Rubryki
0 razy skomentowano

Kurt Cobain: Skazany na grunge

Dodany przez | 05/04/2014
Informacje
 
 

Jestem grunge’em, a skoro grunge to śmiecie, to jestem z tego dumny.

Urodzony 20 lutego w wiecznie deszczowym i ponurym mieście drwali – Aberdeen Kurt Cobain przeżył w pełni szczęścia najmłodsze lata dzieciństwa. Był wesołym, bystrym, bardzo zdolnym, uwielbianym przez całą rodzinę dzieckiem. Każdego dnia był wesół i wstając cieszył się nowym dniem, mówi jego matka Wendy. Uwielbiał rysować i  grać na instrumentach. Co więc stało się, że ze słodkiego entuzjasty narodził się jeden z największych buntowników wszech czasów?

Życiowa ścieżka Kurta, która doprowadziła do samobójczej jego śmierci 5 kwietnia 1994 roku, była bardzo zawiła i pokazuje, że Kurt Cobain, jak nikt inny, skazany był na grunge. Jednym z najważniejszych punktów zwrotnych w jego życiu był rozwód rodziców. Kurt miał w tedy 8 lat i od tamtej pory jego życie w niczym nie przypominało dotychczasowej sielanki. Mój świat nagle się zmienił. Stałem się aspołeczny, powiedział. Cobain ciągle zmieniał miejsce zamieszkania – raz mieszkał z matką, potem z ojcem, czasem u któregoś z kuzynów lub też pod mostem… Nie mógł pogodzić się z rozstaniem rodziców oraz nie mógł znieść ich nowych partnerów. Czuł się wyobcowany i uczucie to miało nie opuścić go aż do ostatnich chwil jego życia.

Młody Kurt nie mógł odnaleźć się w społeczeństwie drwali, gdzie termin taki jak ‘sztuka’ praktycznie nie istniał, w drużynie sportowej, do której posłał do jego ojciec, ani w szkole, w której nigdy nie odnalazł przyjaciół. Jego niechęć do społeczeństwa odcisnęła olbrzymie piętno na jego osobowości i stała się głównym czynnikiem determinującym jego osobowość. Kurt, jako początkujący, aspołeczny, nierozumiany przez nikogo muzyk, za wszelką cenę szukał podobnych do siebie odmieńców. Jednak, jako że w Aberdeen sztuka jako taka nie istniała, zaczął zadawać się ze słuchającymi rocka, palącymi trawę dzieciakami, co można uznać za  pierwszy krokiem do jego późniejszego uzależnienia od narkotyków (o które w tamtych czasach było naprawdę bardzo łatwo). Na jego późniejsze problemy bardzo duży wpływ miało również wydarzenie z czasów jego dzieciństwa, kiedy to przyjmował silne  leki na ADHD, których skutkiem ubocznym była łatwiejsza skłonność do uzależnień. Warto wspomnieć, że ten sam lek przyjmowała również jego przyszła, także uzależniona od heroiny, żona – Courtney Love.

Moim zdaniem, ogromny wpływ na stan Kurta miały również alkoholizm, choroby psychiczne oraz dwa samobójstwa, które miały miejsce w jego rodzinie. Kurt wielokrotnie powtarzał, że sam kiedyś się zabije. Niewielu jednak go słuchało. Większość uważała, że to jedno z jego zagrań mających na celu pokazać jego nastawienie do świata i do ludzi. Kurt uwielbiał robić wszystko na przekór, nie znosił przeciętności i tych, którzy nie akceptują inności. Nie jestem gejem, pomimo że chciałem być, tylko by wkurzyć homofobów, powiedział kiedyś. Jednak jego wyznanie o samobójstwie nie było tylko pustym, nic nie znaczącym manifestem. On po prostu czuł, że nie będzie nigdzie przynależał. Wszystko co robił, każdy najmniejszy szczegół jego życia, udowadniał mu, że tu nie pasuję. Gdy był dzieckiem, szczytem jego marzeń było zostanie gwiazdą rocka. Uważał, że byłaby to jedyna rzecz, która mogłaby go uszczęśliwić. Pochwycił się więc tej myśli i  podporządkował jej całe swoje życie. Jednak im dalej wędrował, im więcej osiągał, tym bardziej boleśnie przekonywał się jak dalece rzeczywistości jest do jego marzeń. Tak jak nienawidził swojej rodziny i społeczności Aberdeen, tak, po sukcesie płyty Nevermind, zaczął odczuwał niechęć do swoich fanów. Kurt nie mógł poradzić sobie z ogromnym sukcesem jaki odniosła Nirvana – z utratą prywatności, ciągłym zainteresowaniem oraz pomyjami, które z czasem zaczęły wylewać na niego gazety.
Przebłyskiem szczęścia w jego, pogrążającym się w coraz większej beznadziei życiu, były narodziny córki – Frances Bean. Trzymanie w rękach Frances to najlepszy narkotyk na świecie, powiedział. Mimo że oszczerstwa kierowane przez media w kierunku Kurta i Courtney doprowadziły do chwilowego odebrania im praw rodzicielskich, córka była dla Cobaina najwspanialszą rzeczą podarowaną przez los.
Presja, którą odczuwał oraz trudy życia w trasie, przyczyniły się do nasilenia jego bólów brzucha. Żaden lekarz nie mógł stwierdzić przyczyn jego dolegliwości, więc Cobain, aby złagodzić cierpienie sięgnął po jedyne znane mu lekarstwo, czyli po heroinę. Była one jego ucieczką od wszystkich problemów. Było jego ukojeniem, którego nie odnalazł ani w rodzinie, ani wśród kolegów z zespołu, ani nawet u żony. Chciałbym, żeby był ktoś, kogo mógłbym poprosić o radę, przy kim nie czułbym się odmieńcem, napisał w swoim dzienniki. Niestety była tylko heroina.

Kurt Cobain nie mógł poradzić sobie z rosnącą sławą. Nie mógł znieść, że mógłby stać się jednym z tak nie nienawidzonych przez siebie pozerów. Koncerty przestały sprawiać mu przyjemność, tak samo jak tworzenie muzyki. Zaczął odczuwać, że się wypala.
8 marca 1994 roku po raz pierwszy spróbował popełnić samobójstwo – w jednym z rzymskich hoteli przedawkował lek Rohynpol, który zmieszał z alkoholem. Na szczęście na czas został znaleziony przez swoją żonę. Po czterech dnia został wypisany ze szpitala i powróciło domu w Seatle, gdzie już 5 kwietnia 1994 roku nikt nie zdążył z pomocą.
Kurt Cobain zażył śmiertelną dawkę heroiny i przypieczętował swój los strzałem w głowę.

Znając dokładnie historię życia Kurta, nigdy nie dziwił mnie jej koniec. Był on prawdziwie tragicznym bohaterem, którego każde nawet najdrobniejsze wydarzenie przybliżało do śmierci. Wielu ludzi nie rozumie jego decyzji. Wielu chciałoby, aby nigdy jej nie podjął. Nigdy jednak nie zrozumieją oni, że lepiej spłonąć niż się wypalić.

Kurt Cobain (fot. huffingtonpost.com)