Rubryki
2 razy skomentowano

Vaporwave – kicz czy nostalgia?

Dodany przez | 16/10/2014
Informacje
 
 

Parę miesięcy temu, podczas swoich wycieczek po serwisach Youtube i Tumblr, natknęłam się na bardzo ciekawe zjawisko. Zdjęcia stylizowane na VHS, motyw Windowsa 95 połączony z marmurowymi rzeźbami, japońskie nagłówki, blichtr prosto z Tokio lat dziewięćdziesiątych, a do tego syntezatorowa muzyka dance, utrzymana w konwencji lo-fi, która mogłaby się stać  soundtrackiem do serialu o grupie yuppie dwadzieścia lat temu. Co to jest ten seapunk i dlaczego zdobył tylu fanów?

To przede wszystkim mikrokultura zrodzona w internecie. Obejmuje takie działy, jak design, moda i muzyka. Nazwę zawdzięcza wszechobecnemu motywowi oceanu w grafikach otagowanych pod tym szyldem. Jednakże, nie jest to pochwała hydrosfery, a cyberprzestrzeni sprzed dwóch dekad. Poza estetyką, jak już wspomniałam, integralnym elementem seapunku jest muzyka. Jej spektrum jest dosyć szerokie. Obejmuje drum’n’bass, house i pop z lat dziewięćdziesiątych, a także trap, witch-house i vaporwave. I czymże może być ten ostatni, o tak zagadkowej nazwie, która nie przywodzi żadnych skojarzeń?

Otóż, vaporwave to nic innego, jak odrobinę zmodyfikowana, kiczowata muzyka sprzed trzydziestu, dwudziestu lat, pobrzmiewająca w ówczesnych serialach, a później w grach. Zazwyczaj zniekształcona, ze spowolnionym wokalem, o wyjątkowych właściwościach relaksujących. Ale dlaczego to się ludziom podoba? Przez silny efekt nostalgii, jaki te melodie potrafią obudzić. Każdy utwór vaporwavowy przenosi słuchacza w początki świata reklamy, w kolorowy konsumpcjonizm, wyobrażenia o życiu w luksusie. Ale jest tu pewien zastanawiający paradoks. Średni wiek słuchaczy tego gatunku wynosi około 23 lata. Istotnym aspektem jest to, że okres ujęty między seapunkowymi dźwiękami przypada zazwyczaj na dzieciństwo odbiorcy. Dlatego ci tak chętnie wracają do czasu, który jawi im się jako beztroski.

Vaporwave, jak i cały seapunk, przepełniony jest językiem japońskim. Dlaczego akurat japoński? Pamiętajmy, że Japonia w ostatniej dekadzie XX w. przyniosła nam… konsole. Zaczęła się nowa era rozrywki, do domów zawitały takie wynalazki, jak PSX, Sega Saturn, Dreamcast i wiele innych. Stąd też tyle krzaków w grafikach i klipach. Można to nazwać swego rodzaju hołdem. No bo kto nie lubi się bawić? Dlatego vaporwave jest taki skoczny i wesoły. To pochwała hedonizmu, życia nocnego w wielkiej metropolii, gdzie za dnia walczy się o karierę i wspiera korporacje. Osobiście podczas odsłuchu utworów takich artystów, jak MACINTOSH PLUS, YUNG BAE, SAINT PEPSI, SUPERSEX420 itp., wyobrażam sobie, że przechadzam się nocą po tokijskiej Ginzie, gdzie z jednej strony tłumy ludzi śpią w kolejce po najnowszą konsolę Dreamcast, z drugiej zaś piją kolorowe drinki i czują nieskończoność zmierzchu. Pośród neonów, świateł latarni i samochodów.

Taki wehikuł czasu to naprawdę cudowna sprawa. W połączeniu z morskimi wizualizacjami wymieszanymi z tandetnymi gifami daje nieopisaną euforię. A to fałszywe wspomnienie beztroskiego świata, który przecież nigdy taki nie był.

  • asdasdasd

    Ten artykuł opowiada w sumie o samych wadach widzianych przez laika który patrzy z boku na tą kulturę, a nie było wypowiedzi człowieka który jest i siedzi w tym od dłuższego czasu.

    • orcist

      chyba najmądrzejszy artykuł dotyczący tego gatunku jaki czytałem, a żeby coś było „kulturą” to musi być jeszcze popularne… vaporwave to podziemie.