Rubryki
1 razy skomentowano

John Zorn (Zorn@60) – Warszawa (15/07/13)

Dodany przez | 31/07/2013
Informacje
 
 

John Zorn – kto nie zna tego nazwiska, ma sporo do nadrobienia. Nie chodzi mi jedynie o obszerną dyskografię amerykańskiego muzyka, ale o fakt, że włożył wiele w rozwój muzyki awangardowej.

Wystarczy, że wspomnę o Naked City, Masadzie, Dreamers, Moonchild Trio, czy Bar Kokhba, żeby wywołać wśród słuchaczy muzyki ambitnej ciarki na całym ciele. Koncerty Zorna to zawsze emocje, zaskoczenia, ale przede wszystkim (niezależnie od upodobań i werdyktów końcowych) świetnie wykonana muzyka. Muzyka nie zawsze łatwa, bowiem muzyk przez całą karierę z uporem maniaka udowadniał jak łatwo można pokonywać granice muzyczne. I robi to do teraz, chociaż właśnie stuknęła mu sześćdziesiątka.

Imprezkę zaplanował sobie całkiem huczną, bowiem projekt Zorn@60 obejmuje koncerty na całym świecie z przekrojowym materiałem tego, co Zorn obecnie tworzy. Na całe szczęście udało się saksofonistę ściągnąć także do Polski, gdzie oddano mu cały dzień legendarnego już festiwalu Warsaw Summer Jazz Days.

Mimo tego, że koncert rozpoczął się z niemałą obsuwą, trzeba cieszyć się, że w ogóle się rozpoczął. Nie od dziś wiadomo, że Zorn jest przeczulony na punkcie fotoreporterów, a tym razem koncert miał być filmowany przez Telewizję Polską. Wynegocjowanie jakiegoś kompromisu zajęło trochę organizatorom, ostatecznie Zorn kazał zdjąć całą scenografię, usunąć większość kamerzystów, a tym, którzy zostali, kazał zmienić ustawienie. Wszyscy obawiali się jak w takim razie wyglądać będzie transmisja telewizyjna (dziś już to wiemy – 21.07 TVP2 odtworzyła rewelacyjne nagranie z pierwszej części koncertu), ale ważniejsze było to, że machina w końcu ruszyła i mogliśmy delektować się fantastyczną muzyką.

A zaczęło się… od piosenek. Song Project to wybrane przez Zorna kompozycje z całego swojego dorobku, do których zlecono napisanie tekstów (honory czynili między innymi Mike Patton, Jesse Harris, Sean Lennon i Laurie Anderson). Te zaś zostały na żywo wykonane przez trójkę wokalistów – Sofię Rei i wspomnianych już Pattona i Harrisa. Muzycznie działo się wiele – od knajpianego jazzu, klimatów latynoskich, łagodnych ballad, bujającego rocka, po typowe dla twórczości Amerykanina awangardowe hałasy. Tych ostatnich pojawiło się niestety najmniej, a po reakcjach publiczności jasnym stało się, że głównie po to przyszli. W tych szalonych i mocniejszych kompozycjach pałeczkę przejmował ulubieniec publiczności – Mike Patton. To co robił ze swoich głosem jak zawsze wprawiało w osłupienie. Niskie tony, którymi od zawsze uwodzi swoje fanki, czyściutkie falsety i to co tygryski lubią najbardziej – hardcorowe krzyki i najdziwniejsze efekty dźwiękowe, które można wydobyć z ust. Rei i Harris nie odstępowali mu na krok, choć ich śpiew zdecydowanie różnił się od tego co do powiedzenia miał były wokalista Faith No More. Głos Harrisa ma w sobie coś z Stinga, jest wyjątkowo łagodny, co było przyjemnym kontrastem do wariującego Pattona. Czasem wydawało mi się, że nieco męczy się ze śpiewaniem, momentami nie trafiał w dźwięk, ale za to miał fajne poczucie melodii, a numery, które wykonywał przyciągały uwagę. Nie inaczej było w przypadku Sofii Rei, której charakterystyczny i ciepły wokal przenosił słuchaczy do Hiszpanii. Nieznana mi wcześniej wokalistka czarowała jak mało kto, wspaniale było posłuchać jej wykonań. Cała trójka była dobrana idealnie do swoich utworów, jednak prócz samego śpiewu istotne były także części instrumentalne. Tu brylowali John Medeski (klawisze) i Marc Ribot (gitara). Klawiszowiec wywijał na swoich organach Hammonda niesamowite, skomplikowane solówki, jednak kiedy chwytał się fortepianu potrafił także zagrać delikatnie i bardziej lirycznie. To chyba największa zaleta zespołu Zorna – są to tak wspaniali muzycy, że potrafią się dopasować do każdego klimatu, wyciskając z niego tyle ile się da. A kiedy ma się taką sekcję jak Trevor Dunn i Joey Baron, muzycy mogą poszaleć jak tylko chcą.

Druga część koncertu miała już być dużo trudniejsza, jakby Zorn chciał testować wytrzymałość swoich fanów. Na początku Illuminations, czyli kompozycja na fortepian obsługiwany przez Stephena Goslinga, któremu towarzyszyli Dunn na kontrabasie i Kenny Wollesen na perkusji. Ci dwaj improwizowali do odgrywanego przez Goslinga utworu, tworząc freejazzową ucztę. Gosling w zawodowy sposób szefował pozostałej dwójce, która musiała dopasować się do tego co grał, a grał bezbłędnie. Trzeba jednak przyznać, że gdyby ten koncert trwał dłużej, mogłby się to okazać zbyt monotonne, co kompozytor na szczęście przewidział. Na szczęście, bo po około piętnastu minutach pojawiły się Jane Sheldon, Lisa Bielawa, Melissa Hughes, Abby Fischer i Kirsten Sollek, które miały wykonać The Holy Vision – kompozycję skałdającą się jedynie z głosu ludzkiego. Chociaż początkowo obawiałem się tego co miało nastąpić, cały występ uroczych Pań słuchałem skupiony i ostatecznie zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Cały utwór składał się wielu nawiązań do muzyki sakralnej i typowych dla tego rodzaju kompozycji harmonii wokalnych, ale nie zabrakło także odjechanych momentów, pełnych pozornej kakofonii. Całość, dzięki powtarzanym co jakiś czas głównym frazom, stała się czytelna i spójna a wspaniałe wokalistki zyskały mój podziw. Liczę, że kiedyś usłyszymy je na albumie studyjnym… The Alchemist miało być ostatnim występem w czasie drugiego setu. Albo byłem już dość zmęczony, albo zwyczajnie to objawienie Zorna kompletnie mnie nie przekonało. Zdecydowanie za długa, choć bardzo dobrze wykonana nowoczesna i pełna awangardowych rozwiązań kompozycja, okazała się być ciężkostrawnym daniem. Kwartet smyczkowy w składzie: Pauline Kim (skrzypce), Jesse Mills (skrzypce), David Fulmer (altówka) i Jay Cambpell (wiolonczela), chociaż dwoił się i troił, nie był w stanie przebić pięciu wokalistek śpiewających chwilę wcześniej. Ja już wtedy myślami wyprzedzałem wydarzenia i czekałem na set następny…

Kiedy na scene wkroczyli Mike Patton, Trevor Dunn, Joey Baron i John Medeski, publiczność dała znak, że właśnie na to czekali. Nie oszukujmy się – większość ludzi przyszła właśnie na darcie mordy Pattona. A tutaj było tego trochę… Panowie zagrali materiał z płyty Templairs: In Sacred Blood, którą oceniam bardzo wysoko, i która jest godnym reprezentantem umiejętności tego składu. Poszczególne kawałki oparte o transowe partie basu Dunna i pętle perkusyjne Barona wciągały, a dzięki organom Johna Medeskiego nabrały jazzowego polotu, ale też sakralnego brzmienia. Wisienką na torcie był oczywiście wokal Pattona, który prócz częstych krzyków popisywał się też demonicznymi monologami, klimatycznymi szeptami, czy nawet zaśpiewami rodem z chorałów gregoriańskich. Do tego jego sceniczne wybryki, nakręcanie się podczas perkusyjnych przyspieszeń i sugestywna mimika – znak, że warto było przetrzymać jakoś występ wcześniejszy… Panowie sprawnie dryfowali pomiędzy stonowanymi, niemal monotonnymi motywami, a rozbieganymi, potężnymi fragmentami, po których publiczność reagowała z ogromnym entuzjazmem. Występ Moonchild zleciał mi tak sprawnie, że niemal nie zauważyłem, kiedy muzycy ucielki ze sceny. Miało nadejść najlepsze.

Punkt kulminacyjny tego urodzinowego party, miały uświetnić występy dwóch najbardziej znanych zornowskich składów – The Dreamers i Eletric Masada, po pół godziny dla każdego z nich. Szkoda, bo o ile to co zagrali Dreamersi, pokazano już mniej więcej na samym początku podczas Song Project, o tyle trzydzieści minut dla elektrycznego wcielenia Masady to zdecydowanie za mało. Ci pierwsi pokazali, że nawet mniej wymagającą muzykę można zagrać fenomenalnie. Trzeba muzykom Zorna przyznać, że są najlepsi w swoim fachu i żaden z nich nie mógłby przez Kazimierę Szczukę zostać nazwanym najsłabszym ogniwem. Zagrali lekki jazzik, nieco bluesowe kawałki, troszkę było w tym też rock’n’rolla, ale wszystko czego się tknęli miało to coś, czego nie ma podczas koncertów większości młodych zespołów. Ribot na gitarze to prawdziwy czarodziej, nawet jeżeli nie wydobywa ze swojej gitary miliarda dźwięków na sekundę. Jednak swoją moc mógł pokazać dopiero wtedy, gdy rozpoczęła Electric Masada. To był Zorn z prawdziwego zdarzenia i nawet jeśli gówny bohater powydzierał się swoim saksem tylko przez około dziesięć minut, warto było to usłyszeć! Dwie perkusje (Joey Baron i Kenny Wollesen) i obsługiwane przez Cyro Babtiste perkusionalia całkowicie wypełniły Salę Kongresową, dając reszcie muzyków podstawę to dzikich poszukiwań. Freejazzowe, nie pasujące do siebie fragmenty zostały zestawione razem zapewniając publiczności najmocniejsze tego dnia doznania. Maszyna nie mogła jednak rozkręcić się całkowicie, bo w momencie, kiedy wydawało się, że będzie już tylko lepiej… koncert zakończono. I choć te kilka chwil solidnej łupaniny warte były czekania, opuszczałem Pałac Kultury z tym okropnym wrażeniem, że przecież mogło być dużo lepiej…

John Zorn od paru lat stara się, by na stałe przyklejono mu łatkę kompozytora. Nie udziela się już tak często jako muzyk, chociaż płyt wydaje ciągle więcej i więcej. Chyba właśnie to chciał pokazać, podczas swojego jublieuszowego koncertu. Wszystkim zebranym tego wieczoru w Sali Kongresowej może się to podobać bardziej lub mniej, choć pewnie większość liczyła, że zamiast dyrygowania swoimi muzykami, maestro chwyci częściej za swój instrument i rozniesie całą stolicę w drobny pył. Niestety nie stało się tak. Mimo wszystko był to bardzo udany koncert, a ja, jako że po raz pierwszy mogłem muzykę Zorna usłyszeć na żywo, byłem przeszczęśliwy i każdemu, kto jeszcze takiej okazji nie miał, gorąco polecam. Niesamowite przeżycie.

Ignacy Puśledzki


Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Notice: Undefined variable: comment_num in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-content/themes/steam/comments.php on line 16
razy skomentowano
 
Odpowiedz na komentarz
Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

 

    Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Pozostaw odpowiedź 
Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796