Recenzje
0 razy skomentowano

I’m With You

Dodany przez | 11/07/2013
Informacje
 
Gł. Gatunek
Dod. Gatunki
Wykonawcy Uczestniczący

Red Hot Chili Peppers

Kompozytorzy / Producenci

Rick Rubin / Red Hot Chili Peppers

Wytwórnia

Warner Music

Data Wydania

29/08/2011

 

Nie będę ukrywał radości ani podniecenia, że po długim czasie mogę pisać o najnowszym wydawnictwie zespołu, który ukształtował moje gusta muzyczne, zespołu, na którym po prostu się wychowałem.

Red Hot Chili Peppers powracają po 4 latach milczenia i można śmiało powiedzieć, że pomijając złotą erę Californication, kiedy to agentka zespołu podała, że John Frusciante wygrał z uzależnieniem od narkotyków i powraca nie tylko do świata żywych, ale i do formacji – ten album jest najbardziej oczekiwanym przez fanów i opinię publiczną krążkiem Papryczek w historii ich działalności.

Powodów tego stanu było parę. Pierwszym z nich i najważniejszym jest to, jak z tak wielkim ciężarem, obowiązkiem, ale również honorem, jakim jest zajęcie miejsca Fru, poradzi sobie jego 32-letni przyjaciel, z którym tworzył projekt Ataxia (doczekał się dwóch albumów), jak i nagrywał płytę sygnowaną ich nazwiskami – Josh Klinghoffer.

Czy przebije się przez swoją nieśmiałość, skrytość i znajdzie miejsce, kiedy setki reflektorów i miliony oczu i uszu skierują się na niego? Jako drugi punkt można odnotować tajemniczą okładkę, utrzymaną w wyjątkowo minimalistycznym stylu, oraz samą nazwę albumu, która dla wielu była już wyznacznikiem nadchodzącego niczym Usain Bolt z prędkością światła radiowego popu. Trzeci i ostatni powód to komunikacja w zespole, czyli jak wkomponuje się młody – w porównaniu ze swoimi towarzyszami  –gitarzysta, kiedy obiegowo można było usłyszeć chociażby o Davie Navarro, który miał zasiąść za wiosłem, i czy fani znajdą chemię na koncertach na żywo. Pytanie numer trzy musiało znaleźć swoją odpowiedź w tym, co dotąd cała czwórka zaprezentowała w Stanach Zjednoczonych na zamkniętych koncertach, jak również w Azji na dużych otwartych festiwalach muzycznych. Nie ma mowy o braku czegokolwiek, od wielkiego czaru przy starych piosenkach, co cieszy, ale i nie dziwi, bo Josh z chłopakami już koncertował i wie, z czym się to je, po fantastyczny groove i feeling przy nowych kawałkach, jednak wszyscy czekali, aby usłyszeć, jak wszystkie kawałki brzmią studyjnie. Już tydzień temu oficjalna strona zespołu dała możliwość odsłuchania krążka, jednak nie ma to jak poczucie posiadania go we własnych rączkach i chociaż czekam na finalizację mojej przesyłki, to z chęcią znajdę odpowiedzi na wcześniej podane przeze mnie pytania, analizując każdy kawałek.

Na dzień dobry otrzymujemy Monarchy Of Roses, które może budzić nostalgię wśród fanów ceniących album One Hot Minute. Mroczne i solidne intro, które może do złudzenia przypominać to z kawałka otwierającego właśnie krążek z 1995 roku, czyli Warped, zostaje po chwili uzupełnione bardzo rytmicznym i szybkim refrenem w którym upust daje zarówno Flea ze swoim pulsującym zewsząd basem, jak i również Josh, przez co tworzy się nam rasowy dla Chili Peppers kawałek, w którym w swoim stylu miksują oni to, co najlepsze, kończąc fantastyczną i melodyjną solówką.

Factory Of Faith to kolejny łakomy kąsek, ponieważ w jednej piosence mamy skondensowany znakomity bas, świetną gitarę i recytacyjno-wokalne popisy Anthonego, który na tym albumie śpiewa najlepiej w całej swojej karierze. Znakomity refren, oparty na świetnym tekście i kapitalne chórki Josha tworzą kolejną pigułę energii, której nie można pominąć, ani w żaden sposób obrazić lub na nią narzekać.

Kawałek numer trzy to pierwsza ballada, na jaką natrafiamy na I’m With You. Liczyłem na ich hojną ilość i nieprawdopodobną jakość… no i co? Dostałem więcej, niż można było oczekiwać! Brendan’s Death Song to hołd dla przyjaciela zespołu, Brendana Mullena, który w pierwszy dzień nagrywania albumu zmarł na masywny udar i z taką przykrą wiadomością zespół musiał poradzić sobie na dzień dobry. Bez niego pewnie nie byłoby o czym dzisiaj pisać i pewnie nie byłoby ani sławy Papryczek, ani ich wspaniałej muzyki – dlatego ta piosenka musiała być wyjątkowa. Co ważne, jest – i to nieprawdopodobnie! Najbardziej emocjonalna, tętniąca poczuciem wielkiej straty, kapitalna tekstowo, przy której łzy lecą same. Warto też wspomnieć o fantastycznej pracy, jaką wykonali: Chad Smith, wykonując kapitalne partie perkusyjne, jak i Anthony, który tutaj zaśpiewał najpiękniej i najczyściej, jak tylko mógł. Czysta perfekcja! Za mało tego, za co kochamy zespół?

Ethiopia to czysta wariacja, z której na pewno byłby i jest dumny, słuchając z niebios, Hillel Slovak, czyli perwszy gitarzysta tego zespołu w historii jego działania, który został w 1988 roku odnaleziony martwy w swoim domu z powodu przedawkowania leków. Bardzo nowatorskie recytowanie poszczególnych liter alfabetu, kapitalny bas i refren, który wartością i emocjami wsysa 3/4 tego, co dostaliśmy na tacy przez ostatnie lata na rynku muzycznym. Nie mogę też nie wspomnieć o znakomitym i napędzającym się bridge’u pomiędzy zwrotkami – coś pięknego.

Następnie słyszymy Annie Wants A Baby, które budziło moje delikatne obawy, jednak okazało się, że niesłusznie. Na tle wcześniejszych kawałków delikatnie odstaje i nie jest czołową balladą na krążku, jednak nie można powiedzieć, że to kawałek słaby czy nawet dobry. Jest bardzo dobry i na taką, a nie inną ocenę wpływa znakomity refren, w którym popis daje Klinghoffer prowadzony przez Kiedisa ze świetne dopasowanym tekstem i znakomicie wykonanym wokalem. Przesłaniowo to prawdziwa perełka na tym krążku i cięty bat na dużą ilość związków oraz system myślenia kobiet, które sam Anth musiał nieraz widzieć.

Jako track numer 6 i 7 mamy dwa kawałki żywe, pełne charakterystycznego stylu, za który zespół kochają miliony. Look Around może pozbawione jest oryginalnego refrenu, jednak tutaj każda sekcja, każdy dźwięk jest rozplanowany i rozłożony w sposób idealny. Na pewno miłe skojarzenia budzi też fragment, w którym Kiedis wykonuje swoje charakterystyczne „uuu aaa I wanna get ya”, które w inne formie tekstowej, ale stylowo takiej samej, znamy z By The Way. No i Josh… fantastyczne chórki, jak i wokal pod koniec kawałka zasługują na brawa i odsuwają na bok niepokój o brak takich elementów po odejściu Johna.

The Adventures Of Rain Dance Maggie znane była już od dłuższego czasu, wzbudziło wiele dyskusji i różnych recenzji od tych bardzo dobrych po skrajnie krytyczne – jednak biorąc pod uwagę rozkład piosenek, nie dość że broni się z klasą, to tworzy znakomity ciąg i nie jest kawałkiem chybionym, choć na pewno nie można nazwać go najsilniejszą stroną I’m With You, zwłaszcza że… dostajemy po niej Did I Let You Know, które przewraca do góry nogami uszy każdego prawdziwego fana zespołu – przez innowacyjną gitarową wstawkę Josha, jego znakomity boczny wokal w refrenie, które tworzą prawdziwą bajkę. A Flea czaruje nas tu nie tylko basem, ale również i trąbką. Znakomity kawałek.

Jeśli ktoś jednak się nudził (czy to możliwe?), ożyje przy prawdziwym tąpnięciu pierwotnej, skumulowanej i rockowej energii, jaką daje Goodbye Hooray. Kawałek znakomity na występy na żywo, kawałek znakomity jako przebudzacz. Nie odbieram mu klasy, aczkolwiek jestem z nim związany najmniej i to w nim, jeśli już musiałbym to robić, upatruję najsłabszy punkt krążka.

Happiness Loves Company to ciekawy flirt Chili Peppers z marszową melodią, gitarową przejrzystością i wyższą estetyką, przez co otrzymujemy bardzo ciekawy mariaż, który nie powinien umknąć naszej uwadze. Bardzo trafny przerywnik od tego, co dostajemy potem – utworu, który – tak samo jak Brendan’s… – powinien skraść serca słuchaczy.

Police Station posiada wszystko – znakomitą melodię, piękne chórki, znakomicie rozpisaną perkusję, piękne fortepianowe wstawki i znakomity głos wokalisty. Nie nudzi się, urzeka i czaruje przez cały czas trwania. Prawdziwe cudo!

Even You Brutus? nie spuszcza z tonu i mamy płynne nawiązanie do kawałka Death Of Martian ze Stadium Arcadium, gdzie Anthony recytuje tekst, można wręcz powiedzieć – bawi się w poezję. Tutaj mamy to poszerzone o znakomite łączniki gitarowe i przepiękne przeskoki z recytacji na wokal. Piękny refren łączony z fortepianem nadaje temu kawałkowi prawdziwej znakomitości, która blednie… Nie, to za mocne słowo, ale ciężko odnaleźć jakiekolwiek trafne, kiedy dochodzimy do Meet Me At The Corner. Kawałek mówiący ściśle o pięknych uczuciach, miłości, przywiązaniu, tęsknocie i relacjach w związku… Nie każdy to w swoim życiu posiada, ale to nic nie zmienia w kontekście tej kompozycji, która jest najpiękniejszą rzeczą, jaką będzie dane Wam posłuchać od lat. Tekst zasługuje na największe oznaki zachwytu, a tuż po nim Josh, który z gitarą uczynił tutaj prawdziwą magię, anielską perfekcję, której nigdy nie będzie miało się dość. Coś niebywałego. Album zamyka to, co wiele osób przerażało, ale okazało się, że niesłusznie.

Dance, Dance, Dance to znakomity, energiczny kawałek, wypełniony afrykańskim brzmieniem, znakomitym basem Flea i kapitalną perkusją Chada. Znakomity przykład, jak zespół potrafi złączyć korzenie różnych stylów muzycznych i nadać im pełnego barw wymiaru. Świetna rzecz, wyłącznie dla fanów kochających Papryczki za erę kawałków nagrywanych z Georgem Clintonem.

Podsumowując tę długą wypowiedź, przez którą mam nadzieję przeszliście bez szwanku – nie da się tej płyty określić inaczej niż słowem sukces. Nazwanie jej podążaniem drogą komercji, nawiązywaniem do Maroon 5, zbiorem kompletnie przypadkowych kompozycji bez żadnego ładu i składu oraz emocji, można określić na parę sposobów, czyli jako słuchowe kalectwo, wybitną głupotę, skrajny irracjonalizm, manię zaślepieńczą. Czy Josh poradził sobie z zadaniem? Tak, i to najlepiej jak mógł, wykonał znakomitą robotę! Czy album warty jest kupna i Waszego czasu? Tak, bo bezdyskusyjnie to krążek tego roku, niemający póki co żadnej konkurencji. Nie ma tutaj długich solówek, faktury godnej gitarowego boga, jakim jest Frusciante – jednak świat kręci się bez niego, świat Chili Peppers kręci się w najlepsze, naoliwiony i gotowy, aby znów nas zaskakiwać i zachwycać. Oby większość osób zrozumiała to na dobre!

Ocena recenzenta
Nota
9.0

Przewiń
Ocena czytelników
Twoja nota

Ocena została już oddana


Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796
Dodaj komentarz jako pierwsza osoba!
 
Odpowiedz na komentarz
Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

 

    Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Pozostaw odpowiedź 
Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796

Deprecated: Function get_magic_quotes_gpc() is deprecated in /home/yarpen92/domains/sounduniverse.pl/public_html/wp-includes/formatting.php on line 4796