Rubryki
0 razy skomentowano

Słowem wstępu

Dodany przez | 02/12/2015
 

Jest na świecie coś takiego, co wprawia w zakłopotanie, marszczy nam brwi i przewraca oczy. Wkurza, męczy i zastanawia jednocześnie. Są to Moi Drodzy, pytania absurdalne. Takim właśnie  wydało mi się pytanie skierowane jakiś czas temu w moją stronę. „Po co ci ta muzyka?” – choć wyrwane z kontekstu i rzucone od tak, wywołało ogrom emocji.  W tamtej chwili nie umiałam na nie odpowiedzieć jednym zdaniem, bo przecież nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Liczne zaskakujące wnioski zaczęły przychodzić same, wraz z kolejnymi odtwarzanymi kawałkami.

Pewnego szarego poranka, jak każdego innego dnia, wstałam pełna „entuzjazmu” na myśl o całym dniu w biegu i potarganych włosach, których układanie zepsuje mi poranek. Bez większego zastanowienia podłączyłam telefon do głośników i włączyłam odtwarzanie losowe. Zgadnijcie co zobaczyłam podchodząc do lustra. W odbiciu ukazała mi się ta sama Beyoncé, której głos rozchodził się z głośników. Może i miała potargane włosy, ale kto normalny, będąc Beyoncé, przejmowałby się potarganymi włosami? Tak powstał zatem wniosek nr 1: muzyka jest po to, żeby wyglądać i czuć się jak Beyoncé .

A co z melomanami w tramwajach, autobusach, pociągach? Po co im muzyka? Mogliby przecież zająć się czymś pożytecznym, nauką języka obcego na przykład. Zamiast tego narażają swoje uszy na poważne uszkodzenia i myślą. Wyobrażają sobie, jak wszystko pulsuje razem z basami. Jak inaczej może brzmieć rutyna i jak wiele wspomnień może zawrzeć się w jednym takcie. Widzą wokół siebie ludzi, drzewa, auta, znajdując się w zupełnie innej rzeczywistości. W rzeczywistości, która wchodzi w ciało przez bębenki i wtapia się w serce. Wniosek nr 2: Muzyka jest po to, żeby podróżując, zwiedzać samego siebie.

Bez wątpienia, muzyka przydaje się też sportowcom, przede wszystkim takim jak ja. Dopóki Madcon z piosenką Beggin nie nakaże mi ruszyć tyłka, nie ma szans na wyciągnięcie dresu z szafy. Kolejny wniosek mówi zatem, że ten cudowny rodzaj sztuki, o którym mowa, pozwala zagłuszyć wyrzuty sumienia po pizzy z colą i daje nadwyżkę porcji endorfin bez recepty. Zdaję sobie sprawę z tego, że powyższe przykłady nie satysfakcjonują kogoś, kto decyduje się pytać o użyteczność muzyki, bo nie mają nic wspólnego z logiką i pragmatyzmem. Ostatecznie, pragnę wszcząć bunt, zastępując to pytanie innym: czym muzyka tak właściwie jest? Odpowiedź na nie powinna uciąć resztę bezsensownych rozważań. Choć tutaj także ciężko zbudować tylko  jedno zdanie, wydaje się to możliwe. Muzyka to opium. Opium potrafiące odebrać świadomość i kontrolę, będąc jednocześnie produktem zupełnie nieszkodliwym. Narkotyk magiczny i wskazany. Choć nie jest jedzeniem, ani ciepłą kurtką w zimie, nie da się bez niego żyć. Zazdroszczę muzykom tego, że mają kontrolę nad całym światem. Wyznaczają rytm serca, produkują łzy i podnoszą kąciki ust. Jak można zatem nie wierzyć w magię, gdy zawiera się w tak prostych rzeczach?

fot. http://www.silverdoor.co.uk/