Rubryki
0 razy skomentowano

Białystok New Pop Festival (13-14.07.18)

Dodany przez | 16/07/2018
 

Podczas nowej muzycznej inicjatywy w stolicy Podlasia wystąpili m. in. The Dumplings, Natalia Nykiel, Brodka czy Nosowska. 

Co Jest Grane 24 znalazło skuteczny sposób nie tylko na promocję polskiej muzyki, ale również na integrowanie lokalnych społeczności i uprzyjemnianie czasu mieszkańcom różnych miejscowości. Festiwale organizowane w różnych miastach (Co Jest Grane Festival w Warszawie czy Olsztyn Green Festival w Olsztynie) w tym roku wzbogaciły się o Piknik Kulturalny Co Jest Grane we Wrocławiu i New Pop Festival w Białymstoku. Ten ostatni miastu był szczególnie potrzebny. Stolica Podlasia od lat jest niemal martwa kulturalnie, głównie poza okresem wakacyjnym, kiedy mało który artysta postanawia odwiedzić miasto i zawitać do klubu. Impreza stała się więc szansą na nadrobienie całorocznych zaległości i zobaczenie artystów, którzy skrzętnie omijali północny wschód podczas koncertowych wojaży.

Tak właśnie miała się sytuacja z The Dumplings, którzy dwukrotnie odwoływali swój koncert w Białymstoku. Ostatnio byli tu na początku swojej kariery – w 2013 roku. Trochę szkoda, że nie byli w stanie tej pięcioletniej absencji w szczególny sposób wynagrodzić. Zagrali przyzwoity koncert, z dwoma premierowymi utworami, ale obeszło się bez szczególnej rewelacji i energii. Brakowało również nieco więcej kompozycji z debiutu, które obfitowały w znacznie bardziej taneczny potencjał i ujmowały lekkością i zwiewnością. Oby ich powrót na klubowy koncert nastąpił i pełny był tak intensywnych piosenek jak nowy Raj.

Zespół Albo Inaczej 2 z gościnnym udziałem Moniki Borzym, Justyny Święs, Natalii Nykiel, Te-Trisa i Sokoła również nie porwał. Jazzowo-bluesowe aranżacje klasyków polskiego rapu nużyły, a próby rozruszania tłumu zarówno przez Te-Trisa, jak i przez Sokoła, spełzły na niczym. Ten drugi mógłby też dokonać pewnej autocenzury, bo rzucanie mięsem o wczesnej godzinie i w obecności dzieci nie przystoi. Wykorzystanym potencjałem okazał się jedynie utwór Gdyby miało nie być jutra zaaranżowany w agresywny, przystający do punkowego charakteru tekstu sposób. Przyjemny okazał się również Total błękit Natalii Nykiel ubrany w rockowe szaty. Niestety, cała reszta koncertu, głównie przez brak charakteru, szybko umknęła z pamięci.

Na szczęście Natalia chwilę później pojawiła się na scenie ze swoim solowym koncertem, pokazując wszystkim jak robi się show. I to właśnie był moment, który zmienił zachowanie publiczności. Nieśmiałe wymachiwanie rękami, obecne podczas popisów Albo Inaczej 2, przemieniło się w taniec, skoki i śpiewy, bardzo uzasadnione, biorąc pod uwagę setlistę artystki. Pojawiły się zarówno Pół dziewczyna i Bądź duży, jak i Error oraz Ground Control, nie wspominając oczywiście o prawie wszystkich utworach z zeszłorocznego albumu DiscordiaSpokój, Kokosanki, Total błękit czy The Lovers. Wrażenie robiła zarówno linia basowa niektórych utworów (na pierwszym miejscu niezmiennie Bądź duży) jak i perkusja, a wisienką na torcie była sceniczna energia i charyzma samej artystki. Cóż, tak właśnie powinny wyglądać electropopowe koncerty.

Brodka przywiozła do Białegostoku ten sam set, który dwa miesiące wcześniej miała okazję zagrać podczas jednego z koncertów w Warszawie. Piosenki z Grandy na nowo zaaranżowane na modłę Clashes, wydłużone, inne brzmieniowo (hałaśliwy utwór tytułowy), zaskakujące. Na koniec pojawiła się również kompozycja Ten przemieniona z piosenki pop na rockowy utwór z mocną końcówką. Poza tym bez niespodzianek, chociaż z pewnością koncert można zaliczyć do udanych.

Kayah, urodzona w Białymstoku i mająca z tym miastem liczne wspomnienia (których nie omieszkała przytoczyć pomiędzy piosenkami), zamknęła pierwszy dzień festiwalu. Przekrojowy koncert objął zarówno kompozycje z kultowej płyty Kayah i Bregović, jak też nowsze: Podatek od miłości czy Po co, chociaż nie obyło się bez klasycznych, kształtujących karierę wokalistki klasyków (Na językach, Supermenka, Testosteron i Fleciki). Występ zakończył utwór Nic nie może wiecznie trwać Anny Jantar. Usłyszeliśmy więc brzmienie bałkańskie, jak również pop przesiąknięty funkiem, a wszystkie przejawiało wyjątkowo nostalgiczny, biorąc pod uwagę czas powstania utworów, klimat.

Drugiego dnia pogoda nie rozpieszczała, czego boleśnie doświadczył Baranovski. Na jego koncercie zjawiła się zaledwie garstka słuchaczy, sporo osób pochowało się pod parasolami, inni postanowili, że na terenie festiwalu pojawią się dużo później. Artysta nie wyglądał jednak na zbitego z pantałyku, zagrał bardzo poprawny koncert, miejscami może nudny, ale dobrze rokujący na przyszłość. Oby zapowiadana na wrzesień debiutancka płyta przyniosła utwory „jakieś”, najlepiej bowiem Baranovski brzmi albo w odsłonie przebojowej (Dym), albo nieco mrocznej (utwór otwierający koncert), z ciekawym gitarowym zapleczem.

Jednym z najciekawszych muzycznie koncertów był występ niXes. Projekt Ani Rusowicz to „muzyka kosmosu”, czyli psychodeliczny pop rodem wyjęty z hipisowskich lat sześćdziesiątych. Artystka wycofała swój wokal (często ukrywając go za specjalnymi efektami), dając duże pole do popisu instrumentom – szczególnie przesterowanej gitarze i klawiszom. Całość brzmiała nie tylko nośnie, ale też, jak na polską scenę głównego nurtu, nowatorsko. Oby więcej!

Prawdopodobnie to Mrozu miał wpłynąć na frekwencję drugiego dnia. Trudno stwierdzić, czy osiągnął pod tym względem oczekiwany sukces, ale z pewnością zaskoczył koncertem wysokiej jakości. Nie wszystkie zagrane utwory pochodziły z albumu Zew, ale wszystkie zostały zaaranżowane w jego charakterze – lekko bluesowym, a może soulowym. Tak stało się z Jak nie my to kto i Poza logiką, które szczególnie rozbujały publiczność. Przebojowy potencjał ujawniły też Sierść i Szerokie wody. W takiej odsłonie Mrozu jest idealną propozycją na festiwale, które mają przyciągnąć zarówno muzycznych laików, jak i wielbicieli twórczości nie tylko do tańca.

Nosowska jak zawsze rozłożyła na łopatki swoją skromnością i szczerością, szkoda jednak, że skromna okazała się również długość występu. Niecała godzina łącznie z bisami to trochę za krótko na zakończenie, szczególnie, że artystka zazwyczaj gra dłuższe koncerty. Jednak poza tym wszystko było na swoim miejscu. Kasia w elektronicznym wydaniu sprawdza się tyleż intrygująco, co skutecznie, bo podkłady mocno uwypuklają dobrze już znane teksty, tym nowym dodają za to buty (Ja pas! czy dwie premierowe kompozycje o nieco humorystycznym, trochę na kształt Mister D., wydźwięku). Szacunek należy się również za cover Redbone wyśpiewany przez Michała z zespołu, dumnie paradującego w koszulce Nagrobków.

Poza koncertami na zebranych czekały rodzinne atrakcje, wszak wstęp dla dzieci do lat 12 i dorosłych powyżej 65 roku życia był darmowy. Rzeczywiście było to widać, sporo uczestników imprezy należało do tych właśnie grup wiekowych. To chyba największa zaleta zakończonej właśnie imprezy – jednoczy pokolenia i zapewnia idealną weekendową formę spędzenia wolnego czasu. A że w dodatku oferuje koncerty upragnionych w Białymstoku muzycznych gwiazd? Tym lepiej.

niXes – Białystok New Pop Festival (fot. Jacek Wnorowski)