Rubryki
0 razy skomentowano

Słuchajmy, kumajmy.

Dodany przez | 08/02/2016
 

Melodia, rytm, klimat, głos wokalisty – to te czynniki trafiają do nas jako pierwsze, gdy zakochujemy się w kawałku „od pierwszego słyszenia”. Produkują chemię, w następstwie której piosenka ląduje na naszej liście odtwarzania. Większość z nich ma jednak coś jeszcze…

Jakiś czas temu zdałam sobie sprawę z tego, że znając linię melodyczną każdego taktu piosenki, którą uważam za swoją ulubioną, nie wiem, o czym ona tak właściwie mówi. Zrobiło mi się głupio przed samą sobą. Tekst jest przecież zazwyczaj jednym z głównych elementów muzycznych dzieł. Kiedy postanowiłam naprawić swój błąd, wsłuchując się w utwory i sprawdzając tłumaczenie tych, których zrozumienie sprawiało mi trudność, wiele zyskałam. Po pierwsze, niektóre piosenki zaczęłam cenić jeszcze bardziej, a inne wyrzuciłam z pamięci. Po drugie, znalazłam najskuteczniejszą metodę na naukę języków. Oprócz tego, zmieniły się moje kryteria oceny tego, co podaje nam muzyczny rynek. Dziś wiem, że piosenka może być dziełem poetyckim, życiową wskazówką i świadectwem wszechstronnego geniuszu. Posiadanie wiedzy na temat tego,  co słuchamy i nucimy pod nosem, ma także dość banalne walory. Jest bowiem wiele kawałków dwuznacznych lub takich, które wbrew pozorom, emanują wulgarnością. Co więcej, właśnie te osiągają często największą popularność, trafiając do grona niczego nieświadomych ofiar. Zanim więc zaczniemy nucić „tę jedną, co trafia w ucho”, powinniśmy upewnić się, że niczym nie urazimy naszego otoczenia. O ile angielski jest językiem powszechnie znanym, pod lupę należałoby wziąć hity wykonane w bardziej niszowych językach.  Przestrzegam więc przed cytowaniem fragmentu dobrze znanej piosenki Destiny’s Child podczas wakacji we Francji. Kierując pytanie: „voulez vous coucher avec moi?” do przypadkowej osoby, możecie zostać, w najlepszym wypadku, zmierzeni pogardliwym spojrzeniem. Bezustannie bawi mnie też przeświadczenie wszystkich wujków, że  śpiewając „Una paloma blanca” George’a Bakera na weselach, śpiewają o mnie. Tymczasem, tytuł ten nie zawiera żeńskiego imienia, a znaczy tyle co „biały gołąb”.

Sama znajomość tekstu  w wielu przypadkach jednak nie wystarcza. Zanim okrzykniemy się specjalistami od artystycznego dorobku danego wokalisty, powinniśmy trochę poczytać. Wpisanie w Google nazwiska artysty potrafi otworzyć oczy na rzeczywistość. Czasami nawet bardzo szeroko. Idąc tym tropem, w każdej piosence Gainsbourga dostrzeżemy jego seksualne fetysze, a u Johna Frusciante uzależnienie od narkotyków.

Nie mogę nazwać pomijania tekstów problemem, bo sposób odbierania muzyki jest kwestią indywidualną. Dokładne studiowanie wszystkiego, co usłyszymy mija się przecież z celem. Nie chodzi o to, aby odebrać muzyce całą jej magię i tajemniczość, ale o to, by czerpać z niej jak najwięcej. Odrobina uwagi nigdy nie zaszkodzi…