Rubryki
0 razy skomentowano

Up to Date Festival (8-9.09.17)

Dodany przez | 12/09/2017
 

Podczas białostockiej imprezy wystąpili m. in. Stefan Wesołowski, Murcof, Ancient Methods, Amnesia Scanner, Clams Casino i PRO8L3M. 

Paradoksalnie w tym roku przed organizatorami Up to Date Festival stanęło ogromne wyzwanie. Przez jeszcze większe niż zazwyczaj dofinansowanie imprezy z budżetu miasta, pojawiły się nowe możliwości, które trzeba było wymyślić i wykorzystać. Kreatywność ekipy związanej z festiwalem okazała się jednak jak zwykle górować nad przeciętnością, co dało szansę uczestniczenia w wielu inicjatywach, wydarzeniach i w końcu najważniejszym – ciekawych koncertach.

O tym, jak bardzo festiwal ewoluował, najlepiej świadczą wszystkie tegoroczne nowości, jak i rozmach organizacyjny. Bilety na Centralny Salon Ambientu wyprzedały się, a na Stadion były bliskie wyczerpania. Zacieśniła się współpraca z PSS Społem, pojawiła się opcja darmowego wysłania pocztówki do osoby bliskiej (zapowiadana pięknym spotem promocyjnym), Czwórka otrzymała, oprócz patronatu medialnego, własną scenę, imprezie towarzyszyły dodatkowo dwie fotograficzne wystawy.

A to wszystko stanowiło przecież tylko otoczkę dla muzyki, niezmiennie bardzo dobrej, a może, ze względu na możliwości finansowe, nawet nieco lepszej. Wyjątkowo wysoki poziom trzymał w tym roku Centralny Salon Ambientu. Liczbę artystów zmniejszono z sześciu do czterech, co znacznie poprawiło odbiór muzyki. Kojący set Verge & Osmo Nadir nie porywał swoją statycznością, ale dzięki temu mógł stanowić dobre wprowadzenie do różnorodnego, zwariowanego performance’u Prurienta. Dominick Fernow odpuścił co prawda najgłośniejsze harsh noise’owe elementy swojej twórczości, ale i tak nie brakowało krzyków, trzasków i zgrzytów, a całość dopełniał niepokojący film wyświetlany na ekranie za artystą.

Szkoda, że drugiego dnia wydarzenie nie zagościło jednak w Muzeum Rzeźby Alfonsa Karnego, a ponownie w Sali Kameralnej Opery i Filharmonii Podlaskiej. Fakt, warunki odbioru są tam idealne, ale nowa przestrzeń zawsze pociąga (jak Aula Magna Pałacu Branickich w roku ubiegłym). Należało jednak przymknąć na ten fakt oko i rozkoszować się najpiękniejszymi dwiema godzinami festiwalu. Stefan Wesołowski pojawił się na scenie w towarzystwie muzyków grających na harfie i fagocie, a sam obsługiwał nie tylko elektronikę, ale też klawisze i skrzypce. Wszystkie te instrumenty splatały się ze sobą, czasem zostawiając miejsce na apokaliptyczne drone’owe efekty. Z drugiej strony sporo było momentów, w których misternie zapętlane za pomocą loopera i nakładane na siebie pojedyncze dźwięki z namaszczeniem były wydobywane przez muzyków, jakby nie chcieli oni uronić choćby jednego zbędnego odgłosu.

Myślę, że każdy występ na żywo Stefana Wesołowskiego jest niezwykłym przeżyciem i nie inaczej można powiedzieć o Murcofie. Legenda ambientu i minimal techno pojawiła się w Białymstoku po raz pierwszy, aby zaprezentować wzorcowy, przekrojowy set, w którym ambientowe crescendo spotykało się z minimalowymi fragmentami, nie pozwalając uciec myślami gdzieś w niezbadane rejony, a tylko w te, w które pewnie kierował słuchacza sam artysta.

Przestrzeń dwóch głównych scen ponownie zaskoczyła designem. To znak szczególny Up to Date, że za każdym razem jest inaczej zaaranżowana. Tym razem Technosoul Stage stała się w zasadzie sceną teatralną, z kurtyną, zasuwaną po każdym występie, włącznie (owa scena w tym roku stanowiła również key visual imprezy). Natomiast Electronic Beats Stage to już jaskrawe, uderzające po oczach barwy i coś na kształt różowych strun harfy rozciągniętych w kilku miejscach przy ścianach i filarach. Wszystko to robiło wrażenie i jeszcze bardziej podsycało wrażenia muzyczne.

Których to oczywiście nie brakowało. Scena Technosoul okazała się wbrew pozorom bardzo różnorodna. Techno zostało odmienione przez wszystkie przypadki. Od tego legendarnego z Detroit, za sprawą nad wyraz energetycznego popisu Detroit in Effect, przez podlane ambientem, acz nieco za słabo słyszalnym, w przypadku nthng, po te mroczne i surowe, z tanecznym potencjałem Ugandan Methods, dudniącą głębią Gesloten Cirkel, industrialnym zacięciem Ancient Methods b2b Vatican Shadow, aż po całkowite szaleństwo Shifted & The Empire Line, prowadzone przez rozkrzyczanego Christiana Stadsgaarda.

Niemal najwyższą frekwencją mógł się poszczycić koncert duetu PRO8L3M. Nic dziwnego, skoro teraz Oskar i Steez83 są marką na polskiej scenie i wyprzedają kluby w całym kraju. Z ich strony występ stanowił rozrywkę na najwyższym poziomie – częste interakcje z publicznością, dialogi z których bezpośrednio wynikały kolejne utwory, sceniczna energia. Niestety, niezbyt widoczne okazały się wizualizacje (przez wielkość sceny), a basy zagłuszały jedną trzecią słów. Dobrze, że niemal każdy znał teksty utworów, dzięki czemu ta niedogodność aż tak nie przeszkadzała, a wręcz zachęcała publikę do głośnego śpiewu, skakania i wymachiwania rękoma, przekształcając tłum i duet w sprawnie funkcjonujący i rozumiejący się organizm.

Średnio sprawdziły się w festiwalowych warunkach sety trapowe (UZ i Hucci). Bas był mimo wszystko zbyt dominujący, a same występy nieco nużące. Ten typ muzyki elektronicznej nie sprawdza się chyba w zamkniętej przestrzeni, ale warto spróbować  w innym obszarze – stojąca obok strefy gastronomicznej scena Red Bull 3Style Showcase też biła po uszach basem, który sprawował się w tych warunkach znacznie lepiej.

W tym roku postanowiono przedstawić ciekawy przegląd drum and bassu. Swoje sety zaprezentowali kolejno Logistics, reprezentant kultowego Hospital Records (Netsky, High Contrast, London Elektricity), z bardziej łagodnym brzmieniem o niezwykle rozrywkowym potencjale, Spinscott, szaleńczo rozkręcając taniec granymi na żywo kompozycjami i dekonstrukcjami utworów, wplatając w to również sample Steeza83 z PRO8L3MU oraz Doc Scott, stawiając na brudniejsze i mroczniejsze odmęty gatunku.

Wysoko poprzeczkę postawił też Clams Casino. Jedna z głównych gwiazd tegorocznej imprezy, artysta będący w czołówce najważniejszych obecnie producentów hip-hopowych, umiejętnie wplatał swoje rozmarzone, cloud rapowe podkłady, w mnóstwo energetycznych, przepełnionych basami eksperymentalnych utworów rapowych. Nie stronił też od remiksów (vide Elastic Heart Sii), a na koniec uraczył swoją firmową kompozycją  – I’m God. Owiany tajemnicą projekt Amnesia Scanner okazał się serwować mocno eksperymentalną i glitchową dawkę muzyki. Na myśl od razu przychodził Arca, szczególnie z wcześniejszych płyt. Nie brakowało niepokoju i atakujących znienacka uderzeń dźwięku, a set nadawał się trochę do tańca, a trochę do uważnego słuchania.

Należy jednak wlać łyżkę dziegciu w pełną zachwytu beczkę miodu. To, co najbardziej mnie irytuje w planie festiwalu, to pokrywanie się Centralnego Salonu Ambientu z koncertami na Stadionie. Zaburza to strasznie odbiór muzyki, bo często ciekawe występy są również wcześniej i trzeba dokonywać nieodwracalnego wyboru (nie da się przebiec z jednego miejsca w drugie jak na innych imprezach). Może niezłym patentem byłoby przesunięcie CSA na wcześniejszą godzinę? Wszak ciemność i tak zostanie zachowana. Albo stworzenie oddzielnego festiwalowego dnia poświęconego tylko ambientowi? Na tym polu potrzebna jest zmiana. Poza tym papierowe opaski. To naprawdę głupi pomysł, bo nie dość, że są niewygodne, to również nietrwałe. Warto zainwestować albo w te plastikowe, albo materiałowe, a z pewność każdy będzie czuł się wygodniej. Brakowało też odpowiedniego systemu informacyjnego przy scenach, szczególnie Technosoul. Po kolejnych obsunięciach występów można się było zagubić i nie wiedzieć, kto ostatecznie gra. Tutaj z ratunkiem przyszłaby jakaś wyświetlana z boku informacja, trochę podobna jak wizualizacja sprzed roku. Szkoda również, że prawie nigdzie nie można było dostać wody, a przy scenach prowadzono sprzedaż jedynie napojów energetycznych i piwa. Jedno stoisko z normalnymi napojami by nie zaszkodziło.

Muszę przyznać, że mimo tych drobnych niedogodności w kwestiach organizacyjnych i muzycznych oraz mojej osobistej słabej kondycji fizycznej, spowodowanej nieustępliwą chorobą, Up to Date Festival ponownie zasłużył na miejsce w worku z podpisem „atrakcyjne festiwale”. Mało tego, nie można go zostawić gdzieś na dnie, a potraktować jako wstążkę zabezpieczającą i stanowiącą zamknięcie owego worka. Bo Up to Date nie tylko w pewien sposób zamyka festiwalowy sezon, ale też czuwa, aby w Polsce na tym obszarze panowała innowacyjność, a dobry design, pomysłowość i troska o uczestników (a także ich rodziny – Wyślij pocztówkę do babci i Akcja 50+), pozostawały wysoko cenionymi wartościami. To wszystko jest przecież ciągle aktualne.

Up to Date (fot. Jacek Wnorowski)