Wywiady
0 razy skomentowano

Billboard: Pete Wentz z Fall Out Boy | 6/14

Dodany przez | 01/03/2015
Informacje
 
 

Za kulisami koncertu Weenie Roast organizowanym przez radio KROQ spotykamy Pete`a Wentza z zespołu Fall Out Boy. Znamy się od wielu lat więc rozmowę rozpoczynamy swobodnie od pytania Co słychać?

Bez zmian odpowiada Pete. Nie jest to do końca prawda, ponieważ na chwilę przed naszym spotkaniem Pete pracował właśnie nad nowym materiałem z wokalistą Patrickiem Stumpem, a sam Wentz jest bardzo podekscytowany obecnym stanem muzyki popularnej i ma na ten temat wiele do powiedzenia. Podczas tej ekscytującej pogawędki Wentz wyjaśnia, dlaczego temat nowej płyty jest zakazany, przybliża datę wydania krążka oraz opowiada o młodocianych aktorach.

Jak przebiega trasa?

Dobrze, właśnie wróciliśmy z Ameryki Południowej a potem zagraliśmy jeszcze w Monte Carlo na World Music Awards. W lecie zagramy jeszcze kilka festiwali a potem ruszamy w trasę z Paramore.

Był jakiś hazard w Monte Carlo?

Niestety nie, choć starałem się pograć. Chciałem zaprezentować się w stylu Jamesa Bonda, ale bez właściwego stroju nie wpuszczali.

Jakie gry wybrałby James Bond?

To gracz w ruletkę, a ja nawet nie znam żadnych gier hazardowych. Ostatnich kilka dni spędziłem u rodziców w Vermont  i razem z synem nauczyliśmy się grać w wojnę. Nie trzeba być geniuszem, żeby w to grać. (śmiech)

Ile lat ma Twój syn?

Pięć i pół.

Jakim graczem jest Twój syn?

Dwójki nazywa mizerotami i zgarnia wszystkie asy dla siebie. To moja krew. (śmiech)

Jak się przedstawiają wasze muzyczne plany?

Jesteśmy w trakcie pisania. Dopiero co słuchałem w przyczepie tego, co napisał Patrick. No więc piszemy, we wrześniu skończymy promocję albumu w Afryce Południowej, a poprzedniego dnia tak dla hecy wygłupialiśmy się wspólnie z takim francuskim producentem, za co jestem bardzo wdzięczny internetowi. Czuje, że dopóki jesteś autentyczny i w zgodzie z sobą samym, to możesz umieszczać w internecie co tylko zechcesz – EPki, single czy cokolwiek innego.

Mając tak licznych fanów jak Wy nie musicie polegać na albumach jako jednym źródle dochodów. Czy w związku z tym uważacie, że nagrywanie albumów sprawia teraz więcej radości?

Teraz chodzi bardziej o organizowanie odpowiedniej atmosfery. A wygląda to tak Macie tu EPkę o tym i owym. Byliśmy w stanie nakręcić dwanaście teledysków, co jeszcze pięć lat temu byłoby niemożliwe. Myślę jednak, że obecnie jest dość miejsca na każdy pomysł, no może poza tym żeby nagrać dobry album.

Komu obecnie przedstawiacie swoje pomysły?

Jedynymi osobami, które musimy pytać o zdanie to Ci, którzy zechcą nam zapłacić za nasze pomysły. Tylko oni się liczą. Zazwyczaj kończy się to tak: „Możecie to chwile przetrzymać?”. „Dobra, coś wykombinujemy.”

Kiedy możemy spodziewać się od Was jakichś nowych pomysłów?

Myślę, że przed końcem roku. Ale nie ustaliliśmy konkretnej daty ani tego, co to będzie. Odnoszę wrażenie, że teraz po prostu możesz stworzyć piosenki, na których ci zależy.

Czy potrzebny jest Wam jakikolwiek grafik, gdy pojawią się już piosenki? Przecież możecie nagrać coś we wtorek a w czwartek to opublikować.

I to właśnie jest w tym najlepsze. Jako dziecko byłbym takim stanem rzeczy  zachwycony.

Dla artysty jest to również wyzwalające, ponieważ wszystko pozostaje związane z wykonawcą i z daną chwilą i nie musi się martwić, jak odświeżyć piosenkę napisaną rok temu.

Myślę, że najwięcej problemu mają z tym zespoły rockowe, ponieważ lubią one zrobić sobie przerwę między albumami, wyjechać w jakieś fajne miejsce żeby zebrać pomysły, pokłócić się kilka razy a potem nagrywać prze kilka miesięcy. Teraz dzieciaki robią to w domu na swoich laptopach.

Rozmawiałem o tym z Markiem Fosterem, ponieważ pojechał do Maroka żeby nagrać tam album.

Jeżeli ma to wpływ na to co robisz, to jest to świetna sprawa. W przeciwnym razie możemy to równie dobrze zrobić w Burbank, bo to najprostszy sposób, a zagraniczne frykasy są tu w każdym sklepie.

To jakie jest Wasze ulubione miejsce na kłótnie, nagrania i zbieranie pomysłów?

(Parska śmiechem) Tam gdzie narodziły się nasze najlepsze pomysły – w Oakwoods w Los Angeles. To pewnie najmniej kreatywne miejsce z możliwych, ale to stamtąd wywodzi się nasza kreatywność.

Dlaczego tak jest?

Uważam, że bycie tam stwarza jakieś napięcie, które zmusza Cię do wychodzenia poza ramy, do bycia bardziej twórczym. Będąc w Oakwood jesteś jak na jakiejś opuszczonej wyspie, z o wiele gorszą pogodą i zgrają skończonych dziecięcych aktorów.

Którzy aktorzy dziecięcy byliby najlepszym tematem na piosenkę?

Mam trzy typy. Numerem jeden byłby Matt Dillon z filmu Nad Krawędzią. To dziwne, ale ten film jest tak zły, że aż dobry. Również Macaulay Culkin by się nadał, z okresu Sam w domu czy Richie Milioner, ale okres Wujaszka Bucka też byłby dobry. Ale tak na prawdę to najlepszy byłby mój kumpel Seth Green. Wystąpił w kilku naszych teledyskach, to wieczny dziecięcy aktor, głuptas któremu się powiodło. Jest on dla mnie inspiracją, bo jest dzieciakiem któremu się udało i który wyrósł na fajnego gościa.

Źródło: billboard.com / Pete Wentz (fot. adweek.com)