Recenzje
0 razy skomentowano

Midnight Memories

Dodany przez | 03/12/2013
Informacje
 
Gł. Gatunek
Wykonawcy Uczestniczący

Niall Horan / Zayn Malik / Liam Payne / Harry Styles / Louis Tomlinson

Kompozytorzy / Producenci

Julian Bunetta / Carl Falk / Tom Fletcher / Teddy Geiger / Danny Jones / Jacknife Lee / Dougie Poynter / Matt Rad / John Ryan / Jamie Scott / Toby Smith / Ryan Tedder

Wytwórnia

Columbia / Syco

Data Wydania

25/11/2013

Tracklista
 

01. Best Song Ever (03:23)
02. Story Of My Life (04:04)
03. Diana (03:03)
04. Midnight Memories (02:55)
05. You & I (04:01)
06. Don't Forget Where You Belong (04:00)
07. Strong (03:03)
08. Happily (02:55)
09. Right Now (03:21)
10. Little Black Dress (02:38)
11. Through the Dark (03:40)
12. Something Great (03:56)
13. Little White Lies (03:18)
14. Better Than Words (03:26)

 

Długo zastanawiałam się, jak zacząć tekst dotyczący Midnight Memories, czyli trzeciego (!) albumu grupy powstałej zaledwie trzy lata temu. Jednak tak krótki okres to w przypadku boysbandów cała wieczność – nic więc dziwnego, że tak bardzo spieszą się z wydawaniem kolejnych krążków. Podczas słuchania albumu z każdym utworem wiązały się jakieś skojarzenia. Postanowiłam więc zacząć właśnie od nich. Zwłaszcza że biorąc pod uwagę gusta chłopaków, wcale nie są one tak absurdalne, jak by się mogłoby wydawać.

Zaraz, czy na pewno włączyłam dobrą płytę? Nie, to nie Who’s Next The Who i piosenka Baba O’Riley, a więc o pomyłce nie ma mowy – to One Direction z albumem Midnight Memories i utworem Best Song Ever. Minus za powtarzalność, plus za dobry gust. Chłopcy zaczęli od szybkiego numeru, który początkowo irytuje, ale po chwili na długo zostaje w głowie. To pierwszy z refrenów, które One Direction wychodzą najlepiej. Mimo prostego tekstu i denerwujących wstawek typu: „I think it went oh oh oh / I think it went yeah yeah yeah”, rozwiewają się wątpliwości – jurorzy programu The X Factor dobrze wiedzieli, co robią, tworząc ten zespół.

Story Of My Life, mój osobisty faworyt z tej płyty, przypomina mi hit Oasis, czyli Wonderwall. Gitara akustyczna, delikatne chórki, ogromna siła miłości, nacisk na refren. No właśnie, refren – to część piosenek, którą zespół opanował do perfekcji. Ulubieniec fanek, Harry Styles, znany głównie ze swojej fryzury, wykazał się tutaj naprawdę imponującymi możliwościami wokalnymi. Nie jest to drugi Freddie Mercury, ale jak na chłopaka tworzącego muzykę pop świetnie udało mu się poprzez śpiew wyrazić emocje, co zwykle jednak jest ważniejsze od umiejętności. Skoro już jesteśmy w temacie X Factora, słowa: „And I’ve been waiting for this time to come around / But baby running after you is like chasing the clouds”, równie dobrze mógłby zaśpiewać nasz polski zwycięzca, Dawid Podsiadło.

Od pierwszych dźwięków trzeciego utworu o tytule Diana wiedziałam, że mnie się on nie spodoba. Ale czy na pewno? Znowu urzekł mnie refren. Bez względu na to, kto w przypadku idoli nastolatek ma największy wpływ na tworzenie muzyki – sam zespół, producenci czy tzw. ghost writers, należą mu się brawa. „You’ve been lonely / You don’t even know me but I can feel you crying” („Jesteś samotna / Nawet mnie nie znasz, ale słyszę twój płacz”) – nie sądzę, żeby ktokolwiek zrezygnował ze śpiewania tych słów. No i jest to bardzo ciekawy zabieg – ukryte podteksty seksualne tylko podsycają zafascynowanie nastolatek zespołem.

Tytułowy kawałek to piosenka typowo stadionowa, hymn chłopaków z zespołu. Opis sławy, rockandrollowego trybu życia podczas tras koncertowych. Ale czy w przypadku gwiazdek pop można mówić o rock and rollu? Chyba nie bardzo – chłopcy nie chcą/nie mogą wypowiedzieć nawet słowa „shit”. A jak wiadomo, gwiazdy rocka nie mają takich oporów. Cóż, może członkowie One Direction nie zgodziliby się ze mną („Tell me that I’m wrong but I do what I please” – „Powiedz mi, że to coś złego, ale robię to, co chcę”), ale to nieważne, bo piosenki da się posłuchać. Chociaż nie polecam tego fanom cięższych brzmień.

Na albumie Brytyjczyków (i jednego Irlandczyka) usłyszymy także inspiracje innymi gwiazdkami pop, przede wszystkim… Taylor Swift. Czy to przypadek (Harry spotykał się z piosenkarką)? Nie mnie to oceniać. W każdym razie You & I to bardziej optymistyczna wersja Back To December. Poważne wyznanie miłości – przyznam, że całkiem udane.

Don’t Forget Where You Belong to ładna piosenka. „Ładna” to moim zdaniem jedyne odpowiednie określenie. W przeciwieństwie do historii opowiadanej przez zespół w Midnight Memories, tutaj twierdzą oni, że sława ich nie zmieniła, że zawsze należy pamiętać, skąd się pochodzi. Ten utwór kojarzy mi się z kolei z jednym z największych hitów poprzedników One Direction, czyli nieistniejącego już zespołu Jonas Brothers i kawałka That’s Just The Way We Roll. Szczególnie porównując refreny, nie da się nie zauważyć pewnych podobieństw. Ale czy takowe nie będą się pojawiać między wszystkimi typowymi boysbandami?

Sam początek Strong to moim zdaniem nieudana próba podrobienia brzmienia uzyskanego przez Red Hot Chili Peppers w Around The World. Od tego utworu mamy już do czynienia z piosenkami, które raczej nie nadają się na single (z pewnymi wyjątkami). Nie ma tutaj nic interesującego, nic wyjątkowego. Słuchając większości drugiej połowy albumu, musiałam za każdym razem starać się, aby nie zasnąć.

Happily przyniosło skojarzenia z Dodecahedron Beth Jeans Houghton & The Hooves Of Destiny. Kolejne porównanie, które niestety nie okazuje się korzystne dla chłopaków. To pop połączony z odrobiną folku – ta mieszanka w refrenie przeradza się w dość interesujący fragment, niestety całość jest niezbyt udana. Kolejne podteksty: „I wonder if he knows that I touched your skin / And if he feels my traces in your hair” („Zastanawia mnie czy on wie, że dotykałem twojej skóry / I czy czuje moje ślady w twoich włosach”). Może to dlatego ten kawałek fanki uznają za bardzo udany.

Dziewiąty utwór to według mnie najsłabszy punkt całego albumu, tzw. „smęt”, jakich codziennie możemy usłyszeć w radiu bardzo wiele.

Zaskoczeniem jest natomiast Little Black Dress – gra podobna do dokonań legendarnego, również brytyjskiego zespołu The Rolling Stones. Być może gdybym tak wysoko nie stawiała One Direction poprzeczki, moja ocena byłaby bardziej pozytywna. Jednak mam wysokie oczekiwania wobec grupy uznawanej przez cały świat za fenomen. Kilka udanych piosenek to nie wszystko. Natomiast na chwile, w których ma się ochotę posłuchać czegoś lekkiego i łatwego w odbiorze, Little Black Dress to wybór idealny.

Następne wcielenie One Direction to Mumford & Sons w utworze The Cave. Nie trwa to długo – po chwili w Something Great usłyszymy inne dźwięki. Znowu mamy tutaj do czynienia z odrobiną country, mieszanką uwielbianą przez wspomnianą wcześniej Swift.

Nie sądziłam, że kiedykolwiek powiem, że cieszę się, iż jakikolwiek muzyk zajmuje się popem, jednak w przypadku One Direction tylko to się sprawdza. Little White Lies to I Knew You Were Trouble 2. „You say you’re a good girl but I know you would girl” („Mówisz, że jesteś grzeczną dziewczynką, ale wiem, że byś się zgodziła”) – zemsta na Taylor? Być może. Udana? Jak najbardziej. Niestety chłopcy nie zdobędą sobie w ten sposób sympatii feministek – tekst w wielu miejscach przypomina bowiem Blurred Lines Robina Thicke’a.

Better Than Words to ostatni utwór z albumu Midnight Memories. Jonas Brothers po raz kolejny nisko się kłaniają, bo już wymyślili ten utwór, ale nazwali go Your Biggest Fan. Piosenka w ogóle nie zachwyca, natomiast zwracają uwagę tytuły innych znanych utworów: Best I’ve Ever Had (Drake), Hips Don’t Lie (Shakira), One More Night (Maroon 5), Irreplaceable (Beyonce), You Make Me Wanna (Usher). Szkoda, że piosenka zamykająca krążek wyróżnia się tylko tym.

Jeśli miałabym opisać całość jednym słowem, byłoby to „rozczarowanie”. Spodziewałam się czegoś więcej, myślałam, że muzycy porównywani do The Beatles bardziej skupią się na muzyce niż na własnym wyglądzie i uroku osobistym. Szkoda, bo jeśli chodzi o możliwości wokalne, wcale nie mają z nimi problemu. To typowy, zbyt dopracowany album pop z paroma nieudanymi eksperymentami z innymi gatunkami muzycznymi. Przewidywalne teksty, przewidywalne utwory (zwróćcie uwagę na strukturę piosenek – zwrotka, refren, zwrotka, refren, przejście, refren), wrażenie, że „gdzieś już to słyszeliśmy”. Hormony nastolatek i niewiele muzyki. Jednak to chyba tak brzmi przepis na sukces członków boysbandów. Ciekawe, czy tym razem zadziała na dłużej.

Ocena recenzenta
Nota
4.0

Przewiń
Ocena czytelników
Twoja nota
10

Ocena została już oddana