Rubryki
0 razy skomentowano

Koleś z Nirvany

Dodany przez | 21/11/2015
 

Niedawno do naszego kraju zawitali po raz drugi Foo Fighters (pierwszy ich koncert w naszym kraju miał miejsce bardzo dawno, bo w 1996 r.). Jest to jeden z zespołów, które chciałabym zobaczyć najbardziej. Nie tylko dlatego, że jestem ich fanką, znam większość utworów i uważam, że są jednym z najlepszych rockowych zespołów rockowych na świecie.

Chciałbym kiedyś znaleźć się na ich koncercie, bo byłoby to niezapomniane przeżycie. Foo Fighters to jeden z zespołów, które bardzo dobrze wypadają na żywo. Nie dlatego, że robią wielkie show z bogatą scenografią. Na scenie nie pojawia się ogień, dym, lasery, gra świateł, tancerze, nikt nie zjeżdża na linie itp. Wręcz przeciwnie – chłopaki wychodzą na scenę w jeansach, zwykłych podkoszulkach i trampkach – widać, że są po prostu sobą. Dave prawie zawsze żuje gumę, nawet podczas śpiewania (!). Kiedy trzeba potrafi nieźle wrzasnąć, ale każdą balladę zaśpiewa z uczuciem. Kiedy wychodzi na scenę uśmiechając się do publiczności, ona już szaleje zanim jeszcze zespół zacznie grać, bo wie, czego może się spodziewać: dużej dawki dobrego rocka, energetycznego grania i pewności, że zespół da z siebie wszystko.

Jak wielu muzyków Dave zaczynał od grania z kolegami jako nastolatek. Muzyką zainteresował się po pamiętnym koncercie punkowym, na który zabrała go starsza kuzynka. Kilka lat później, oszukując w kwestii wieku, poszedł na przesłuchanie swojego ulubionego zespołu (Scream), który właśnie szukał perkusisty. I jak się domyślacie – dostał tę posadę. Kiedy pewnego dnia zobaczył go Kurt Cobain, zapragnął go mieć w Nirvanie i tak też się stało – resztę historii już znacie.

Nie znam się na grze na instrumentach, a na perkusji to już chyba w ogóle, ale trudno oderwać wzrok od grającego na tym instrumencie Dave’a. Często frontman przesłania innych muzyków, szczególnie jeśli jest ich w zespole tylko trzech, jak w Nirvanie, ale Dave’a nie można było nie zauważyć. Szybko został uznany za świetnego perkusistę i na pewno przyczynił się do sukcesu Nirvany.

Dave wydaje się być człowiekiem skromnym, sympatycznym i skupionym na muzyce i fanach. Ma niesamowitą ilość energii, charyzmę, duże poczucie humoru (pamiętacie teledyski do Learn To Fly czy Big Me?). Z jego wypowiedzi w wywiadach wynika też, że twardo stąpa po ziemi, sława nie przewróciła mu w głowie. Ciągle szuka nowych dróg, inspiracji. Jeśli chce nagrać płytę w swoim garażu, robi to. Jeśli ma ochotę nagrać każdą piosenkę z płyty w innym mieście – nic nie stoi na przeszkodzie. Robi to wszystko z miłości do muzyki, nie goni za modą, konsekwentnie realizuje swoją muzyczną wizję. Poza tym chętnie występuje gościnnie na płytach innych muzyków, angażuje się w przeróżne projekty muzyczne.

Rzadko się zdarza, żeby po rozpadzie zespołu, któryś jego członek odniósł tak wielki sukces jak Dave po rozpadzie Nirvany – legendarnego już zespołu. Trudno przeskoczyć coś takiego, ale jemu się udało. Już w 1995 roku wydał pierwszą płytę pod szyldem Foo Fighters. Okazało się, że jest nie tylko utalentowanym perkusistą, z gitarą radzi sobie nie gorzej, a do tego ma wokal idealny do śpiewania rocka. Kto mógłby się tego spodziewać? Zapewne na początku myślano o Foo Fighters jako o „zespole tego perkusisty Nirvany”, ale czasem to się zmieniło. Zespół odnosił coraz większe sukcesy, zdobywał kolejne nagrody, kolejnych fanów. Dziś, po wydaniu Sonic Highways, ósmego w karierze albumu, zespół jest na szczycie i już od dawna nikt nie mówi o Dave’ie Grohlu „ten koleś z Nirvany”, zwłaszcza, że minęło już 20 lat i młodsi fani niekonieczne znają lub lubią muzykę tego zespołu. Dave wraz z kolegami wypracował własną markę i jest to silna marka, której nic nie zagraża.

Chciałabym, żeby w muzyce było więcej takich ludzi, dla których nie liczy się image, pogoń za nowymi trendami muzycznymi, którzy robią to, co lubią i są w tym konsekwentni. Dzisiaj bywa z tym różnie, ale jedno pozostanie niezmienne: dobra muzyka i talent obronią się same.

Foo Fighters (fot. flickr.com).