Wywiady
0 razy skomentowano

El Clásico: David Kollar

Dodany przez | 18/07/2015
 

Jeszcze kilka miesięcy temu niewiele osób na świecie kojarzyło jego nazwisko. Zmieniło się to za sprawą założonego z Patem Mastelotto (King Crimson, Stick Men) i Paolo Raineri zespołu KOMARA, z którym wydał właśnie debiutancką płytę. Ale Kollar absolutnie debiutantem nie jest. Nie jest też osobą, której z powodu nagłej popularności w świecie rocka progresywnego, woda sodowa mogłaby uderzyć do głowy. Wręcz przeciwnie – David odpisuje niemal na każdy komentarz na swoim Facebooku, na moje pytania odpowiedział dzień po ich wysłaniu, a oprócz tego wciąż znajduje czas na ćwiczenie swojego stylu, pisanie muzyki do filmów i zakładanie kolejnych muzycznych projektów. Nicka Cave’a nazwał pracoholikiem, ale w tej kwestii nie ustępuje swojemu idolowi ani na krok. O tym jak poznał zespół Tool, jakie polskie filmy utkwiły mu w pamięci i dlaczego warto ciężko pracować, dowiecie się poniżej.

Wywiad przeprowadził: Ignacy Puśledzki

Czytałem kilka bardzo pochlebnych recenzji na temat albumu KOMARA, a także komplementy od takich artystów jak Eivind Aarset, czy Christian Fennesz. Wielkie brawa. Jesteś zadowolony z ostatecznego efektu?

Ciężko powiedzieć czym jest efekt finalny. Kocham dużo pracować i z tym projektem wiązało się sporo pracy. Z Eivindem jesteśmy bardzo dobrymi znajomymi i wysyłam mu wszystko co robię. Zagrałem kilka koncertów z jego zespołem, a on był gościem w moim Artrance Project. Z Fenneszem wymieniamy sporo maili, ale nigdy nie poznaliśmy się osobiście.
To prawda, jest teraz sporo zamieszania wokół KOMARY. Przyjaciel Pata MastelottoAdam Jones z zespołu Tool, zrobił dla nas okładkę, więc wielu fanów Toola w naturalny sposób stało się fanami KOMARY. To bardzo miłe ze strony Adama. Dostajemy też wiele dobrych recenzji na całym świecie i muszę powiedzieć, że sporo ludzi zaczęło teraz odkrywać moje wcześniejsze solowe płyty, projekty i skomponowaną przeze mnie muzykę filmową.

Jak laikowi wyjaśniłbyś co dokładnie gracie? To chyba trudne zadanie, prawda?

Tak, to trudne. Lubię łączyć muzykę z wielu różnych rejonów, a później muszę tłumaczyć ludziom, co to za styl. Kocham znajdywać nowe brzmienia mojej gitary i ciągle próbuję grać w inny sposób niż wszyscy słynni gitarowi herosi. Można powiedzieć, że nasza muzyka to połączenie energii oraz ambientu w filmowym stylu z kąskami tłustego, szybkiego groove’u. Gdy byłem na trasie w USA, jeden facet powiedział mi: „Ciężko mi Cię porównać do kogokolwiek, ale to, co mogę Ci powiedzieć, to że to było mocne i piękne”.

Nie boisz się, że Wasz album przez to, że gracie taką muzykę jaką gracie – skazany jest na uznanie tylko kilku osób? Że nie przebijecie się z nią do tak zwanego mainstreamu?

Świat jest wielki i żyje na nim bardzo wielu ludzi. Wśród nich są tacy, którzy chcą słuchać nowej, głębszej muzyki, poznawać nowych artystów i być na bieżąco. To ważne, by pracować nad sobą i dzielić się tym z ludźmi. Trudną rzeczą jest pozyskiwanie nowych słuchaczy – myślę o promocji, organizowaniu tras koncertowych, dystrybucji płyt. Ale jeśli będziesz pracował także nad tym, to znajdziesz swoją publiczność. Chcę być zadowolony z mojego życia i czuć się spełnionym. Jeśli ktoś czuje się dobrze tworząc mainstreamową muzykę, to nie mam nic przeciwko. Najgorszą rzeczą w życiu jest, jeśli nie czujesz spełnienia z tego, jak żyjesz. Jest jeden piękny numer Johnny’ego Casha, który o tym mówi.

Opowiedz mi jak powstał zespół KOMARA. Nim rozpoczęliście nagrywanie płyty, zagraliście kilka koncertów – naprawdę zaczęło się od wiadomości na Facebooku?

Myślę, że jeśli ktoś jest stale skupiony na pracy i osiągnięciu swojego celu, to dobra energia w końcu do Niego wraca. King Crimson grali w moim mieście w 1996 roku, ale niestety miałem wtedy zaledwie 13 lat, więc nie było mnie tam. Wielokrotnie rozmawialiśmy ze znajomymi o tym, że to ogromna strata – King Crimson gra właściwie tuż pod Twoim nosem, a ty nie byłeś tego świadkiem! Po wielu latach ciężkiej pracy, mój solowy album Son został doceniony i dostał wiele nominacji i nagród na całym świecie. Eivind Aarset grał jednego dnia z włoskimi muzykami w Londynie. Wspomniał im o mnie i poznał mnie z tymi gośćmi za pośrednictwem Facebooka. Jeden z nich, Lorenzo Feliciati, zaproponował mi zagranie w jego trio, a ja zobaczyłem na jego Facebooku zdjęcie z Patem Mastelotto. Poprosiłem go więc, aby dał mi adres mailowy Pata, ale on nie mógł tego zrobić. Powiedział mi wtedy jednak: „Wyślij maila do mnie, a ja przekieruję go do niego”. Po kilku tygodniach zrobiłem to i bardzo szybko dostałem odpowiedź od Pata: „Hej David, bardzo podoba mi się to co widziałem i słyszałem w sieci na Twój temat. Będę w Warszawie z Crimson ProjeKCt (wspólna trasa zespołów Stick Men i Adrian Belew Power Trio, w których grają byli i obecni członkowie King Crimson: Mastelotto, Tony Levin oraz Adrian Belew – przyp.), jeśli chcesz wpaść, to wpiszę Cię na listę gości i będziemy mogli chwilę porozmawiać”. Jechałem więc 9 godzin samochodem do Warszawy. Po koncercie wręczyłem Patowi egzemplarz Son i zamieniliśmy kilka słów. Po miesiącu czy dwóch, napisał do mnie, że bardzo podoba mu się moja gra i muzyczny język i moglibyśmy spróbować pograć razem. Zorganizował krótką trasę ze mną i Paolo Raineri z Włoch, z którym koncertowałem w USA i tak zaczęła się przygoda z KOMARĄ. Nazwa to też pomysł Pata. On jest niewiarygodnie pracowitym i bardzo miłym człowiekiem.

Niestety nie byłem na żadnym z Waszych koncertów, ale nagrania, które widziałem na Youtube ewidentnie wskazują na to, że wasze występy to w dużej mierze improwizacja. Jak zatem wyglądało nagrywanie płyty?

Nagrywanie płyty bazowało tylko na improwizacji, później Pat wziął cały materiał do USA i pracował nad nim z Adrianem Benavidesem. Okroili go i wtedy dograliśmy dodatkowe partie. Bill Munyon nagrał kilka dialogów bazujących na detektywistycznej historii mojego autorstwa.
Adrian bardzo nam pomógł. Jest bardzo dobrym producentem i miał dla nas dużo fajnych pomysłów.

KOMARA to raczej jednorazowy projekt, czy myślicie o kolejnych płytach?

KOMARA stała się prawdziwym zespołem. Chcemy wydać materiał koncertowy z nadchodzącej trasy i oczywiście kolejny album.

Muszę zapytać jeszcze o Pata Mastelotto, bo to mój ulubiony perkusista i od kilku lat nie odpuszczam żadnego polskiego koncertu z jego udziałem. Miałem okazję kilka razy z nim porozmawiać po koncertach i zdobyć autograf na płytach – w czasie pracy i w normalnym życiu też jest takim pogodnym i otwartym człowiekiem? Wydaje mi się, że granie muzyki ciągle jest dla niego ogromną radochą.

Tak. Pat ma stale otwarte oczy i uszy. Jednego razu jedliśmy gdzieś obiad i wokół nas było mnóstwo kaczek. Pat przerwał posiłek i nagrał je na swoim telefonie. Tej nocy, kiedy graliśmy koncert, wykorzystał i przetworzył ten dźwięk i razem z nami śpiewały kaczki.
Nie wiem czy widziałeś zdjęcie palca piszącego po oknie na naszej okładce. Pat zrobił je w Tokio i wysłał do nas. To było rewelacyjne. On cały czas jest w procesie twórczym i szuka pomysłów. Bardzo wiele się od niego nauczyłem. Muszę powiedzieć jeszcze raz, że jest wspaniałą osobą i dzięki Bogu za to, że KOMARA powstała.

Adam Jones zrobił Wam świetną okładkę. Koszulki wyglądają bosko! Dostrzegam pewną analogię między nią a legendarnym obrazem z płyty In The Court Of The Crimson King. To trafne spostrzeżenie?

Nie sądzę. Adam zrobił to bez inspiracji King Crimson. On tworzy te swoje kreatury całe życie. Ale sprawdzę teraz tę okładkę, o której mówisz, bo nie mogę sobie jej przypomnieć… Aaaaaach tak, już Cię rozumiem! Nie, to nie była jego inspiracja. Szczerze, muszę Ci przyznać, że nie znałem Tool zanim Pat nie wysłał nam tej okładki. To zabawne, bo dostałem kilka wiadomości od ich fanów w stylu: „Człowieku, świetnie grasz, słyszę w Twoim graniu trochę Adama Jonesa. On jest świetny”. Szczerze, naprawdę nie znałem Toola. Ale Adam jest rewelacyjny! Tool także, kupiłem ich dwa albumy, żeby dowiedzieć się, o co chodzi.

Podchodzisz do gry na gitarze w oryginalny sposób, to zupełnie coś innego niż podejście tych wszystkich „wielkich” gitarzystów w stylu „zagram super szybką solówkę i wypełnię całą salę koncertową”. Kto inspiruje Cię jako gitarzystę i miał największy wpływ na Twój styl gry?

Potrafię grać szybko. Potrafię grać bardzo szybko, jeśli trzeba. Przykładem mogą być choćby moje stare płyty z Gergo Borlai. Gram także szybkie partie podczas koncertów, ale to raczej nie są te szybkie solówki. Robię to inaczej. Pracuję nad energią i atmosferą. Kocham dobrych gitarzystów z dobrą techniką. Wczoraj jeździłem na rowerze z albumem Meshuggah na słuchawkach i to jest naprawdę świetne. Zastosowana przez nich polirytmia robi ogromne wrażenie. Moje inspiracje… Hmm… Eivind bardzo mi pomógł, kiedy spędzaliśmy razem czas i dużo rozmawialiśmy o gitarze i znalezieniu swojego stylu. Lubię… ciężko powiedzieć… Próbuję wygrzebać coś z mojej głowy, ale nie słuchałem zbyt wielu gitarzystów przez ostatnie lata… Lubię ostatni album Davida Torna, także Marca Ribot, Adriana Belew… Generalnie w przeszłości byłem mocno skupiony na trąbce i próbowałem grać na gitarze jak trębacz. Potrzebuję wziąć oddech i pracować nad grą w time’ie. Lubię też Nicka Cave’a… On jest pracoholikiem. Ciągle nowe albumy, nowe utwory, scenariusze, soundtracki… Kocham jego pracę z Warrenem Ellisem.
Przez ostatni rok, wstawałem każdego dnia o 8:00 rano i w swoim studiu pracowałem nad moimi umiejętnościami i brzmieniem. Codziennie nagrywałem godzinne improwizowane solowe sety, aby później przysłuchiwać się temu i robić notatki na temat tego, co było złe i co należało poprawić. Nie słucham zbyt często innych muzyków, nie mam na to czasu z powodu wszystkich projektów, nad którymi pracuję. Nowe filmy, KOMARA, album z The Blessed Beat, płyta w duecie z Paolo Rainerim. No i w przyszłym roku wydam książkę na podstawie moich dzienników.

Komponujesz też muzykę filmową. Znasz jakieś polskie filmy, które uważasz za naprawdę dobre?

O tak. Teraz ciężko mi przypomnieć sobie wszystkie, ale na pewno Trzy Kolory, Letnia Miłość (w tworzeniu muzyki brała udział India Czajkowska z Warszawy – graliśmy razem parę lat temu), Pianista. Jest ich dużo więcej, ale teraz naprawdę nie mogę sobie przypomnieć ich tytułów. No i kocham Wojciecha Kilara!

Pewnie byłeś ostatnio mocno zaabsorbowany swoim albumem, ale słyszałeś ostatnio jakąś nową płytę, która mocno Cię poruszyła?

Bardzo podoba mi się projekt Pata z Tobiasem Ralphem, lubię Bena Frosta… Naprawdę nie słucham ostatnio dużo muzyki… Jan Bang, muzyka filmowa Andreya Dergacheva, Bombino, drugi album Grindermana oraz soundtrack Nicka Cave’a i Warrena Ellisa.

Jest szansa na zobaczenie KOMARY w Polsce? Domyślam się, że Pat przez King Crimson i Stick Mena może mieć zapchany kalendarz, ale mam nadzieję, że szybko uda mi się go zobaczyć na żywo, tym razem z Tobą i Paolo Raineri!

Planujemy z KOMARĄ trasę na marzec 2016, także w Polsce, ale zobaczmy… Będę koncertować także z zespołem The Blessed Beat, w którym gram z Paolo z KOMARY i włoskim perkusistą. Wydajemy album i gramy trasę. Będziemy chyba w Krakowie i w Gliwicach 1 i 2 sierpnia tego roku. Sprawdź moją stronę www.davidkollar.sk, tam zawsze są wszystkie daty i informacje.

Recenzje płyty KOMARA i wielu innych, możesz przeczytać na moim blogu FAJNE RECENZJE.