Rubryki
0 razy skomentowano

Unsound x Up to Date Festival (19-21.04.18)

Dodany przez | 25/04/2018
 

Unsound i Up to Date na trzy dni przejęli warszawską Jasną 1. Wystąpili m. in. Tim Hecker, Wacław Zimpel, Lee Gamble, Marco Shuttle czy Anastasia Kristensen. 

Tylko kwestią czasu było, kiedy do tej kolaboracji w końcu dojdzie. Wszak zarówno Unsound, jak i Up to Date wytyczają swoim programem nowe ścieżki i kreują gusta swoich uczestników – ten pierwszy poszukując eksperymentu i odkrywając nieznane, ten drugi prowadząc ścisłą i dokładną selekcję najlepszego techno, rapu i ambientu. Dlatego wspólny event na Jasnej 1 w Warszawie stanowił oczywisty etap rozwoju krakowskiej i białostockiej imprezy.

Bardzo dobrym planem okazało się spotkanie akurat w Warszawie, leżącej mniej więcej w połowie drogi pomiędzy położonym na wschodzie Białymstokiem i na południu Krakowem. Ułatwiło to wielu fanom przyjazd na imprezę, a być może także poszerzyło grono odbiorców o tych, którzy na żaden z festiwali wcześniej nie zdołali dotrzeć. Ze względu na stosunkowo kameralny charakter wydarzenia Jasna 1 pasowała do niego jak ulał. Nie było tłoku, za to akustyka robiła wrażenie. Dzięki kotarom dźwięk w głównej sali nie uciekał w ściany, a wypełniał całą przestrzeń. Nie kolidował również z tym ze sceny barowej.

Czwartkowy wieczór rozpoczął się od koncertu Wacława Zimpla. Naczelny polski klarnecista solowo zaprezentował się lepiej niż niejeden zespół w pełnym składzie. Otoczony mnóstwem instrumentów i gadżetów oraz looperami zdołał uzyskać polifoniczne pasaże dźwięków, które raz po raz przyozdabiał klarnetowymi solówkami. Trudno nadziwić się temu, że jeden człowiek może grać takie koncerty. Ukłony, Panie Wacławie.

Tima Heckera absolutnie nie było widać. Kanadyjczyk musiał stać gdzieś za nieprzeniknioną warstwą gęstego dymu i w takich okolicznościach raczył wszystkich zebranych, w dużej mierze siedzących wygodnie na ziemi, swoim setem. Niedługim, bo trwającym jedynie trzy kwadranse, ale bardzo przemyślanym i zróżnicowanym. Jawiły się w nim trzy części – pierwsza, intensywna, podczas której noise mieszał się z glitchem, a bębenki uszne pękały, druga, znacznie bardziej wyważona, kojąca i usypiająca, aż w końcu trzecia, klasyczno-ambientowa, o dźwiękach, na poły angażujących, na poły każących o sobie myśleć jako o muzyce tła. Szkoda, że występ minął tak szybko, ale na tyle intensywne muzyczne doznania zostają w pamięci na długo.

Imprezowa część festiwalu trwała przez kolejne dwa dni. Noce z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę przepełnione były ravem. Jednak nie takim znowu oczywistym. Lee Gamble rozpoczął od nieregularnych, zniekształconych dźwięków, do których nijak nie dało się ruszać. I chociaż potem zmienił tory na bardziej klasyczne techno, już za chwilę do nieprzystępnego brzmienia wrócił EVOL. Elektroniczna kakofonia, chaotyczna, ale absorbująca, w połączeniu z laserami hasającymi po sali, zdawała się być definicją un-soundu. Anastasia Kristensen przyniosła set zbyt melodyjny i taneczny jak na industrial techno, ale też nadto surowy i ociężały jak na house. Balansowała więc gdzieś pomiędzy, wykorzystując w pełni beztroski potencjał środka piątkowej nocy. Dokończyła po niej ISNT, nie próbująca już półśrodków, a serwująca przytłaczające rytmy do samego rana.

Kolejny dzień live setem otworzył Michał Wolski. Podczas jego występów łatwo poczuć, że jest on w ścisłym topie polskiej sceny, a dodatkowo dobrze czuje się zarówno w techno, jak i w ambiencie, a najlepiej chyba w mieszance jednego i drugiego. Wyraźnie było to słychać w sobotę, w wyrazistych kompozycjach ubranych w ambientowe tła nienachalnie pulsujące gdzieś za ścianą hałasu. Marco Shuttle zagrał równo, nad wyraz tanecznie jak na minimal, w odróżnieniu od Ekmana, który poszedł w surowsze, mniej dostępne rejony. Całość zamknął wspólny set Dtekka i Olivii, szaleńczy, zaskakujący i pełen energii. Szkoda, że musiał konkurować z ogarniającą coraz bardziej sennością, która ostatecznie wygrała i nie pozwoliła cieszyć się nim do końca.

Jak mówili sami organizatorzy, wydarzenie na Jasnej 1 nie miało zachęcić publiczności wielkimi nazwiskami, a raczej jakością muzyki prezentowanej przez artystów, będących odkrywcami i eksperymentatorami. Tak właśnie się stało – najmniejsi zaskoczyli, a więksi dali się poznać z innej strony. Teraz każdy z festiwali powrócił do przygotowywania zbliżających się edycji, więc pozostaje tylko czekać na kolejne ogłoszenia i … korzystać z uroków Jasnej 1, bo ona działa przez cały rok.

Unsound x Up to Date Festival (fot. Helena Majewska)