Recenzje
0 razy skomentowano

King Of Kings

Dodany przez | 07/10/2015
Informacje
 
Gł. Gatunek
Wykonawcy Uczestniczący

Thorsten Bauer / Liv Kristine / Alexander Krull / Joris Nijenhuis / Pete Streit / Simone Simons / Lindy-Fay Hella

Kompozytorzy / Producenci

Alexander Krull

Wytwórnia

AFM Records

Data Wydania

11/09/2015

Tracklista
 

1. Sweven (02:03)
2. King Of Kings (04:47)
3. Halvdan The Black (04:22)
4. The Waking Eye (04:41)
5. Feast Of The Year (00:37)
6. Vengeance Venom (03:17)
7. Sacred Vow (04:20)
8. Edge Of Steel (05:06)
9. Haraldskvadi (03:24)
10. Blazing Waters (07:30)
11. Swords In Rock (03:01)

 

Coś magicznego jest w fakcie, że to zwykle zespoły metalowe pochodzące ze Skandynawii (czy też w ogóle z Europy) odnoszą największe sukcesy w gatunku metal symfoniczny. Nightwish, Epica czy Within Temptation to tylko najbardziej znane. Może to z powodu bogatej historii, ciekawej mitologii regionu (z wikingami na czele) i zamiłowania do mrocznej muzyki, Skandynawia wiedzie prym, jeśli chodzi o cięższe brzmienia. Norwesko-niemiecki Leaves’ Eyes nie jest wyjątkiem. Ten symfoniczno-metalowy zespół złożony z członków death metalowego Atrocity oraz wokalistki Liv Kristine (której nie trzeba przedstawiać fanom gatunku, bo znają ją z Theatre Of Tragedy) powstał około 2003 roku.

Jak do tej pory Liv wraz z mężem i kolegami raczyli nas samymi świetnym krążkami. Podczas gdy Within Temptation trochę zmienił styl, a Nightwish szukał nowej drogi z kolejną wokalistką, Leaves’ Eyes od początku miało mocną pozycję wśród zespołów symfoniczno-metalowych między innymi z powodu konsekwencji w stylu. Jednocześnie żadna płyta nie była kopią poprzedniej i zawsze dostawaliśmy porcję świetnych riffów połączonych z anielskim wokalem (często z dodatkiem growlu), a także klimatyczne, słodkie ballady. Tym razem nie jest inaczej – Leaves’ Eyes znów wysoko stawia poprzeczkę konkurentom.

King Of Kings to szósta płyta w ich dorobku i to bardzo wyjątkowa pod wieloma względami: z powodu historii, którą opowiada (czy też przypomina) oraz prywatnie dla wokalistki, która urodziła się w Hafrsfjordzie – miejscu ważnym dla historii Norwegii, gdyż tam miała miejsce decydująca bitwa, po której Harald I Pięknowłosy zjednoczył kraj. To właśnie Harald jest tytułowym „Królem Królów” z powodu swoich zasług, a także tego, że według legendy pochodzi od samego Odyna (najwyższego z bogów nordyckich).

Muzyczną podróż w świat wikingów zaczynamy od Sweven, intra w stylu folkowym, z akustycznymi instrumentami i delikatnym wokalem. Utwór idealnie wprowadza nas w klimat płyty i przechodzi w tytułowy King Of Kings. Jest to utwór w średnim tempie, opowiadający o Haraldzie Pięknowłosym. Oprócz wysokiego głosu Liv i growlu Alexandra możemy usłyszeć chór, co czyni utwór bardzo epickim i wzniosłym. Halvdan The Black, opowiadający o Halfdanie Czarnym (ojcu Haralda, także wielkim wojowniku) zaczyna się od trąb i chóru połączonego z ciężkimi riffami.

Warto wspomnieć, że na King Of Kings słyszymy londyński chór, którego śpiewy znane są z takich filmów jak Gwiezdne Wojny czy Władca Pierścieni. Dzięki niemu ani na chwilę nie zapominamy też, że słuchamy symfonicznego metalu (choć i tak trudno byłoby o tym zapomnieć z powodu wokalu Liv). The Waking Eye to ładny utwór z motywem klawiszowym łagodzącym całość, melodyjnym refrenem i słodkim śpiewem Liv. Feast Of The Year to folkowy przerywnik wprowadzający nas w kolejny utwór: Vengeance Venom o „skocznym” refrenie i szybszym tempie.

Sacred Vow to wpadający w ucho refren, chór i świetne riffy w szybkim tempie. Edge Of Steel przynosi niespodziankę w postaci gościnnego udziału Simone Simons z Epiki. Byłam bardzo ciekawa tego utworu właśnie z powodu Simone, ale jej udział ogranicza się do wokali w tle (Simone i Liv śpiewają te same wersy w tym samym momencie – ich głosy świetnie ze sobą współgrają). Cały utwór brzmi trochę jak hymn, przynajmniej w refrenie. To dobry, zapamiętywalny utwór, w którym dużo się dzieje: dwie wokalistki, wokalista, chór, bogate muzycznie tło. Haraldskvadi jest bardzo klimatyczny, z delikatnym wokalem i tradycyjnymi folkowymi instrumentami. Blazing Waters (z gościnnym udziałem innej wokalistki – Lindy-Fay Hella) to epicki, siedmiominutowy utwór, w którym nie brakuje ani delikatnego wokalu ani growlu połączonego z ciężkimi riffami i gitarowymi solówkami. Swords In Rock kończący płytę ma „skoczną” melodię i okrzyki – jest pełen pozytywnej energii.

Płyty Leaves’ Eyes to nie tylko dawka świetnej muzyki na wysokim poziomie, ale też pięknych opowieści przenoszących nas w przeszłość lub interesujący świat wikingów i mitologii nordyckiej. Zespół wypracował swój własny styl i ciągle prezentuje coś nowego. Z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że jest to obecnie jeden z najlepszych zespołów na symfoniczno-metalowej scenie i z każdą płytą umacnia tę pozycję.

Plusy

-ciekawe inspiracje
-różnorodność wokalna
-interesujące aranżacje
-zapadające w pamięć, klimatyczne utwory

Minusy

-brak

Ocena recenzenta
Nota
9.3

Przewiń
Ocena czytelników
Twoja nota
9.6

Ocena została już oddana