Recenzje
1 razy skomentowano

In The Lonely Hour

Dodany przez | 03/09/2014
Informacje
 
Gł. Gatunek
Dod. Gatunki
Wykonawcy Uczestniczący

Sam Smith

Kompozytorzy / Producenci

Two Inch Punch / Eg White / Jimmy Napes / Steve Fitzmaurice / Fraser T. Smith

Wytwórnia

Capitol Records

Data Wydania

26/05/2014

Tracklista
 

01. Money On My Mind (3:10)
02. Good Thing (3:21)
03. Stay With Me (2:53)
04. Leave Your Lover (3:08)
05. I’m Not The Only One (3:59)
06. I’ve Told You Now (3:30)
07. Like I Can (2:47)
08. Life Support (2:53)
09. Not In That Way (2:53)
10. Lay Me Down (4:13)

 

Sam Smith jest najnowszą nadzieją blue-eyed soulu. Nieśmiały dwudziestoparolatek z Londynu po raz pierwszy zwrócił jednak na siebie uwagę świata nie za sprawą poruszających ballad, a udanych featuringów u producentów muzyki tanecznej. Howard i Guy Lawrence, czyli duet Disclosure, wciąż zarzekają się, że głos Sama na początku kojarzył im się raczej z bardzo utalentowaną wokalistką. Latch podbiło najpierw listy przebojów w Europie, a obecnie – z tradycyjnym opóźnieniem – za Oceanem. Po raz kolejny Smith zabłysnął w house’owym megahicie – La La La, nagranym z coraz popularniejszym producentem z Wysp, Naughty Boyem. Ten utwór zyskał popularność także w naszym kraju, otwierając zresztą drogę piosenkom innych artystów utrzymanym w tym klimacie – My Love, Nobody To Love czy Hideaway. Pierwszym solowym materiałem piosenkarza była EP-ka Nirvana. Teraz wreszcie możemy posłuchać pełnoprawnego debiutu. Czy Sam spełnił pokładane w nim nadzieje?

Płyta w większości składa się z ballad, ale pierwszym promującym utworem zostało najszybsze nagranie na płycie – Money On My Mind; zapewne dlatego, aby utrzymać skojarzenia z poprzednimi przebojami z udziałem Anglika. Jego autorem jest Two Inch Punch, przyjaciel Jessie Ware, jeden z głównych autorów jej drugiej płyty. Jest to bez dwóch zdań jedna z najlepszych piosenek Sama. Wybór tego kawałka na singla nie jest przypadkowy – artysta śpiewa w nim o swoim debiucie i oczekiwaniach z nim związanym: „When I signed my deal, I felt pressure / Don’t wanna see the numbers, I wanna see heaven / You say, could you write a song for me? / I say, I’m sorry I won’t do that happily. W chwytliwym refrenie Smith zapewnia: „I don’t have money on my mind, I do it for the love!. To świetne wprowadzenie w tematykę In The Lonely Hour, które rzeczywiście koncentruje się wokół problemów sercowych, stanowiąc bardzo otwarte wyznanie Brytyjczyka, który promując płytę, zdradził niejeden szczegół ze swojego życia prywatnego. W Money On My Mind szczególnie podoba mi się głos Sama, zwłaszcza zacytowany koniec zwrotki, kiedy śpiewa on bardzo wysoko. Już Latch i La La La wyraźnie zaznaczały charakterystyczne brzmienie piosenkarza. Jeśli można go z kimś porównywać, to raczej z wokalistami czarnoskórymi – trochę w nim Ushera, trochę Johna Legenda. Wokal jest także jednym z największych atutów debiutanckiego krążka – potężny głosem Sam Smith zdecydowanie wyróżnia się w zdominowanym przez piosenkarki eterze.

Dwoma kolejnymi singlami są Stay With Me i I’m Not The Only One – i są to utwory reprezentujące brzmienie większej części albumu. Ten pierwszy doczekał się nowej wersji, nagranej z udziałem Mary J. Blige, ale mnie bardziej podoba się I’m Not The Only One – oszczędniejsze w warstwie instrumentalnej, ale jednocześnie bardziej intymne, jeśli chodzi o tekst: „You and me, we made a vow, for better or for worse / I can’t believe you let me down but the proof’s in the way it hurts”. Jeśli jednak słuchacz, zaintrygowany singlami, sięgnie po kolejne utwory Smitha, może spotkać go zawód. Największym problemem In The Lonely Hour jest bowiem jednostajność. Jeśli szukasz hitów na miarę Latch, La La La czy pierwszego singla – nie znajdziesz ich.

Wśród niesinglowych ballad Sama Smitha szczególnie wyróżniłbym wykonywane z towarzyszeniem gitary akustycznej Leave Your Lover (istnieje też wykonywana z Ware wersja live) oraz Life Support (choć ten utwór swoim rytmem dziwnie przypomina… Apologize OneRepublic w wersji Timbalanda). Niestety, pozostałe piosenki nie zapadają już w pamięć aż tak mocno. W nieco odmiennym klimacie utrzymane jest tylko Like I Can – utwór szybszy i bardziej amerykański (mnie on także kojarzy się z OneRepublic, tyle że z nagraniami z ich ostatniej płyty), jest to jednak wyjątek.

Bardzo żałuję, że na płycie nie znalazł się ostatecznie tytułowy utwór z EP-ki Nirvana, bo przewyższa on jednak wszystkie nagrania na niej zawarte. Zmysłowa oda, głosząca pochwałę cielesności, ale w bardzo subtelny sposób („Reaction resulting in our reattachment”) stanowi niemal idealne towarzystwo dla Climax wspomnianego Ushera, chociaż dotyczy zgoła odmiennej formy fizyczności. Nie ma jej jednak na In The Lonely Hour, choćby w formie bonusu, co jest kolejnym mankamentem albumu.

Przyznaję, że oczekiwałem od tej płyty więcej. Sam Smith niewątpliwie dysponuje wyjątkową barwą głosu – od niego zależy, jak to wykorzysta. Anglik celował w target Adele, nawet jeśli w wywiadach stanowczo się od tego odżegnywał. Oczywiście, efekt nie ma takiej siły rażenia, jak 21, ale pamiętajmy, że jest to debiutancki album. Wierzę, że kolejny krążek Sama potwierdzi, że zasługuje on na miejsce w szeregu największych gwiazd muzyki. Dwa lata temu nie słyszał o nim nikt, dziś plotkarskie portale gotowe są twierdzić (choć niesłusznie), że jest on kandydatem do zaśpiewania piosenki do filmu o Jamesie Bondzie. Niezły start, nieprawdaż?

Ocena recenzenta
Nota
7.5

Przewiń
Ocena czytelników
Twoja nota
10

Ocena została już oddana