Recenzje
0 razy skomentowano

The Plague Within

Dodany przez | 15/06/2015
Informacje
 
Gł. Gatunek
Wykonawcy Uczestniczący

Nick Holmes / Gregor Mackintosh / Aaron Aedy / Steve Edmondson / Adrian Erlandsson / Heather Thompson

Kompozytorzy / Producenci

Jaime Gomez Arellano

Wytwórnia

Century Media

Data Wydania

01/06/2015

Tracklista
 

1. No Hope In Sight (4:54)
2. Terminal (4:28)
3. An Eternity Of Lies (5:58)
4. Punishment Through Time (5:13)
5. Beneath Broken Earth (6:09)
6. Sacrifice The Flame (4:42)
7. Victim Of The Past (4:29)
8. Flesh From Bone (4:19)
9. Cry Out (4:31)
10. Return To The Sun (5:23)

 

Paradise Lost poznałam za sprawą płyty Icon – ciężkiej, ale przebojowej, gotyckiej i melancholijnej od pierwszego do ostatniego dźwięku. Nie ma na niej zbyt wiele growlu, są za to urzekające melodie, hipnotyzujące wokale i świetne riffy. Zespół zasłużenie otrzymał miano jednego z najważniejszych z gatunku metalu gotyckiego już na początku kariery, a Icon tę pozycję umocniło.

Zespół nigdy nie bał się poszukiwań muzycznych i zmian stylistycznych, o czym świadczyć może nie tylko wspomniane Icon, ale też np. niesamowicie przebojowe One Second. Próżno było tam szukać doom metalu, bo grupa postanowiła zagrać trochę w stylu Depeche Mode: gitary zeszły na dalszy plan, a pierwsze skrzypce zagrała elektronika. Nie było jednak wątpliwości, że jest to ten sam zespół – cokolwiek by nagrał, będzie to brzmiało jak Paradise Lost.

Wydaną niedawno czternastą płytę Anglików, The Plague Within, zapowiadano jako „powrót do korzeni”, więc fani z niecierpliwością jej wyczekiwali. Krążek jest już na rynku od dwóch tygodni, pora więc zweryfikować, czy zespół dotrzymał obietnicy.

Pierwszą rzeczą, z której fani formacji mogliby się ucieszyć, jest powrót do growlu (wokalista Nick Holmes zarzucił go już na Icon) –  czystego śpiewu jest tu wiele mniej. Najlepszym przykładem jest utwór Beneath Broken Earth, który w całości jest śpiewany growlem, a przy tym jest najcięższym i najbardziej doommetalowym utworem na tym albumie (a może nawet w całej dyskografii grupy). Spokojnie mógłby się znaleźć na którejś z pierwszych płyt zespołu.

No Hope In Sight, pierwszy utwór z płyty, także zaczyna się od growlu, ale występują wersy śpiewane czystym, niskim głosem, co w połączeniu z ciężkim riffem nadaje utworowi gotycki klimat (czyli jest, jak być powinno). Kolejny utwór, Terminal, jest utrzymany w szybszym tempie, a w refrenie Holmes agresywnie wyśpiewuje: „Forget the past, are you still believing / Tonight’s denial dominates the dreaming”. Te dwa wersy są jednym z bardziej charakterystycznych momentów na płycie.

An Eternity Of Lies to mój ulubiony utwór z The Plague Within. Jest najbardziej melodyjny, po gotycku melancholijny, i bardzo klimatyczny. Duża jest w tym zasługa Heather Thompson, wokalistki Tapping The Vein, która śpiewa zaledwie jeden wers (część refrenu) kilka razy, ale jej wokal w tle ciekawie współgra zarówno z growlem, jak i czystym śpiewem Holmesa.

Sacrifice The Flame to wolny, ciężki utwór, w którym słyszymy zarówno czysty śpiew, jak i growl. Podobnie jest w kolejnym utworze: Victim Of The Past. Flesh From Bone jest bardziej blackmetalowe. Zwrotki są ciężkie i wolne, a w refrenie perkusja i gitary na chwilę znacznie przyspieszają. W tle można usłyszeć chór. Cry Out całe jest utrzymane w szybszym tempie, growling jest tu zestawiony z heavymetalowym/stonerowym brzmieniem gitar i solówkami, co daje ciekawy efekt. Zamykające płytę Return To The Sun zaczyna się od chóru i tak jak w większości utworów, tak i tutaj growl przeplata się z czystym śpiewem, a wszystko jest okraszone ciężkimi gitarami.

The Plague Within to duża dawna dobrego metalu, która powinna usatysfakcjonować fana, szczególnie tego, któremu do gustu najbardziej przypadły pierwsze dokonania zespołu. Jednak nie wszystko na tej płycie sprawia, że „powrót do korzeni” możemy uznać za udany w stu procentach. Krążek jest naprawdę ciężki, ale jako całości brakuje mu klimatu, zapamiętywalnych i chwytliwych melodii, jakie były między innymi na Icon czy nawet wcześniej. Mimo to album zyskuje przy drugim i kolejnym przesłuchaniu. Kiedy bardziej zagłębimy się w utwory, można w nie wsiąknąć na dłużej. Zespół wykonał całkiem dobrą robotę i na pewno nie ma na co narzekać.

Plusy

– powrót do cięższego brzmienia i growlu

Minusy

– mało zapamiętywalne utwory

Ocena recenzenta
Nota
8.1

Przewiń
Ocena czytelników
Twoja nota

Ocena została już oddana