came back to the studio around midnight slightly boozy and I decided to play it on the electric and I just sat hunched over a chair muttering it into the mic and that’s the take we used. I also love Alex Eichenberger’s cello additions to that song in particular. She plays the cello on both EP’s and whenever I play in London as she’s based there.

Is there a special message in your songs that you want to give to people? For example, Thirty Seconds To Mars’ most songs are about realizing dreams.

I don’t usually connect with music in that way; it’s more of a visceral thing for me. If anything, it would be to allow yourself to experience all aspects of life – the beauty and the terror. I am drawn to a lot of the darker territories in my mind, like a moth to a flame. But by navigating that terrain, it helps me to process it and understand it and in turn hopefully be the master of it.

Tell us about your influences and inspirations?

Well, I’ve told you about my punk and hardcore upbringings. I played in heavy bands for 5-6 years before I left for London and during that time I started teaching myself to play guitar. I initially learned on the electric playing bar chords with a distortion pedal but eventually picked up an acoustic and started listening to a lot more singer/songwriters. Dylan and Cash were my first introductions to folk and country and the first cover I ever learned was Don’t Think Twice, It’s Alright..Eventually I became obsessed with Tom Waits who I would say has been my biggest inspiration over the years on many levels. I mean, what a legend.

Other greats like Nick Cave and Leonard Cohen are still huge influences of mine. I could rattle off loads more. The 90’s emo scene also had a massive impact on me. Cap’n Jazz, Joan of Arc, American Football – everything from The Kinsella BrothersCursive, Bright Eyes, At The Drive-In, Jawbreaker, Grade….I could go on and on. I lived and breathed that scene for awhile. And did I mention Fugazi? One of the most inventive bands of all time. I graduated to them after being obsessed with Minor Threat in high school. What can I say, I’m a music nerd.

You come form Lebanon. Do your origins have an impact on your music?

I was born in Beirut, but was evacuated in the war when I wasn’t even a year old so I don’t have any memories from my time there. However, I feel that having a multi-cultural heritage and having travelled a lot from when I was young has certainly had an impact on the way I view the world and my empathy for the human condition. I would certainly love to return to Lebanon to visit when the time is right.

Do you rather being a musician or an actor? What are the most special things for you in these two proffesions?

I always say that music is my identity and acting is my profession. Music is a very personal thing to me and my approach to acting is more anthropological. I think if you have the creative energy you shouldn’t be limited to one path. You can always make the time to do what you want to do. It’s a mentality thing.

Your life is full of art but who would you be, if you weren’t an artist?

I always kind of wanted to run a farm and be self-sufficient. Simplify things.

People who want to live their dreams often have lots of complications on their way. Have you ever had a moment when you thought about giving up? How did you get through all these problems?

When I first signed with an agent after London Academy Of Music & Dramatic Art it took me about a year to get my first job. That was a pretty nerve-wracking time period. I started waiting tables again, working in pubs and doing loads of promo work and was going up for some great auditions, but nothing stuck. I’d get recalls here and there, but if you’re not careful the desperation can start to set in. I do, however, feel that it was good for me to return to pedestrianism for a time after spending those years in the drama school bubble. You definitely are a different person before and after and it’s important to reconnect with yourself.

Can you give a few tips for young, aspiring musicians?

Swim deep for inspiration. The fat floats on top. Don’t try to write hit singles. Just write what’s true to you. Make sure there’s always fresh batteries in your bullshit radar.

As you started touring recently do you think about pushing your career into music direction?

In the current climate, I don’t feel like it’d be necessary to make that kind of choice. It’s almost expected that people in the entertainment industry are doing a million things at once…for better or worse.

You are very busy. How do you find peace in this crazy world? How do you like to relax?

I recently took a whole month off of the internet and realised how much time I actually DO have. I think it’s very healthy to do that periodically, especially when your life is very fast-paced. Within the first few days of giving it up I felt so inspired and peaceful and almost felt like my humanity was returning. It sounds drastic, but I challenge everyone to try it for three days even. I think you’ll be pretty baffled by the clarity it brings!

What music do you like to listen to in your private life? Give us some bands to follow.

I listen to a lot of music so I always find this question difficult. So much good music has been coming out recently. Check out the new records from Ghostpoet, Baroness, Deerhunter and Sexwitch. All are completely different genres so there’s something for everyone.

Oh yeah! And EL VY which is Matt Berninger from The National side project.

What plans do you have for 2016?

Work harder. Practice mindfulness. Find the balance between the two.

What about coming to Poland? Are you planning to visit us? Have you heard anything interesting about our country?

I love the Polish! I’ve worked with a lot of you in London and we always get along very well. You’re tough and genuine people. Two qualities I respect very highly.

And the last thing – special message form Michael Malarkey for SoundUniverse readers?

Keep the love and magic alive. Life is very droll without it.

Michael Malarkey (photog. adonmagazine.com)

 

 

  • Basiaa1200

    Gdzie można kupić jego płyty? Przeszukałam cały internet, na polskich stronach nie ma szansy dostać
    :(