Rubryki
0 razy skomentowano

Nasze Relacje | Spring Break 2015

Dodany przez | 01/05/2015
 

Made in Poland czyli dźwięki 104 zespołów (z czego 103 to artyści z Polski) przez 3 dni.

Przemyślenia: Pauli Kurowskiej

Spring Break 2015

Klubami w centrum Poznania zawładnęli młodzi, zdolni, lecz w dużej mierze jeszcze mało znani muzycy. Taka jest idea showcase’u. Jak się okazuje tego typu imprez w Polsce brakuje – prawie dokładnie miesiąc przed rozpoczęciem festiwalu, bo 24. marca, została wyprzedana cała pula biletów(!). To ogromne zainteresowanie zwraca uwagę na fakt, iż młoda polska scena muzyczna działa prężnie i na wysokim poziomie. O tym samym podczas jednego z paneli dyskusyjnych mówił m.in. Michał Ziółkowski. Zacznę jednak od części koncertowej, którą zainaugurował dla mnie koncert Króla.

Artysta, którego zapewne nie trzeba przedstawiać czytelnikom SoundUniverse urzekł mnie swoją płytową twórczością. Zarówno produkcje UR/KL jak i albumy solowe brzmią świeżo, drapieżnie, z nutą głębokiego smutku w muzyce i głosie wokalisty. Niesamowite efekty elektroniczne dodają gitarom przestrzeń do ciekawej prezentacji tematów. Jak to wypada na żywo? Niestety, mimo iż muzyka nadal brzmi świetnie, całość nie porywa. Klimat, który zawładnął dużą salą Centrum Kultury Zamek dawał dwojakie reakcje. Niektórzy bardzo entuzjastycznie odbierali muzykę i prowadzenie koncertu przez Króla, inni, jak dało się zauważyć, nie „kupowali” tego konceptu. Nagle teksty, które wcześniej porywały teraz zaczęły być po prostu śmieszne.

Później czekały mnie jeszcze 2 występy. Michał Sobolewski zagrał w pobliskim Alternativa Club, który był dobrą przestrzenią dla młodego muzyka. Koncertu słuchać można było zarówno pod sceną, będąc wsłuchanym w każdy dźwięk, jak i siedząc przy stoliku rozkoszując się całym klimatem koncertu. O godzinie 20:00 na scenę CK Zamek wyszedł z zespołem Radek Skubaja znany wszystkim jako Skubas. Panowie zagrali utwory z debiutanckiego albumu Wilczełyko oraz większość poruszających kawałków z Brzasku. Tuż przed tytułową piosenką Skubas powiedział: „A teraz zagramy singiel z 2. płyty. Ale ten gorszy”. Na to z tłumu dało się słyszeć krzyk: „Właśnie lepszy!”. Przy wyczekiwanym Nie mam dla ciebie miłości publiczność dała się ponieść emocjom zawartym w dźwiękach i tekście. Co ciekawe i zastanawiające słuchaczom brakowało jednak, w moim ogólnym odczuciu, polotu. Skubas, pełen estradowego luzu bawił się przez te 2 godziny niewątpliwie świetnie, lecz odbiorcy zachowywali w dużej mierze wręcz zachowawczy entuzjazm. Każdy utwór przyjmowany był burzą oklasków, ale gdy przed zagraniem szlagieru polskiego reggae, czyli Moich paranoi zespołu Daab, artysta poprosił o wspólne śpiewanie słyszałam niewiele głosów z widowni. Niemniej jednak, jako headliner pierwszego dnia, Skubas z zespołem zgromadził bardzo dużą publiczność i dał pokaz swych niesamowitych możliwości muzycznych i scenicznych.

Skubas (fot. Marzena Bloch)

Skubas (fot. Marzena Bloch)

W piątek Scena Na Piętrze gościła ciekawy młody skład z Poznania pod nazwą Lord & The Liar. Połączenie rocka, bluesa z improwizowanymi, jazzowymi wstawkami dało na koncercie kameralny klimat. Skojarzył mi się on z interpretującym niegdyś piosenki Stachury zespołem Pudełko Zapałek. Lord & The Liar potrafią opowiedzieć historię w sposób podobny do tego jak za pomocą fotografii robił to Henri Cartier-Bresson. Widzą to, co ukryte i przekazują za pośrednictwem muzyki. Jedynym mankamentem koncertu była za wysoka głośność.

Lord & The Liar (fot. Marzena Bloch)

Lord & The Liar (fot. Marzena Bloch)

Kolejny koncert to energetyczna petarda, która zawładnęła sceną W Starym Kinie. Krakowski zespół Rusty Cage, którego wokalista tego dnia po raz pierwszy odwiedził Poznań już po pierwszych dźwiękach rozruszał niewielką publiczność i zachęcił ludzi stojących przed klubem do uczestnictwa w półgodzinnym, entuzjastycznie przyjętym szaleństwie muzyków. Wystarczy posłuchać kawałka No One Is Guilty z tegorocznego albumu pt.: Walk Of Shame, by przekonać się, że amerykański rock w polskim wydaniu może porwać na koncercie do tańca. Dodatkową niespodzianką było rozdanie przez zespół kilku egzemplarzy płyty.

Rusty Cage (fot. Marzena Bloch)

Rusty Cage (fot. Marzena Bloch)

By ochłonąć po sporej dawce energii przyjętej od Rusty Cage powędrowałam do klubu Pod Minogą na koncert jednoosobowego projektu Asia i Koty. Joanna Kuźma roztacza wokół siebie uroczy klimat. Z jednej strony introwertyczna, z drugiej – dysponująca głosem, który potrafi porwać tłumy. To połączenie nieśmiałości i ogromnej siły (dobrze nam znane w osobie Katarzyny Nosowskiej) przy akompaniamencie gitary i pianina urzekło tego wieczoru zapewne wielu słuchaczy tego kameralnego występu.

O 21:30 w tym samym klubie przyszła pora na odrobinę zimnej fali prosto z Trójmiasta. Mowa o The Shipyard. Klimat sceny chowającej artystów w półmroku idealnie pasował do gatunku ich muzyki oscylującej w okolicach dokonań Joy Division i Editors. Wokalista Rafał Jurewicz nawet poruszał się w charakterystyczny dla koncertowego wizerunku Iana Curtisa sposób. Ciekawe na ile jest to w pełni świadomy zabieg, a na ile może być zapamiętanym przygotowaniem do kwietniowego koncertu Tribute to Joy Division. Porównuję tutaj oba zespoły nie dlatego, bo kogokolwiek nastawić w jakikolwiek sposób. The Shipyard grają swoje i robią to w magiczny sposób. Podczas koncertu dali nam posłuchać m.in.: singla z ostatniej płyty ( czyli piosenki So Much To Win) oraz znanego już z radiowych stacji nowego kawałka, coveru Kavinsky’ego pt.: Nightcall. Ten drugi kawałek wykonali pięknie. Wyciągnęli z niego to, co najlepsze zachowując przy tym swój charakterystyczny styl. Tłumów pod sceną nie było, ale od połowy koncertu wiele osób dało ponieść się melodyjności muzyki i tupało nóżką.

W klubie Blue Note o 22:00 rozpoczęli swój spektakl Panowie z Tides From Nebula. Post – rockowe dźwięki w połączeniu z minimalistycznym oświetleniem dały słuchaczom możliwość „odlotu”. W klubie rządziły instrumenty. Takie koncerty są chyba szczególnie zindywidualizowane w odbiorze, jednak reakcja jaką wzbudziło zejście dwóch gitarzystów na ze sceny i zagranie końcówki ostatniego wśród słuchaczy była taka sama: entuzjastyczne oklaski i okrzyki zapełniły na moment przestrzeń.

Tides From Nebula (fot. Marzena Bloch)

Tides From Nebula (fot. Marzena Bloch)

Ostatni dzień festiwalu to emanacja sił headlinerów festiwalu. Podczas gdy nad Poznaniem zaczęły zbierać się chmury atmosfera na festiwalu zdawała się zagęszczać z godziny na godzinę. Na panele dyskusyjne przychodziła większa publiczność, a wczesnym popołudniem brama przed Dziedzińcem Różanym zaczęła być okupowana przez fanów Years & Years.

Zdjęcie 5.

Fani Years & Years (fot. Paula Kurowska)

Zagraniczni goście zgromadzili chyba najliczniejszą publiczność podczas festiwalu, a stojąc niedaleko sceny miało się wrażenie uczestniczenia w jakimś socjologicznym i kulturowo istotnym zjawisku. Gdy wokalista brytyjsko – australijskiej formacji Olly Alexander pokazał się nam, piski rozentuzjazmowanych fanów były w stanie nadwyrężyć aparaty słuchowe stojących obok. Prawie dwudziestopięcioletni chłopak niewątpliwie oczarował tłum. Zapewne dzięki swoim zdolnościom aktorskim trafnie budował atmosferę i odpowiadał na reakcje publiczności. Na koncercie nie zabrakło hitów takich jak King, czy Desire. Kiedy fani wrzucili na scenę polską flagę z nazwą swoich idoli wokalista podziękował z wyraźną na twarzy wdzięcznością. Cały czas miałam nieodparte wrażenie, że jest nowym wcieleniem Justina Timberlake’a. Wysoki poziom artystyczny występu, porywająca muzyka oraz świetne wyczucie ruchu Olly’ego dały ogólne bardzo dobre wrażenie. Oby moda na Years & Years w Polsce nie okazała się przejściowa!

Years & Years (fot. Marzena Bloch)

Years & Years (fot. Marzena Bloch)

Koncert kolejnego znanego i lubianego muzyka odbył się znów w Scenie Na Piętrze. Miejsce wybrane mogło być nieprzypadkowo, ponieważ jest to najmniejsza scena teatralna na Wielkopolsce, a po jej deskach stąpali m.in.: Jerzy Stuhr, Gustaw Holoubek, czy Zbigniew Zapasiewicz. Z tym ostatnim wiąże się ciekawe zdarzenie, które Krzysztof Zalewski przytoczył stojąc przed publicznością. Zdradził nam, że za kulisami znalazł wspólne zdjęcie tego właśnie aktora, reżysera i swojego ojca (Stanisław Brejdygant, przyp. P.K.). Cały koncert miał zresztą w przekazie pomiędzy utworami charakter historyczny. Zaczął się nowym utworem pt.: Podróżnik i od tamtej pory publiczność została zabrana w wyprawę po dźwiękach i historiach skomponowanych wcześniej przez artystę, przeplatanych faktami z historii Poznania. Te krótkie fragmenty pozwalające muzykom nastroić instrumenty spowodowały, iż występ stał się jeszcze bardziej dynamiczny. Cóż, Panowie dostali niewiele czasu, bo tylko pół godziny. Widać było pośpiech, ale nie dało to odczuć niższej jakości koncertu. Zauważalna była również wzrokowa nić porozumienia między członkami zespołu, jednak zdaje się, że najlepiej rozumiały się instrumenty w rękach muzyków. Poza dynamicznymi kawałkami z Zeliga usłyszeliśmy spokojny Ósemko oraz nowy, równie, a może i bardziej klimatyczny utwór Duran. Publiczność, zmuszona do pozostania na miejscach siedzących odśpiewywała z Krzyśkiem kolejne piosenki, jednak już po pierwszych dźwiękach zagranego na sam koniec singlowego Jaśniej pierwsze rzędy pociągnęły za sobą całą salę do wspólnego klaskania, tańczenia i śpiewania.

Krzysztof Zalewski (fot. Marzena Bloch)

Krzysztof Zalewski (fot. Marzena Bloch)

Ostatnim headlinerem tego wieczoru na festiwalowej scenie była poznańska formacja Muchy. Kolejka przed wejściem na widownię Sceny Na Piętrze ciągnęła się ogonkiem przez pół podwórka. Panowie zagrali trwający ponad godzinę koncert, na którym mogliśmy usłyszeć wszystkie z ich najbardziej znanych piosenek. Występ został poszerzony o wizualizacje za sceną oraz odśpiewanie i zagranie trzech nośnych utworów razem z Krzysztofem Zalewskim – Nieprzeszkadzajmibotańczę, Bliżej oraz Najważniejszy dzień. Zdaje się, że Krzysiek przygotował już publiczność do spontanicznych reakcji, ponieważ znów wszyscy w pewnym momencie dali się porwać muzyce i zaczęli tańczyć. Te pozytywne reakcje rozlały się na cały Poznań, a wytrwałych poniosły na ostatnie koncerty.

Muchy (fot. Marzena Bloch)

Muchy (fot. Marzena Bloch)

Cały festiwal pokazał jak ciekawe i rozwijające może być spotkanie widzów z tzw. „branżą”. Liczne panele dyskusyjne okazały się potrzebne jednej i drugiej stronie. Przykładem może być wyartykułowanie po raz kolejny potrzeby zaistnienia na Openerze sceny z muzyką metalową, jak również zaznaczenie słuchaczom (również muzykom) przez pracowników wytwórni płytowych o ich otwartości na bezpośredni kontakt i potrzebę usprawnienia przepływu informacji między agencjami managementowymi i wytwórniami w Polsce. Organizacja przestrzeni imprezy była na wysokim poziomie. Jedyne, co można byłoby dograć i dopracować to organizacja czasu wolontariuszy. Zmiana, którą uważam za wartą przemyślenia to również wprowadzenie minimalnych (choćby 5-, 10-minutowych przerw pomiędzy tymi koncertami, które trwają jedynie pół godziny. Ogólnie Spring Break to bardzo dobre wpisanie się w niszę i najlepszy znany mi festiwal muzyczny ostatnich lat.

Przemyślenia: Agnieszki Szymańskiej

Refleksja z ostatniego wieczoru Spring Break 2015

Pomimo późnej pory w klubie Ptapty od godziny 22 sukcesywnie zaczęło przybywać ludzi. Miejsce kameralne, minimalistycznie urządzone, z małą sceną, bardzo klimatyczne, w sam raz na zakończenie intensywnego festiwalowego dnia.

Jest godzina 22.30, a publiczność może już podziwiać panów z Lennox Row. Ten krakowski projekt skupia na scenie pięciu bardzo utalentowanych muzyków. To połączenie gitary basowej, mandoliny, syntezatorów, perkusji i skrzypiec, wszystko okraszone porcją elektroniki. A do tego – przenikliwy wokal. Ta mieszanka zabiera słuchaczy w niezwykłą podróż w świat tajemniczy, dziwny, enigmatyczny. Utwór Solitude of a Common Ghost jest kwintesencją tego powyżej. Nie jest to jednak pozbawione pazura, wręcz odwrotnie – Lennox Row cechuje wirtuozeria i wspaniała energia, którą przelewają na publikę. Jest w ich muzyce coś wciągającego, co sprawia, że można odpłynąć w magiczną przestrzeń. I co ciekawe – da się zauważyć, jak dużą radość sprawia występ muzykom.

Po półgodzinnej przerwie świat jak gdyby zwalnia. Na scenie pojawia się (również z Krakowa) Inqbator, czyli Jakub Bugała wraz z trzyosobowym zespołem. Na scenie jest gitara akustyczna, elektryczna, perkusja i kontrabas, wszystko dopełniają klawisze. Jakub świetnie sobie radzi z nawiązaniem kontaktu z oczekującymi na występ. I w końcu – nadchodzi 23.30 i… Dzieją się czary. Głos Jakuba wprowadza publikę w nieziemski nastrój, skłania do refleksji. Podczas utworu Reflection doskonale czuć tą atmosferę. Jest intymnie. Jest kojąco. Jest pięknie. Nie jest to czysta melancholia – dźwięki, których doświadcza się podczas tego występu – owszem – wprawiają w zadumę, ale jednocześnie można dzięki nim poczuć wewnętrzny spokój i harmonię. Wszystko składa się w jedną, niepowtarzalną całość. Na koniec artysta sam „wprasza się” na bis, ale nikt nie oponuje, dla wszystkich jest oczywistym, że te cuda powinny trwać dalej.

Inqbator (fot. Paula Kurowska)

Inqbator (fot. Paula Kurowska)

Wieczór ten na długo zostanie w pamięci. Lepszego zakończenia soboty nie można było sobie wymarzyć. Były to dwa rewelacyjne koncerty, a jedyna ich wada to to, że były krótkie. Po wszystkim pozostaje tylko zachęcić do zagłębienia się w twórczość Panów z Lennox Row i zatopienia się w niesamowitych doznaniach muzycznych jakich dostarcza Inqbator.

Publiczność (fot. http://spring-break.pl/)


Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796
Dodaj komentarz jako pierwsza osoba!
 
Odpowiedz na komentarz
Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

 

    Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Pozostaw odpowiedź 
Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796