Rubryki
0 razy skomentowano

Destination Eurovision (4.05.17)

Dodany przez | 05/05/2017
 

Dzień piąty okazał się długim maratonem pełnych muzycznych wrażeń w Kijowie. Tę sytuację determinował swobodny dostęp dziennikarzy do areny, gdzie już niebawem paręnaście tysięcy osób będzie rozgryzało to, co Ukraina ma do zaoferowania w tym roku.

A więc nagrań i zdjęć nie było końca. Sama scena prezentuje się znakomicie, jej nieregularne kształty szczególnie w górnej warstwie wyświetlaczy, robią bardzo dobre wrażenie. Sądzę, że to zdecydowany plus, który delegacje poszczególnych reprezentantów mogą przekuć w bardzo trafione i widowiskowe wizualizacje. Samo zagospodarowanie International Exhibition Center w części wydzielonej dla show jest wykonane z głową, choć odnoszę wrażenie, że przy odrobinie chęci organizatorów mogłoby się pojawić jeszcze więcej miejsc stojących.

Przechodząc jednak do sedna, dzień rozpoczęliśmy od Szwecji i tutaj duże słowa uznania kieruje do Robina który widać, iż czuje się pewniej na scenie. Wokalnie zaprezentował się o niebo lepiej niż przy pierwszych próbach, co raczej cementuje moje przekonanie o jego gładkim awansie do finału. Same wizualizacje, choć trochę powtarzalne, również mogą się podobać. Po nim na scenie zameldowała się Tako z Gruzji i jej występ niewiele zmienił pod kątem mojej oceny jej propozycji. To troszkę podobna sprawa jak ta z Chorwacją, gdzie wokal jest bardzo dobry i nie można wiele mu zarzucić – jednak sama piosenka jest nieudana. U Jacquesa z powodu plastikowatości i dziwnych durnot, a w przypadku Gruzji z powodu ogromnego balonu patetyczności. Na scenie jest po prostu nudno, choć warto pochwalić ekipę tego kraju. za dobry pomysł spójnego tła utrzymanego w przewodnim motywie czerwieni.

Australia wysłała w tym roku najsłabszą piosenkę ze wszystkich, na jakie postawili w Eurowizji, ale Izaah dalej robi świetną robotę i wstydu swojej ojczyźnie nie przyniesie. Wokalnie się oszczędzał, jednak od pierwszego do trzeciego występu delikatnie otwierał furtkę dla swojego znakomitego głosu. Prezentacja sceniczna nie jest skomplikowana, a jego występ zdobi właśnie jego sylwetka w najróżniejszych wariantach i ujęciach. A więc jeśli ktoś jest fanem zaginionego brata Ivana Komarenko… lub na odwrót, to będzie z tego wokalisty zadowolony!

Albania nie podołała swojemu zadaniu – Lindita postawiła na kuriozalny ubiór sceniczny czyli strój przypominający po części suknie ślubną, z założonym przez pierwszy fragment występu welonem. Wygląda to nijak i zupełnie nie kontrastuje z zapierającymi dech wizualizacjami za nią, które utrzymane są w duchu oficjalnego teledysku do piosenki. A więc mamy statki, zegary i planetę ziemię co w końcu nie może dziwić, bo sama zainteresowana zaśpiewa piosenkę World. Wszyscy byli też ciekawi co zaprezentuje dla wielu jeszcze do nie dawna faworytka do walki o wysokie pozycje w finale – Blanche z Belgii. Uspokajam jej fanów, City Lights zabrzmiało na scenie dużo lepiej niż w pierwszej turze prób, sama wokalistka wydawała się lepsza wokalnie, wizualnie (zmiana stroju na suknię… również białą!) no i wzrosła jej pewność siebie… choć do ideału dalej wiele brakuje!

Czarnogóra i Slavko zaś to jeden wielki kocioł. Wokalnie ekscentryczny artysta spisuje się dosyć źle i można mieć wątpliwości czy uda mu się utrzymać ten poziom do wtorku, a wręcz go nie pogorszyć. Mimo wszystko to dziwne show lubię, tak jak jego postać – biorąc z dobrodziejstwem inwentarza wszystkiego wady i całe to szaleństwo które tworzy dookoła siebie. Refren dalej mnie chwyta! Po nim pojawiła się znakomita Finlandia, która czaruje, która wzrusza, która powoduje gęsią skórkę. Nie wyobrażam sobie finału bez nich. Kolejne trzy próby z powodu konferencji prasowych wcześniej artystów + innych obowiązków ominąłem. Jednak z relacji kolegów i koleżanek wynikało, że o ile Portugalia zaprezentowała się stabilnie i dobrze, czyli siostra Salvadora (co warte odnotowania po raz ostatni) podołała zadaniu zastąpienia brata, to Azerbejdżan oraz Grecja katowały albo dziwną ideą występu (Dihaj) alb straszliwymi wokalami (Demy).

Po krótkiej przerwie dostaliśmy występy Kasi – w nowej sukience, z czerwoną szminką na ustach, z ciemniejszymi tłami. Jest tak dobrze jak to tylko możliwe, Kasia jest obłędnie perfekcyjna wokalnie, wszystko gra idealnie. Teraz nasz los leży w rękach Europy. Mołdawia z Epic Sux Guyem to zaś mimo mankamentów głosowych dalej świetna zabawa, skoczna melodia i tekst który do głowy wpada i z niej nie wychodzi. Bardzo fajne wizualnie show no i powrót do koncepcji z druhnami.

Islandia również została ofiarą braku możliwości teleportowania się w różne miejsce w sekundkę, stąd występ Svali znam z opowieści kolegów i koleżanek po fachu. Ci wskazują na różne plusy i minusy, jednak najczęściej pojawiającym się spostrzeżeniem, jest brak odwzorowania wielu udanych elementów występu z finałów preselekcji – brak właściwej choreografii i oddania klimatu. Udało mi się natomiast zarówno obejrzeć próby Czech i Cypru, jak i króciutko porozmawiać z artystami na konferencji. Martina brzmi dobrze i nic nie zmieniło się w kontekście początkowych oczekiwań i opinii co do jej obecności tutaj. Świetna piosenka z jazzowym posmakiem, która jednak może przepaść na tle innych propozycji. Cypr natomiast stał się na scenie dużo bardziej spójny i prawdopodobnie to co będzie chciał osiągnąć Hovig – to osiągnie. A jest to pewny finał. Nowoczesna popowa aranżacja Thomasa G:sona zrobi w Kijowie swoje!

Już jutro wkracza na scenę Wielka Piątka + Ukraina, godziny pracy się wydłużą, będzie bardzo ciekawie i oby pięknie oraz tanecznie.