Rubryki
0 razy skomentowano

Czesław Śpiewa – Wałbrzych (28/10/11)

Dodany przez | 18/07/2013
Informacje
 
 

Nie kiedy w życiu bywa i tak, że najskrzętniej schowana gwiazdka z nieba w końcu dla Ciebie zaświeci i wszechświat pomoże Ci choć raz poczuć się wyjątkowo dobrze… poetycki wstęp ale godny całej sytuacji. Gdyby nie fakt, że odnalazłem dokładnie tydzień temu na portalu Facebook pewien bardzo szybki konkurs w którym do wygrania znalazły się dwa bilety na koncert jegomościa Czesława Mozila i zdecydowałem się (bez większej wiary na sukces) wysłać zgłoszenie (bo pytanie, w jakim programie był on jurorem mówiąc delikatnie… nie wymaga dobitnej wiedzy) to nie byłoby dzisiaj o czym pisać. W czwartek okazało się, że zostałem wylosowany i mogłem ku mojemu wielkiemu zadowoleniu szykować się na ten koncert, przy okazji trochę nadrabiając zaległości w dyskografii głównego bohatera tej recenzji. Udało mi się to wyjątkowo płynnie i z nie ukrywana przyjemnością przyznałem sobie w duchu, że materiał z albumów Debiut oraz Pop jest znakomity. Przyszedł w końcu piątek, a więc 20:00 czyli planowany start koncertu zbliżał się coraz bardziej. Parę dokładniejszych przygotowań, sprzęt fotograficzny spakowany i mogłem ruszyć w drogę!

Sam przejazd na miejsce, czyli do Hotelu Maria był wyprawą logistyczną wyższego poziomu, gdyż musiałem przejechać pół miasta, nie koniecznie pamiętając gdzie dokładnie wysiąść i jaką drogą się potem kierować. Wszystko to sprawdziło się dobitnie, kiedy faktycznie autobus opuściłem na jednym z przystanków, ale jak się okazało dzięki miłemu Panu który spacerował sobie po pobliskich chodnikach – oddalonym o 1,5 km od celu. Dziękując w duchu, że wyssałem z mlekiem matki zasadę lepiej jechać 2 godziny wcześniej, niż 15 minut przed po dłuższym nawigowaniu trafiłem na miejsce, a tam odnalazłem dużą grupę ludzi która udaje się w jednym kierunku. Idąc z falą trafiłem do drzwi wejściowych. No i teraz pewnie myślicie, że to koniec moich problemów i przechodzimy do informacji o koncercie? Błąd. Mój bilet okazał się statkiem widmo, który wyfrunął do innej galaktyki jeszcze przed dopłynięciem Krzysztofa Kolumba do Stanów Zjednoczonych, przez co zdziwiony musiałem po bardzo gładkim wejściu do środka, zobaczeniu około pół tysiąca ludzi wrócić się przed wejście, gdyż miejsca siedzące na sali miały kartki z numerami rzędów i miejsc. A jak bez biletu miałem wydedukować gdzie położyć swój krągły tyłek? Mogłem się wepchnąć bez pytania jak to Polak potrafi… ale uznałem że zaprezentuję kulturę. Efekt był taki, że logistyka obiektu nie przewidziała takiej sytuacji i koniec końców menedżer obiektu, iście z ojcowskim podejściem poprosił mnie o zajęcie miejsca w ostatnich rzędach. Cóż, wejście za darmo – nie mogłem narzekać…

Kiedy kwestie lokacyjne zostały załatwione mogłem się skupić już na samym koncercie. Tak jak już wcześniej wspomniałem, obserwując ilość krzeseł można było się spodziewać ponad 500 osób i z czasem tyle też szczelnie się pojawiło. Główni bohaterzy czyli Czesław z zespołem zaliczyli 15 minutowy poślizg, poprzedzony efektownym zgaszeniem wszystkich świateł które odebrało gromkie oooooooo płynące z publiki. Po chwili światła wróciły, przyciemniły się i rozległy się brawa dla wchodzących artystów czyli: Troelsa, Marie, Hansa, Martina oraz Czesława. Na dzień dobry Czesław przywitał się z nami prostym stwierdzeniem Witam Wałbrzych, no i przyjechał ten co w pół roku zarobił fortunę co spotkało się z aprobatą głównie przednich rzędów, co nie wynikało z jakościowego gatunku wypowiedzi ale dziwnej stagnacji jaka panowała w połowie sali przez pierwsze pięć kawałków. Jedynym oderwaniem była notka historyczna jaką zawarł sam Mozil, na temat przyjazdów tutaj i występu 3 lata temu w jednym z lokalnych klubów który zakończył konkluzją: Mieliśmy tu zagrać na dniach Wałbrzycha… ale wasz prezydent nie jest kumaty i nas nie zaprosił – która spotkała się z tak dużą ilością braw, że można być pewnym iż elektorat PO na tej sali był wyjątkowo wąski. Na szczęście od pierwszych taktów sytuacja powoli polepszała, a sam Czesław przekomarzający się z fankami z pierwszych rzędów co do mowy ciała (a dokładniej założonych na sobie ramion) rozluźniła tak dobrze atmosferę, że w trakcie 5 piosenki rozpoczął się nie przewidziany szturm pod scenę, który zakończył się tym że około 200 osób bez zdania racji i ku wielkiemu zdziwieniu całego zespołu dostał się pod głośniki i rozpoczął typowe dla koncertów rockowych pogo. Tak też zostało już do samego końca oficjalnej części występu oraz do końca bisu co tylko polepszyło całkowitą atmosferę i pozwoliło, wyjątkowo swobodnie wyrażać Mozilowi życiowe refleksje a było ich bardzo wiele. Począwszy od tej po zagraniu Kradzieży Cukierka która brzmiała: Wałbrzych to niesamowite, kiedy jeździmy po jakich wsiach i małych klubach no i zaczynamy grać ten kawałek to wszyscy są wkurwieni, a wy macie uśmiechy na ustach, przyszliście całymi rodzinami, to fantastyczne, po analizę życia miasta: To hańba, że musimy stąd tak szybko wyjechać, widzieliśmy te kartony i ogródki… tutaj musi się dziać!, nie zapominając o zapytaniu się na temat prawidłowości wybiegu pod scenę: Jest nam cholernie miło, ale pomyślcie o tych ludziach którzy kupili bilety za 200 zł i siedzą teraz wkurwieni, bo zasłonili im widok ci którzy kupili je za 1 złotówkę, oraz podkreśleniu dla paru fanek tuż przed zagraniem Ucieczki z Wesołego Miasteczka kiedy warto pamiętać o pieszczotliwie nazwanej jako bum cyk cyk inicjacji seksualnej: Ale to dopiero w niedzielę!.

Czy to było wszystko co powiedział? Zdecydowanie nie, jednak nie sposób spamiętać tego co Czesław przekazał w pełni, jedno jest pewne – bardziej komunikatywnego i związanego z publiką artysty ciężko znaleźć na naszym rynku muzycznym i bez wątpienia jest on ścisłym ewenementem. Nie sprawiało mu też żadnego problemu to, aby podawać ludziom oraz podnieconym do granic możliwości fankom dłoni, czy w końcu zatańczyć kujawiaka, wykręcić breakdance oraz poddać się wszelkim innym formom niezwykle pokrętnych ale fantastycznych tańców, które mieszał z momentami przystawania, bardzo uważnego obserwowania publiki które szybko zamieniało się w uśmiech, z tego jak ludzie bawią się właśnie tego wieczora. Nie sposób też jednak nie podkreślić, znakomitości jego kompanów którzy nie odstawali charyzmą od swojego przyjaciela czego przykładów było bez liku. Wspomnę tylko o gitarowym szaleństwie Hansa który praktycznie wylądował w publice, dając szansę grania jak najbliżej uszu publiki (wywracając przy okazji mikrofon, co bardzo szybko zauważył zszokowany Mozil podbiegając za jego plecy i naprawiając sprzęt, a następnie obserwując go z niepokojem na twarzy co można nazwać jako czysto sytuacyjną perełkę, fantastycznych solówkach jakie zaserwowali nam wszyscy w poszczególnych momentach koncertu, ale i również bardzo romantycznej atmosferze która przelała się na całowanie się członków zespołu Czesława między sobą, co było najzabawniejsze w momencie wprowadzenia do utworu Caesia & Ruben gdzie Mozil opowiadał publice że pary które były razem w lato i chodziły ze sobą trzymając się za rękę, teraz na jesień już tego nie kontynuują, a w jego tle całowali się nie kto inny jak koleżanka Marie z kolegą Martinem, a później nawet i Hans z … Troelsem. Ale czego można się było spodziewać, wyłącznie jeśli dla samej wygody, cała ekipa piła na scenie piwo (w ograniczonej, pojedynczej ilości ale jednak!), po prostu nie mogło być inaczej. Nie trzeba też było długo prosić o bis. Po półtorej minuty głośnych okrzyków Czesław! Czesław! ten pojawił się na kolejne 15 minut z resztą zespołu.

Atmosfera okazała się znakomita. Czy tak samo było z muzyką? Zdecydowanie tak! Nie da się określić na papierze, w jak prosty sposób Czesław z ekipą przechodzili zwinnie, w pełnej gracji na obrzeża wielu muzycznych bajek. Dostaliśmy wszystko począwszy od klasycznego popu, wspieranego przez akordeon i kontrabas, po energiczne rockowe kompozycje w których Marie przerzuciła się na gitarę wspomagającą i razem z Hansem oraz Troelsem tworzyła muzyczne epopeje, które nie wyzbyły się nawet czystego funku, a kończąc na zabawach Mozila z elektroniczno-dyskotekowymi brzmieniami Mozila który zapewniał przy graniu kawałka Kiedy Tatuś Sypiał Z Mamą że: Wystarczy zmienić tekst na angielski, zmienić melodię na umcy umcy i od razu będzie hit. Najlepszą reakcję co wcale nie dziwi, zebrała Maszynka Do Świerkania którą śpiewała na cały głos calutka sala przy fantastycznej i energicznej jeszcze bardziej niż na albumie melodii, oraz W Sam Raz który jako publika wybłagaliśmy na bis, a zespół skrzętnie naszą prośbę wysłuchał i podał ją w czysto rockowym sosie. Wyjątkowo zacnie zaprezentowała się też jedna z pojedynczych perełek pochodząca z Tesco Value czyli Fischikella której słowa układające się min. w takie zdania: You better to be loco (…) My porno… fischikella jako intro do kolejnych kawałków śpiewali wszyscy z ogromnym powodzeniem. Można jedynie żałować, że zabrakło takich kawałków jak Frozen Margerita (with Gin) czy Mieszko i Dobrawa jako początek Państwa Polskiego jednak przy całej palecie świetnych kawałków jakie dostaliśmy, można to wszystko wybaczyć bo magia jaką nadali panowie i pani każdej kompozycji jest iście godna pochwały i oddaje ich w pełni wyuczoną i przetwarzaną jak najlepiej muzyczną edukację.

Na sam koniec zostawiam walkę o autografy która okazała się sukcesy, a na której zeszło mi 40 minut. Sam koncert zakończył się łącznie z bisem po więcej niż 2 godzinach. Czesław z ekipą przedarli się szybko na pokoje hotelowe schodami do góry, tuż przy wyjściu i po około 25 minut pojawili się na dole. Tutaj warto mi się pochwalić iż delikatnie obszedłem krzyczącą ochronę i udało mi się z jegomościem Mozilem wymienić porozumiewawczy uśmiech i poklepanie po ramieniu. Dalsza część działania, to ustawienie się w kolejce która prowadzi do stołu gdzie cały zespół rozdawał autografy, Troszkę cierpliwości, oraz walka z osobami nie rozumiejącymi polecenia opłaciła się i można było swobodnie wymienić uścisk dłoni z samym Czesławem i uciąć sobie bardzo przyjemną pogawędkę. Podobnie było z resztą ekipy która bazowo jest z Danii, więc mimo tego iż rozumieją dużo po Polsku warto było porozmawiać z nimi po angielsku. Okazali się równie wyluzowani i sympatyczni jak sam Czesław co przerodziło się nawet w małą interakcję z Marie, którą uraczyłem pocałunkiem w dłoń a ona sama umieściła przy swoim autografie dla mnie serduszko. Czyż to nie romantyczne?

Ostatnim rzuconym przeze mnie zdaniem do Czesława, było Nie daj się Kubie Wojewódzkiemu! na co on sam, z wyrozumiałym i stanowczym tonem przyznał Ja mu nigdy się nie dałem! po czym nastąpił ostatni uścisk dłoni. Bez wątpienia nie skłamał, bez wątpienia dał z siebie wszystko i jak sam przyznał żartobliwie do pań czekających na rozmowę z nim za mną: Uwielbiam grać koncerty, ale życie na walizkach jest bardzo męczące, więc będę najbardziej do waszej dyspozycji koło 4 rano. Trud jednak warty pochwały i liczyć tylko, że szybko powróci w te rejony zachęcony tym świetnym wspomnieniem. Co pozostaje mi dodać? Jeśli będzie w waszej okolicy, odkładajcie pieniądze i nie zwlekajcie! Taki koncert trzeba mieć za sobą. Nie znacie za bardzo jego twórczości? Przesłuchajcie płyty, bo w sferze melodycznej i tekstowej należy on do Polskiej muzycznej arystokracji. Ja bawiłem się znakomicie i jestem teraz człowiekiem Czesława do końca swych dni i to wszystko przyszło za darmo… warto żyć moi drodzy, warto żyć!


Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796
Dodaj komentarz jako pierwsza osoba!
 
Odpowiedz na komentarz
Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

 

    Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Pozostaw odpowiedź 
Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796