Rubryki
0 razy skomentowano

Oryginał kontra cover: o co ten szum?

Dodany przez | 09/04/2015
 

Covery były i będą zawsze obecne. Zespoły dopiero co zaczynające, szkolne zespoły złożone z kolegów – prawie wszyscy na początku grali covery, bo każdy muzyk kimś się inspiruje, a nie mając jeszcze swojego repertuaru, a tylko dobre chęci – granie ulubionych kawałków wydaje się oczywiste. Zresztą, jak inaczej uczyć się np. gry na gitarze jak nie przez granie utworów, które się lubi? To prawdziwa frajda, kiedy wreszcie jesteś w stanie zagrać swój ulubiony kawałek.

Gdy słyszę cover jakiegoś utworu, szczególnie czegoś z klasyki, jak Michael JacksonThe Beatles czy Led Zeppelin, już wyobrażam sobie, jak reagują na niego fani – a często reagują negatywnie, w stylu „Jak oni mogli to nagrać, nigdy nie będą lepsi od <nazwa zespołu>!”. To trochę dziwne podejście, bo zespół, który nagrywa cover, nie robi tego po to, by obwieścić światu, że jego wersja jest lepsza lub że może się równać z legendą. Tak samo jak amatorzy umieszczający swoje nagrania na YouTube tak i znani artyści czasem nagrywają cover piosenki z tego prostego powodu, że ją po prostu lubią. Gdybym umiała śpiewać, sama bym tak zrobiła.

Jakiś czas temu wpadł mi w ucho utwór Hoziera – Take Me To Church. Podczas przesłuchiwania innych utworów tego artysty znalazłam wersję live, w której Hozier coveruje utwór młodej wokalistki Ariany Grande pt. Problem. Utwór znałam z radia, ale większej uwagi na niego nie zwróciłam, bo to nie moja bajka. Postanowiłam jednak posłuchać wersji Hoziera i zostałam mile zaskoczona: artysta wykonał świetną robotę – aranżacja była bardzo fajna i naprawdę chciało mi się tego słuchać! Pomyślałam wtedy, jak bardzo aranżacja może zmienić piosenkę. W tym wypadku na lepsze, ale powiedzmy sobie szczerze: cover rzadko jest lepszy od oryginału, mimo że to się zdarza.

Można powiedzieć, że są co najmniej trzy rodzaje coverów. Pierwszy to taki, który absolutnie nic nowego nie wnosi do utworu, jest zagrany tak samo albo prawie tak samo jak oryginał. Kiedy słyszę coś takiego, wydaje mi się, że zespół po prostu chce być zauważony przez zagranie znanego utworu. Może brzmi fajnie, ale szybko się o nim zapomina. Jest raczej ciekawostką. Trzeba pamiętać, że coverowanie to nie to samo, co kopiowanie.

Drugi rodzaj to tak zwane profanacje. Chociaż każdy ma prawo nagrywać covery, niektórzy nie powinni się brać za śpiewanie/nagrywanie niektórych utworów, przede wszystkim tych uważanych za klasyki, kamienie milowe w muzyce. Chociaż uważam się za osobę tolerancyjną, która kieruje się zasadą „niech każdy gra/śpiewa to, co lubi i słucha tego, co lubi”, trudno mi przejść obojętnie, kiedy ktoś zamienia rockową piosenkę, którą kocham, w utwór do tańca…

Trzeci rodzaj to właśnie coś takiego jak Problem Ariany Grande w wykonaniu Hoziera. Coś, co sprawia, że piosenka jest bardziej interesująca – może to być ciekawa aranżacja. Dzięki temu utwór dostaje drugą szansę, drugie życie. Jeśli był mało znany, może stać się bardziej popularny. Wielu artystów poznałam poprzez covery ich piosenek, bo inaczej nie miałabym szansy ich usłyszeć. Czasem cover jest tak dobry, że nawet nie wiemy, że to cover! Trzeba jednak naprawdę ciekawego pomysłu. Niektóre utwory stają się bardziej popularne i lubiane jako covery właśnie dzięki dobremu pomysłowi na aranżację.

Są piosenki szczególnie ulubione przez artystów do coverowania. Znam na przykład chyba ze trzy wersje Enjoy The Silence Depeche Mode czy Running Up That Hill Kate Bush. I wszystkie są fajne. Są też zespoły, które na swoich płytach mają czasem covery albo grają covery na koncertach, na przykład HIM, który poznaliśmy dzięki utworowi Wicked Game (oryginalnie utwór Chrisa Isaaka), i muszę powiedzieć, że to jeden z najlepszych coverów, jakie znam. Zespół ten często gra na koncertach Rebell Yell Billy’ego Idola, a na pierwszej ich płycie znalazł się też cover Blue Oyster Cult – Don’t Fear The Reaper. Wiele innych zespołów/artystów ma na swoim koncie covery, które stały się hitami: Marilyn Manson – Tainted Love oraz Sweet Dreams, Guns n’ Roses – Knockin’ on Heaven’s Door, Nirvana – The Man Who Sold The World, Jeff Buckley – Hallelujah, Metallica – Whiskey In The Jar, Alien Ant Farm – Smooth Criminal, a to tylko niektóre covery zapadające w pamięć, bo wszystkich wymienić nie sposób.

Często artysta grając cover, oddaje hołd oryginalnemu artyście, co też jest rzeczą wartą wspomnienia. Ogólnie nie mam nic przeciwko coverom, bo wiele z nich jest naprawdę dobrych. Jeśli ktoś zagra czyjś utwór w ciekawy sposób, to świadczy to tylko o jego kreatywności. Ludzie różnie podchodzą do coverów, szczególnie jeśli są emocjonalnie związani z jakąś piosenką, np. bardzo ją lubią, ale trzeba przyznać, że bez coverów byłoby odrobinę bardziej nudno!

Nagłówek (fot. flickr.com)