Wywiady
0 razy skomentowano

El Clásico: Baasch

Dodany przez | 13/08/2015
Informacje
 
Format
 

„Dla mnie elektronika to nie styl muzyczny a forma, w której się lepi. Elektronika może być agresywna, taneczna, mroczna, ale też łagodna, wzruszająca, nastrojowa itd. To zależy, co w danym momencie chcesz wyrazić. Staram się szukać w elektronice różnych emocji i wciąż się w jej ramach rozwijać.” – mówi w naszym wywiadzie Baasch – kompozytor, wokalista i producent, który szturmem podbił polską scenę muzyczną debiutanckim krążkiem Corridors. Przeczytajcie wywiad i dowiedzcie się więcej o tajemniczym muzyku!

Pytania zadawał: Rafał Olejnik

Czy mógłbyś opowiedzieć jak rozpoczęła się i jak ewoluowała twoja przygoda z muzyką? Może miałeś jakieś przełomowe momenty, na przykład poznałeś jakiś zespół, który tak bardzo Cię zainspirował, że postanowiłeś zostać muzykiem?

Muzyką zainteresowałem się jako dzieciak, kiedy nauczyłem się łapać dwa pierwsze akordy na gitarze. Od razu zacząłem układać pierwsze melodie i proste piosenki. Okazało się, że od początku było to dla mnie bardzo ważne. Spędzałem całe dnie sam na sam z tą gitarą i chociaż przez długi czas nie myślałem o sobie jak o muzyku, ta potrzeba nie dawała mi spokoju. Dosyć przełomowe było dla mnie zetknięcie się z muzyką elektroniczną, bardzo szybko zrozumiałem, że to jest moja rzeczywistość. Najpierw były imprezy z muzyką stricte taneczną, potem pojawili się artyści tacy jak Björk czy Massive Attack. Oni ukształtowali moją wrażliwość muzyczną i otworzyli mi oczy na robienie muzyki przy użyciu komputera.

Nawiązanie współpracy z wytwórnią Nextpop z zewnątrz może wydawać się podobne do zostania członkiem rodziny. Co więcej, obserwując polską niezależną scenę muzyczną, która wykrystalizowała się w ostatnich latach można odnieść wrażenie, że wśród muzyków wzajemna współpraca i przyjazne stosunki są ważniejsze od konkurencji. Czy Ty, jako osoba ceniąca swoją indywidualność i starająca się robić wszystko samemu, w jakiś sposób korzystasz z doświadczenia znajomych z branży?

Dobrze, że artyści się do siebie zbliżają. Ja sam nigdy nie myślę o innych zespołach jak o swojej konkurencji. Owszem, przyglądam się im, czasem je podziwiam, czasem czegoś im zazdroszczę, ale nigdy z nimi nie rywalizuję. Muzyka to nie sport i nie wolno tak o niej myśleć. Cenie sobie współpracę z innymi. Na co dzień pracuję nad materiałem praktycznie sam, praca z innymi bardzo rozwija. Cieszę się, że dołączyłem do Nextpopu. Bycie częścią jakiejś grupy zawsze dodaje otuchy.

Twoja debiutancka płyta początkowo miała nazywać się Limbo. Jakie znaczenie w kontekście twojego debiutanckiego albumu ma to pojęcie?

Okres pracy nad tą płytą był dla mnie w pewnym sensie graniczny. Wiele rzeczy się wtedy we mnie dynamicznie kształtowało. Nie tylko muzycznie. Byłem w jakimś rodzaju niepokojącego zawieszenia, które dokądś mnie prowadziło, ale nie miałem pojęcia, gdzie wyląduję. Myślę, że słychać to na tej płycie. Limbo to właśnie taki obszar graniczny. Myślę o tym okresie też jako o korytarzu, przez który musiałem przejść, żeby ten album powstał. Stąd ostateczny tytuł płyty.

Opowiesz nam trochę o swoim procesie tworzenia? Co jest punktem wyjścia do twoich piosenek? W jakich sytuacjach i o jakich porach najczęściej tworzysz? Czy zauważyłeś w tym jakąś regułę?

To się zmienia i zależy od momentu. Kiedy pracowałem nad Corridors robienie muzyki pełniło dla mnie formę terapii, azylu. Potrzebowałem tego, żeby przepracować w sobie różne tematy. Teraz znowu coraz częściej robię muzykę dla czystej przyjemności. Ja po prostu cholernie to lubię – zrobienie kawałka, który mi się podoba i potrafi naładować mnie pozytywną energią na kilka następnych dni. Każdy moment i każda pora dnia jest dobra, żeby posiedzieć przy dźwiękach. Myślę, że to, co najbardziej napędza mnie twórczo to ludzie. Dynamika relacji z innymi, energia, która płynie od osób, z którymi spędzamy czas. Myślę, że na bezludnej wyspie mógłbym w ogóle przestać robić muzykę.

Kiedy nagrywałeś Corridors prezentowałeś swoją nieukończoną pracę komuś, na przykład znajomym, żeby zapytać o opinię na temat utworów? Czy raczej nie masz w zwyczaju robić czegoś takiego i sam potrafisz krytycznie podejść do swojej twórczości?

W robieniu muzyki zawsze dążyłem do punktu, w którym ostateczny kształt, brzmienie, przekaz będą zależały przede wszystkim ode mnie. To dla mnie bardzo ważne. Dlatego zdecydowałem się na projekt solowy. Pracując samodzielnie nad materiałem łatwo jednak wpaść w różne pułapki. Czasem brakuje obiektywnego spojrzenia, świeżości i dystansu do tego, co się robi. Mam wokół siebie bliskie mi osoby, którym ufam i które pytam o zdanie. W czasie pracy nad Corridors przyjaciele, którzy mnie odwiedzali musieli komisyjnie posłuchać nowych rzeczy, na szczęście zazwyczaj robili to z przyjemnością. Dawali mi też sporo trafnych uwag. Sporym wsparciem jest dla mnie Robert Alabrudziński, z którym gram koncerty. Robert Amirian jako mój wydawca również jest czujnym i doświadczonym doradcą. On rozumie moją muzykę, bardzo liczę się z jego zdaniem.

Na początku kariery nie zdradzałeś zbyt wiele prywatnych informacji o sobie, trudno było znaleźć twoje zdjęcie w Internecie. W tej chwili to się trochę zmieniło. Czy od czasu wydania albumu zauważyłeś jakieś oznaki popularności, na przykład ktoś rozpoznał Cię na ulicy, poprosił o autograf? Są to dla Ciebie kłopotliwe sytuacje czy sprawiają Ci one przyjemność?

Bycie rozpoznawalnym nigdy nie było dla mnie siłą napędową robienia muzyki, traktuję to raczej jako efekt uboczny. Nie występuję w swoich teledyskach, staram się nie pokazywać tam, gdzie nie muszę. Promowanie swojej muzyki wymaga jednak pewnych ustępstw. Na szczęście gram dosyć niszową muzykę, myślę, że “celebrytyzacja” mi nie grozi. Wszelkie sytuacje, w których ktoś mnie rozpoznał były bardzo miłe.

Będąc dość introwertyczną osobą nie drażni Cię, że poprzez swoją muzykę musisz czasami zdradzić o sobie zbyt wiele?

Myślę, że każdy powinien mieć swoją własną granicę, poza którą kończy się jego praca i zaczyna życie prywatne. Ja mam tę granicę bardzo twardo wyznaczoną i staram się jej trzymać.

Jaki jest twój kontakt z ludźmi słuchającymi twojej muzyki? Czy rozmawiasz z fanami po swoich koncertach i starasz się utrzymywać z nimi bardziej personalny kontakt?

Uwielbiam rozmawiać z ludźmi, którzy przychodzą na nasze koncerty. One właśnie, między innymi, po to są. To okazja, żeby nas poznać, pogadać z nami. Niestety, nie zawsze jest taka możliwość. Szczególnie na festiwalach, tam wszystko jest ustalone co do minuty. Od razu po koncercie trzeba składać sprzęt, bo na backstage’u już czeka kolejny artysta, który zaraz wyjdzie na scenę. Mam nadzieję, że słuchacze to rozumieją.

Czy pisząc teksty już z góry zakładasz, że to co stworzysz będą mogli usłyszeć wszyscy czy może zdarza się, że dana kompozycja jest zbyt osobista by mogła wyjść z twojej szuflady?

Przede wszystkim moje teksty to nie pamiętnik. To, co śpiewam nie jest zapisem jeden do jeden mojego życia. Stąd nigdy nie są one zbyt intymne, by móc się nimi dzielić z innymi. Emocje, które wrzucam do tych piosenek są szczere, prawdziwe i bardzo moje, ale to nie tak, że słuchając mojej płyty można dowiedzieć się co było u mnie słychać przez ostatni rok czy półtora.

Jak wspominasz swoje dotychczasowe koncerty promujące album Corridors? Czym się one różnią od koncertów, które grałeś w tamtym roku i wcześniej?

Podstawowa różnica jest taka, że ten materiał już został wydany. Ludzie, przychodząc na koncerty. znają piosenki, które gramy. Śpiewają teksty, reagują na pierwsze dźwięki konkretnych utworów. To dla mnie nowe i bardzo ważne! Graliśmy w różnych miastach i spotkaliśmy się z bardzo dobrym odbiorem. To najlepsza nagroda za pracę nad tym albumem. Kolejne koncerty zagramy jesienią. Już się nie mogę doczekać!

Które koncerty – festiwalowe czy klubowe – preferujesz i dlaczego?

Jedne i drugie mają swoje zalety. Na festiwalach można często zagrać dla większej publiczności, zyskać sporo nowych odbiorców. Często gra się też na większych scenach, lepiej przygotowanych technicznie, warunki nagłośnieniowe, oświetleniowe bywają są lepsze. Z drugiej strony publiczność jest bardziej przypadkowa.

Na koncerty klubowe ludzie przychodzą specjalnie na danego artystę, można z nimi złapać zupełnie inny kontakt, bardziej osobisty. Porozmawiać z nimi po koncercie itd. Nie ma też limitów dotyczących czasu trwania koncertu, godzina rozpoczęcia nie jest aż tak sztywna. Jest luźniejsza atmosfera, a to często sprzyja graniu koncertów.

Czy poza elektroniką jest jakiś styl muzyczny w którym się odnajdujesz?

Dla mnie elektronika to nie styl muzyczny a forma, w której się lepi. Elektronika może być agresywna, taneczna, mroczna, ale też łagodna, wzruszająca, nastrojowa itd. To zależy, co w danym momencie chcesz wyrazić. Staram się szukać w elektronice różnych emocji i wciąż się w jej ramach rozwijać. Być może z czasem będę więcej pracować z instrumentami żywymi. Czas pokaże.

Oczywiście odbiorców muzyki nie powinno się generalizować, każdy jest inny i przeważnie słuchamy wielu, różnych wykonawców, ale jakie cechy posiada osoba słuchająca twórczości Baascha?

Na nasze koncerty przychodzą świetni ludzie. Ciekawi, barwni, kolorowi, z wyobraźnią. Bije od nich fajna energia. Jednocześnie wydaje mi się, że moja muzyka łączy różne grupy słuchaczy. We Francji z wielkim skupieniem słuchała nas starsza pani, około siedemdziesięcioletnia, przestała cały koncert pod sceną. W Czechach graliśmy na festiwalu Rock For People dla typowo rockowej publiczności. Mimo, że frekwencja nie była duża, po koncercie dostałem sporo wiadomości od osób, którym koncert bardzo się spodobał. Z drugiej strony mieliśmy fajny odbiór na Audioriver – festiwalu ściśle związanym z muzyką klubową. Płyta Corridors jest trochę zawieszona między gatunkami, to chyba z tego wynika.

Istnieje jakiś polski zespół lub muzyk, który miał duży wpływ na ciebie?

Trudno mi wymienić jakiś konkretny zespół. Jest coraz więcej ciekawych polskich artystów. Sporo słuchałem płyt Mooryca, BOKKI. Myślę jednak, że źródła inspiracji znajduję głównie wśród zagranicznych artystów.

A są jacyś zagraniczni artyści, których działania szczególnie śledzisz? Może polecisz nam jakieś wydawnictwa?

Ostatnio słuchałem sporo Rangleklods, Seekea, Gazelle Twin, The Acid, Son Lux, Perfume Genius. Jest tego sporo.

Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

Przygotowuję EPkę z remixami. Udało mi się zaprosić producentów, których bardzo cenię. Właśnie skończyłem gościnne nagrania z zespołem Rysy. Pojawię się na ich płycie jako wokalista obok Justyny Święs i Piotrka Zioła. Poza tym od września znowu gramy koncerty. W sierpniu jadę na wakacje.

Specjalne pozdrowienia od Baascha dla Czytelników SoundUniverse?

Hej! Super, że nie tylko słuchacie muzyki, ale jeszcze o niej czytacie! Oby było Was jak najwięcej. Zapraszam na koncerty. Moje i innych polskich zespołów. Wpadajcie, potańczymy! I dziękuję za rozmowę.

My również dziękujemy!