Recenzje
1 razy skomentowano

Venom

Dodany przez | 25/08/2015
Informacje
 
Gł. Gatunek
Wykonawcy Uczestniczący

Matt Tuck / Michael "Padge" Paget / Michael "Moose" Thomas / Jason "Jay" James

Kompozytorzy / Producenci

Colin Richardson / Carl Bown

Wytwórnia

RCA Records

Data Wydania

14/08/2015

Tracklista
 

1. V (1:26)
2. No Way Out (3:53)
3 Army of Noise (4:18)
4. Worthless (3:18)
5. You Want A Battle? (Here’s A War) (4:14)
6. Broken (3:39)
7. Venom (3:54)
8. Harder the Heart (4:00)
9. Skin (3:59)
10. Hell or High Water (4:36)
11. Pariah (3:46)

 

Bullet For My Valentine właśnie wydali piątą płytę, a ja wciąż nie mogę się nasłuchać pierwszej – Poison – wydanej 10 lat temu. Utwory All These Things I Hate, Tears Don’t Fall czy Hit The Floor momentalnie zapadły mi w pamięć. Szybkie metalowe riffy, melodyjność, wrzaski na zmianę z czystym śpiewem i bezkompromisowość sprawiły, że zespół zyskał rzesze fanów. Druga (Scream, Aim, Fire) i trzecia płyta (Fever) prezentowały ten sam (jeśli nie wyższy) poziom, bo znów nie zabrakło dobrego metalu. Były też ballady, od których nie stronią najlepsze metalowe kapele.

Przy czwartej płycie zespół postawił (z premedytacją lub bez) na bardziej „radiowe” kawałki skierowane jakby do młodszego pokolenia i wpasowujące się w panującą ‚modę: na metalcore. Towarzyszyła temu zmiana wizerunku wokalisty, któremu znudziły się długie włosy i zwyczajne czarne koszulki. Krótka, modna fryzura i starannie dobrany ubiór z teledysku do Riot sprawiły, że Matt Tuck stracił dla mnie na autentyczności. Staram się nie oceniać ludzi po wyglądzie, a muzyki zespołu po tym, jak wyglądają jego członkowie (choć czasem to trudne), ale tutaj widać zależność między zmianą wizerunku a muzyką. Temper Temper przesłuchałam tylko raz czy dwa i nie wróciłam do niego więcej, bo płyta średnio mi się spodobała. Nie znaczy to, że spisałam zespół na straty. Jak zwykle czekałam na kolejną płytę z niecierpliwością.

Venom nie do końca spełnił moje oczekiwania, ale przynajmniej nie jest kontynuacją Temper Temper.  Płyta zaczyna się od intro, które łączy się z kolejnym utworem – No Way Out. Początek brzmi interesująco – jest szybki riff, agresywny wrzask/śpiew, ale kiedy dochodzimy do refrenu, utwór jakby słabnie – jest mniej agresywny a melodia niezbyt interesująca. Niestety ten wzór powtarza się w większości piosenek na płycie (Army of Noise, Worthless, Broken). Mocne intra i zwrotki, świetne metalowe riffy i solówki (Hell Or High Water) przeciwstawione refrenom o banalnych melodiach. To właśnie główna wada tego albumu. Praktycznie w każdej piosence jest coś, z czego mógłby powstać dobry metalowy utwór, ale „radiowe” refreny trochę wszystko psują. Tak jakby zespół nie wiedział, w którą stronę ma iść i próbował zadowolić obie strony: fanów ostrzejszego metalu/metalcore’u oraz stacje radiowe i fanów łagodniejszego brzmienia. Czyżby zespół bał się utraty fanów zdobytych dzięki Temper Temper? Jak wiemy, w przypadku tego zespołu melodyjne refreny nie zawsze oznaczają pójście na kompromis i złagodzenie brzmienia. Jest tu mnóstwo świetnych pomysłów, ale nie do końca dobrze wykorzystanych.

You Want A Battle (Here’s a War) to najbardziej wpadający w ucho utwór. Tutaj akurat zwrotka jest łagodniejsza a refren mocniejszy i bardzo chwytliwy, wrzaski natomiast są tylko urozmaiceniem. Można tę piosenkę porównać do wcześniejszych dokonań zespołu.

Venom to łagodniejszy utwór, pół-ballada podobna do Say Goodnight, Bittersweet Memories czy Forever And Always, ale Venom nie jest aż tak melodyjny, nie ma „tego czegoś”. The Harder The Heart (The Harder It Breaks) to także dość agresywny utwór w zwrotkach, ale refren też brzmi bardziej jak pół-ballada. Jest to chyba jeden z lepszych utworów z tej płyty, przywołujący echo poprzednich dokonań zespołu (podobnie zresztą jak Pariah, utwór kończący płytę).

Z tą płytą wróciła nadzieja, że Walijczycy jeszcze nagrają coś ostrzejszego, bo w końcu za to ich pokochaliśmy. Nie jest źle, ale zespół musi zdecydować, co chce grać i dla kogo, bo ta płyta może trochę dezorientować.

Plusy

- sporo dobrych metalowych riffów i solówek
- brzmienie cięższe niż poprzednio, przywołujące najlepsze utwory zespołu

Minusy

- płyta nierówna
- banalne melodie w refrenach

Ocena recenzenta
Nota
7.6

Przewiń
Ocena czytelników
Twoja nota
7.5

Ocena została już oddana