Recenzje
0 razy skomentowano

MDNA

Dodany przez | 28/07/2013
Informacje
 
Gł. Gatunek
Dod. Gatunki
Wykonawcy Uczestniczący

Madonna / Nicki Minaj / M.I.A.

Kompozytorzy / Producenci

Madonna / Klas Åhlund / Alle Benassi / Benny Benassi / The Demolition Crew / Free School / Jimmy Harry / Michael Malih / Hardy "Indiigo" Muanza / William Orbit / Martin Solveig

Wytwórnia

Live Nation

Data Wydania

26/03/2012

Tracklista
 

1. Girl Gone Wild (3:43)
2. Gang Bang (5:26)
3. I'm Addicted (4:33)
4. Turn Up The Radio (3:46)
5. Give Me All Your Luvin' (feat. Nicki Minaj & M.I.A.) (3:22)
6. Some Girls (3:53)
7. Superstar (3:55)
8. I Don't Give A (feat. Nicki Minaj) (4:19)
9. I'm a Sinner (4:52)
10. Love Spent (3:46)
11. Masterpiece (3:59)
12. Falling Free (5:13)

 

Na świecie jest tylko jedna osoba, która może zrzucić Lady GaGę z tronu, który ta dzieli z Rihanną i Adele (nie za ciasno im tam?). Madonna. Pora odebrać młodszym rywalkom to, co wywalczyła sobie już kilkanaście lat temu. Ciężką pracą, innowacyjnymi pomysłami oraz uporem i cierpliwością. Cały świat, przestępując z nogi na nogę, czekał na dwunasty już krążek. Jestem jej fanką od kilku lat, znam wszystkie studyjne albumy, podziwiam ją za to, co osiągnęła. Nic więc dziwnego, że data 26 marca 2012 r. (dzień premiery MDNA) bardzo wyraźnie została zaznaczona w moim kalendarzu. Każda nowa informacja dotycząca tej płyty Królowej wywoływała duże emocje. Za najważniejszą uznaję ponowną współpracę z Williamem Orbitem, który jest odpowiedzialny za genialne Ray Of Light z 1998 roku. Spodziewałam się powtórki z rozrywki. Kolejnej eleganckiej, kobiecej płyty, która pokazywałaby, że Madonna ma coś więcej do zaoferowania niż skandale.

Znacie powiedzenie „apetyt rośnie w miarę jedzenia”? Album MDNA jest dla mnie tego całkowitym przeciwieństwem. Pierwszą piosenką, której obecność na tej płycie potwierdzono, jest Masterpiece. Jest to kawałek, który Madonna nagrała na potrzeby filmu W.E (i przy okazji została nagrodzona Złotym Globem!). Z miejsca się w nim zakochałam. Jest spokojny, dojrzały. Odpowiedni do wieku artystki. Prawdziwe małe arcydzieło. Miałam wielką nadzieję, że określi nam kierunek, w jakim chce pójść Madonna. Nic z tego. Artystka postanowiła nam udowodnić, że podąża z duchem czasu i wie, co we współczesnej muzyce piszczy. O ile poprzednia płyta (Hard Candy, 2008 rok) pełna była wpływów R&B i hip-hopu, tu przeważa elektronika. A takie kawałki, jak wspomniane wcześniej Masterpiece wraz z Falling Free, I’m A Sinner czy Give Me All Your Luvin’, są tylko miłymi ukłonami w stronę wcześniejszych dokonań Madonny.

Masterpiece bardzo zaostrzyło mój apetyt na MDNA. Niestety wraz z każdym kolejnym ujawnianym fragmentem mój entuzjazm opadał. Pierwszy singiel z płyty, Give Me All Your Luvin’, całkiem mi się podoba. Jest popowy, radosny. Świetnym pomysłem było wykorzystanie sportowego motywu – okrzyki cheerleaderek. Obok Madonny w piosence słychać rap Nicki Minaj oraz M.I.A. Właśnie ich fragmenty podobają mi się najbardziej. Szczególnie M.I.A. Potrafię włączyć Give Me All Your Luvin’ tylko dla niej. Szkoda, że drugi singiel, Girl Gone Wild, jest znacznie gorszy. Lubię w nim jedynie początek, kiedy artystka mówi, oraz małą cześć refrenu, gdzie padają słowa: „Girls they just wanna have some fun / Get fired up like a smokin’ gun” (PL: „Dziewczyny, one po prostu chcą się zabawić / Wypalić niczym dymiący pistolet”). Jednak i tak utwór ten całkiem nieźle wypada na tle pozostałych. Szkoda słów na I’m Addicted. Nie potrafię sobie w tym momencie przypomnieć gorszej piosenki Madonny. Turn Up The Radio jest nijakie, bez polotu. O ile pozostałe numery z MDNA szybko wpadają w ucho, tak ten – blokada. Podobne odczucia mam w stosunku do Some Girls oraz Love Spent. Zapychacze.

Na szczęście album MDNA nie jest pozbawiony kawałków, które pokazują, że Madonna wciąż ma nam dużo do zaoferowania jako artystka. Mowa tu chociażby o Gang Bang. Głos wokalistki został poddany sporej obróbce, ale tutaj (w przeciwieństwie do niektórych innych utworów na krążku) to nie razi, ale wciąga. Muzyka również jest niczego sobie. Właściwie nie przypomina to żadnej innej jej piosenki. Warto dodać, że z niektórych wersji MDNA numer ten został usunięty z powodu nadużywania słowa „bitch”. Interesująco przedstawia się jeszcze I Don’t Give A, w którym ponownie pojawia się Nicki Minaj. Przyjemnie się go słucha. A co z balladami? Oprócz mojego ukochanego Masterpiece jest tu jeszcze jedna – Falling Free. Słusznie wypchnięta na sam koniec płyty. Po tych wszystkich elektrycznych kawałkach jest ukojeniem dla naszych uszu. Nie zachwyca tak jak Masterpiece, ale jest naprawdę udana. No i wielki plus, że nie poddawali głosu artystki obróbce.

Byłam bardzo ciekawa, jak przedstawiają się utwory, które znalazły się na wersji deluxe. Szczególnie na jeden z nich czekałam z wielką niecierpliwością. Mowa tu o B-Day Song, czyli duecie Madonny z M.I.A. Niestety piosenka totalnie mnie zawiodła. Do złych nie należy, ale problem w tym, że jest… nijaka. Myślałam, że M.I.A. podkręci trochę muzykę Madonny, sprowadzi na zupełnie inne tory itp. A tymczasem flop. Znacznie lepiej prezentują się pozostałe utwory z deluxe: Best Friend, I Fucked Up i Beautiful Killer. Nie mogę pojąć, czemu takie dobre piosenki wylądowały na wersji deluxe. Z powodzeniem zastąpiłyby Superstar czy I’m Addicted. Bardzo lubię spokojne I Fucked Up. Nawiązuje do starych, dobrych czasów w muzyce Madonny. Widziałabym ją na np. Bedtime Stories. Jeszcze lepsze jest Beautiful Killer. Charakteryzuje się całkiem ciekawym elektronicznym podkładem i świetnym wykonaniem artystki. Uwielbiam momenty, kiedy Madonna szepce słowa: „beautiful killer” (PL: „piękny zabójca”). Give Me All Your Luvin’ (Party Rock Remix) z LMFAO i Nicki Minaj nawet nie skomentuję…

Kiedy po raz pierwszy słuchałam MDNA, byłam bardzo rozczarowana. Uważałam, że Madonna nie wykorzystała szansy powrotu na szczyty list przebojów. Płyta jednak zyskuje przy bliższym poznaniu, więc warto poświęcić na nią nie chwilę, ale więcej czasu. Wiadomo, nie jest to coś na miarę dojrzałego Ray Of Light, klubowego od A do Z Confession On A Dance Floor czy wspaniałego Erotica. Madonna po prostu próbuje odnaleźć się we współczesnych trendach. Idzie jej to dobrze, wiadomo – nazwisko i kasa robią swoje. Czasem jednak dostaje zadyszki (Some Girls, Give Me All Your Luvin’). Nie zrezygnowała na szczęście z tego, w czym moim zdaniem odnajduje się wyśmienicie – ballady. Cudowne Masterpiece, pogodne I Fucked Up, elektryczne Beautiful Killer. Polecam, ale radzę zapoznać się z resztą jej studyjnych albumów.

Więcej recenzji mojego autorstwa znajdziecie TUTAJ.

Plusy

- piękna ballada "Masterpiece"

Minusy

- próba odmłodzenia się za wszelką cenę
- najgorsza płyta w dyskografii Królowej

Ocena recenzenta
Nota
5.5

Przewiń
Ocena czytelników
Twoja nota

Ocena została już oddana