Wywiady
0 razy skomentowano

Digital Trends: Vince Clarke z Erasure | 1/14

Dodany przez | 04/12/2014
Informacje
 
 

Gdyby skromność była najlepszą polityka, to Vince Clarke zostałby królem spokoju. Zapytany o swój niezapomniany wpływa na dzisiejszą kiełkującą scenę elektro Clarke odpowiada Naszym jedynym związkiem z tym co dzieje się dzisiaj jest fakt, że graliśmy na syntezatorach. Tyle.

On naprawdę jest zbyt skromny. Jako prekursor pokolenia muzyki elektronicznej Clarke pomagał wprowadzić synthpop jako założyciel Depeche Mode (Just Can`t Get Enough z albumu Speak & Spell dała podwaliny jego wywodzącemu się z riffów stylowi), partnerował Alison Moyet w Yaz (lub też Yazoo, zależy po której stronie Oceanu Atlantyckiego się mieszka) na klasycznym albumie z gatunku new-wave/synth Upstairs at Eric`s i przez ostatnie trzydzieści lat był związany z wokalistą Andy Bellem w ikonicznym elektronicznym duecie Erasure. A w „wolnym czasie” podejmował się odważnych remiksów dla takich zespołów jak Bleachers, Future Island, Plastikman i Goldfrapp.

Zespół Erasure kontynuuje swój elektroniczny prymat za sprawą płyty The Violet Flame wydanej przez wytwórnię Mute. Flame wzmacnia dyktando muzyczne zespołu począwszy od tanecznego bełkotu pierwszej piosenki Elevation, przez hymnowe natarcie Sacred aż po perkusyjny pęd w Smoke and Mirrors. Niedawno 54-letni Clarke spotkał się z Digital Trends by porozmawiać o swoich syntezatorach i ich brzmieniu, o swoich dziesięciu ulubionych albumach i twórcach (którzy mogą was zaskoczyć) i o dzisiejszej kulturze DJów. Czasem prawda jest brutalna, ale Clarke twierdzi, że „nie potrafiłby zrobić tego inaczej.” „To jest moje życieTaką wybrałem drogę kariery i nie mogę teraz tego zmienić.”

The Violent Flame jest tak dobra jak wszystkie wasze płyty. Czy podoba się Wam to jak wyszedł ten album?

To co czuję podczas pracy nad płytą zupełnie różni się od tego, co czuję gdy ta płyta jest już skończona. Nie słucham tego, co już zrobiłem. Naprawdę.

Więc kiedy skończysz nagrywać, chcesz już tylko odłożyć to na bok.

(Kiwa głową) Całkowicie. Powracam do swoich płyt tylko wtedy, gdy planuję trasę koncertową. Nawet w przypadku tego albumu. Słuchałem tylko tych trzech piosenek, które będziemy grać na żywo.

Brzmienie nowej płyty jest świeże i sprecyzowane i podobno będziemy mogli posłuchać nowego materiału w przestrzennych mixach. Co myślisz o nagrywaniu w wysokiej jakości 96-KHz/24-bit?

Wciąż jestem pochłonięty tą dyskusją. Doceniam to i rozumiem, ale wciąż myślę, że brzmienie płyty winylowej jest lepsze od brzmienia płyty CD. Ale bezsprzecznie jest różnica między 16 a 24 bitami. A ja nadal wolę słuchać winyli.

Dlaczego, Twoim zdaniem, ludzie zaczynają powracać do winyli?

Nie jestem pewien czy chodzi tylko o jakość dźwięku. Być może chodzi o fizyczny element – o to, że trzymasz coś dużego w swoich rękach i możesz przeczytać słowa i pooglądać obrazki. Kiedy dorastałem spędzałem tak swoje popołudnia. Czytałem wszystkie napisy, podziękowania i informacje o powstaniu albumu.

Kto nagrał pierwszą płytę, która do Ciebie przemówiła, która była dla Ciebie ważna gdy dorastałeś?

(Bez wahania) Trick of the Tail Genesis. [Wydana 2 lutego 1976 roku w Wielkiej Brytanii. To był pierwszy album, na którym Phil Collins przejął rolę wokalisty po odejściu Petera Gabriela.] Kupiłem odtwarzacz stereo specjalnie żeby posłuchać tej płyty. Dotąd mieliśmy w domu tylko odtwarzacz mono więc nigdy nawet nie słyszałem albumu w stereo. Odtwarzacz kosztował chyba z 50 funtów. Dobrze to pamiętam bo stałem przed głośnikami, słuchałem tego albumu i nie mogłem w to uwierzyć. To taki fantastyczny album. Słucham go od tamtej chwili i wciąż go uwielbiam. Uważam, że to niedoceniony krążek.

Tail był przejściowym albumem dla Genesis, ale zawierał wiele niesamowitych utworów takich jak Dance on a Volcano, Squonk czy Ripples.

Genesis byli wielkim zespołem. Nagrali kilka fenomenalnych płyt. To był pierwszy raz gdy usłyszałem jak śpiewa Phil.

Gdy słyszysz taki album, pełen dynamiki, muzykalności i różnorodnej akustyki czy myślisz sobie Hmmm, może powinienem sam coś takiego zrobić?

Właściwie inspiracją dla mnie był film The Graduate i moment, w którym usłyszałem muzykę Simon & Garfunkel po raz pierwszy. Po tym jak obejrzałem film poszedłem do sklepu, kupiłem płytę i śpiewnik i nauczyłem się każdej piosenki. Oczywiście The Sound of Silence wywarło na mnie duży wpływ. Pomyślałem sobie Potrafię to zrobić. Myślałem, że mogę faktycznie na tym zarobić. No wiesz, jeżeli potrafię zrobić to równie dobrze, to mogę na tym zarabiać zamiast pracować w fabrykach.

Czy spotkałeś kiedykolwiek i rozmawiałeś z Pulem Simonem?

Nie, nie chciałbym tego. Od piętnastego roku śledzę jego karierę i nie chciałbym się z nim spotkać. Na pewno jest miłym facetem, ale nie chcę zepsuć mitu o nim.

Potrafię dostrzec jego wpływ na Twój sposób tworzenia. Która piosenka sprawiła, że pomyślałeś sobie Naprawdę mogę to zrobić?

Prawdopodobnie była to Ice Machine, ze strony B pierwszego singla Depeche Mode [Dreaming of Me wydanego 21 lutego 1981 roku]. Wszystko w niej grało, od początku do końca. Zagrały harmonie i melodia. Wszystko zagrało.

To co stworzyłeś w tamtej epoce zdefiniowało ruch elektroniczny. Czy byłeś świadomy tego odejścia od gitarowego grania na rzecz syntezatorów?

Nie bardzo, bardziej chodziło po prostu o moje ówczesne zainteresowania. Występował wtedy Gary Numan,a Orchestral Maneuvers In the Dark wydali właśnie swój pierwszy singiel Electricity [wydany 21 maja 1979 roku]. Strona B zatytułowana była Almost i była to prawie muzyka akustyczna zagrana na syntezatorach. Gdy ją usłyszałem pomyślałem Coż, to interesujące. Fajnie byłoby zrobić coś takiego.

Jaki był Twój pierwszy syntezator?

To był Kawai Syntheszier-100 F. Wydaje mi się, że kosztował 175 funtów i kupiłem go w 1980 roku.

Skąd wziąłeś pieniądze?

Imałem się różnych zajęć, ale najważniejsze dla mnie było zdobycie syntezatora. 

Czy to zmieniło sposób w jaki tworzyłeś muzykę?

Nie, większość rzeczy tworzyłem na gitarze bo to jest bardziej bezpośrednie. Wszystko od razu brzmi lepiej.

Czy w ten sposób poswatało demo The Violet Flame?

Nie tym razem. Na poprzednich płytach nagrywaliśmy na akustycznej gitarze lub pianinie. Tym razem było inaczej, ponieważ Andy chciał bardziej dance`owego klimatu więc poskładałem rytmy, perkusyjne loopy i partie basu. Pamiętam, że trochę bałem się takiego podejścia, ponieważ próbowaliśmy go już wcześniej i według mnie to nie zdało egzaminu. Kiedy już osiądziesz w tej strukturze, z gitarą, zmieniasz tylko tonacje, a to jest zupełnie inne. Ale tym razem wyszło naprawdę dobrze. Pomysły zaczęły napływać.

Co obecnie znajduje się w Twoim arsenale syntezatorów?

Pracuję z facetem z Brooklynu Evanem Suttonem i gdy zaczynaliśmy powiedziałem mu Możemy przynajmniej raz użyć każdego sprzętu z mojego studia i tak zrobiliśmy. A moja kolekcja syntezatorów – jestem szczęśliwym posiadaczem niemal każdego modelu. (uśmiech)

Masz jakiś ulubiony model?

Pro-One [analogowy syntezator Sequential Circuits Pro-One, użyty w takich przebojach Yazoo jak Don`t Go i Only You]. Mam go od tak dawna. Lubię koperty, które się na nim znajdują i to, że posiada bardzo ciekawą modulację. Na początku mojej kariery łatwiej było wybrać, ponieważ nie było aż tyle syntezatorów jak dzisiaj. Mam nadzieję, że nie posługuję się danym syntezatorem by wydobyć konkretny dźwięk. Chcę aby to pozostawało wyzwaniem – zamiast sięgnąć po Moog i ścieżkę basu, spróbować wydobyć zajebistą perkusję z Korga MS20. (śmiech) Taki jest cel. Trzeba sobie wysoko stawiać poprzeczkę. Nie jest dla mnie wyzwaniem granie szybko, ale znalezienie wyjątkowego brzmienia i użycie syntezatora, do czegoś, z czego nie słynie albo w czym nie jest najlepszy. Na tym krążku używałem specjalnie zamówionych dźwięków Arp 2600, Pro-One, Roland System 100M i Roland System 700.

The Violet Flame trwa 40 minut. Czy to była świadoma decyzja, by płyta była tak zwięzła?

Nie. Mieliśmy więcej piosenek niż potrzebowaliśmy gdy tworzyliśmy płytę, więc poprosiliśmy naszego producenta [Richard X] aby wybrał najlepsze utwory i tak po prostu wyszło. Bardzo ważne było dla niego wysłuchanie płyty od początku do końca.

Układanie w kolejności to niemal wymarła sztuka. Jest przecież powód, dla którego Promises występuje kilka utworów przed Under the Wave. Zabieracie nas w podróż i opowiadacie swoją historię.

Szczerze mówiąc, mnie by to nie przyszło do głowy – to zasługa producenta. On tak chciał, ale to jest interesujące. Kiedy wracasz do Trick of the Tail to jest to płyta, której słuchasz od początku do końca. Co sam zrobiłem. (uśmiech) Podobnie jest z Pink Floyd czy z którymkolwiek z tych zespołów. Co prawda nie za bardzo dotyczy to zespołów pop, ale słuchałem dwóch pierwszych albumów Human League [Reproduction z 1979 roku i Travelogue z 1980 roku], zanim dołączyły do nich dziewczyny i tak jak mówisz, jest tam pewna historia. I to jest fajne.

Na The Dark Side of the Moon Pink Floyd z pewnością jest opowiedziana historia. Można słuchać tych piosenek osobno, ale traci się poczucie całości gdy przypadkowo puści się Time. Choć siła oddziaływania tej piosenki jest bardzo duża, to gdy posłuch się poprzedzającej ją On the Run a następnie The Great Gig In the Sky o wiele bardziej docenia się Dark Side jako całość.

Absolutnie się z Tobą zgadzam. Co więcej jest to jedyna płyta, z której nie wyciągnąłbym żadnego utwory by posłuchać go solo. Zawsze słuchałem całej płyty. (chichocze) Jestem bardziej zgrany z tym, jak brzmi płyta winylowa. Właśnie wydałem niezłą sumkę na dość drogi odtwarzacz stereo. Dla mnie nie ma porównania. Nie chcę wyjść na snoba, tak po prostu uważam.

Czy mógłbyś nam powiedzieć, jaki odtwarzacz kupiłeś?

Nie, nie powiem. (uśmiech) Niedawno się przeprowadziliśmy i dopiero co podłączyłem cały system. Kiedy nadchodzi odpowiedni wieczór do słuchania, siadam w ulubionej pozycji i słucham albumu od początku do końca i nie robię wtedy nic innego. Ale gdy mam włączony odtwarzacz MP3 oglądam wtedy telewizję i robię inne rzeczy, rozumiesz?

Jakich płyt ostatnio słuchałeś?

Wciąż słucham starych albumów. Mam cztery egzemplarze Dark Side of the Moon, dwie z nich są wciąż zafoliowane. Tak na wszelki wypadek. T-Rex, wczesne albumy Genesis i amerykański folk sprzed 1980 roku – na winylu wszystko brzmi świetnie. Po prostu uwielbiam to brzmienie, tą przestrzeń. Chodziłem z moim kolegą do niezależnego sklepu muzycznego i spędzaliśmy popołudnia na przeglądaniu płyt, zastanawianiu się którą kupić i która jest właśnie „tą” płytą. Każdy z nas kupował jeden album a potem wracaliśmy do mojego kolegi, ponieważ on miał odtwarzacz i kłóciliśmy się, która płyta była lepsza. Wszystko sprowadzało się do tego, kto wie lepiej i kto ma lepszy gust.

Co się działo, gdy dokonywałeś złego wyboru?

Nie mogłeś źle wybrać, bo płyty słuchało się przed zakupem.

No tak, w Anglii było to możliwe. W większości sklepów w Stanach nie mogliśmy tego robić. Czasami kupowaliśmy płytę tylko na podstawie okładki.

Co też jest dobrym powodem do dyskusji.

DT: Czy myślisz, że to młodsze pokolenie doświadcza tego inaczej? Nie wychowywali się na płytach winylowych i dopiero teraz je odkrywają.

Nie wiem. Mój syn słuch trochę muzyki, ale ma dopiero 8 lat więc nie wydaje mi się, że zauważyłby różnicę między MP3 a płytą winylową. Jedyną rzeczą jaką mógłby zauważyć to ta, że odtwarzanie winylu wymaga więcej „zachodu”. Trzeba wstać i coś z tą płytą robić, więc winyl wymaga fizycznego ruchu. (śmiech)

Jak myślisz, dlaczego kultura DJów zyskała na znaczeniu?

Nie wiem, może ludzie dostrzegli możliwość zarobku. Masz do dyspozycji ogromną publiczność i ogromne festiwale takie jak Ultra. Muzyka nie musi polegać już na radiu – rozchodzi się drogą pantoflową. Również technologia potrzebna do tworzenia tego rodzaju muzyki jest w przystępnej cenie, a kiedy ja zaczynałem była bardzo droga.

Jako pionier muzyki elektro jak postrzegasz dzisiejszą scenę?

VC: Naszym jedynym związkiem z tym co dzieje się dzisiaj jest fakt, ze graliśmy na syntezatorach. Tyle. Ale uważam, że to co się dzisiaj dzieje na scenie elektro jest fascynujące, bardziej niż kiedykolwiek.

Dlaczego tak jest? Dlaczego teraz?

Ponieważ tak wiele osób to robi i jest tyle muzyki do słuchania. Nie mam wystarczająco dużo czasu w ciągu dnia by słuchać wszystkich nowości. Oczywiście wiele z tego to śmieci, ale są ludzie, którzy naprawdę przesuwają granice. To dla mnie bardzo inspirujące. Jestem uzależniony od bitów więc słucham wszystkiego co mi wpadnie w ucho.

Polecisz coś do słuchania?

VC: Nigdy nie poleciłbym nic konkretnego. (uśmiecha się) Moją najlepszą rekomendacją będzie trzymanie uszu szeroko otwartych.

Źródło: digitaltrends.com / Vince Clarke (fot. amazonaws.com)