Recenzje
0 razy skomentowano

Humbug

Dodany przez | 04/10/2013
Informacje
 
Gł. Gatunek
Dod. Gatunki
Wykonawcy Uczestniczący

Alex Turner / Matt Helders / Jamie Cook / Nick O'Malley

Kompozytorzy / Producenci

Alex Turner / Josh Homme / James Ford

Wytwórnia

Domino Records

Data Wydania

24/08/2009

Tracklista
 

1. My Propeller (3:28)
2. Crying Lightning (3:42)
3. Dangerous Animals (3:24)
4. Secret Door (3:41)
5. Potion Approaching (3:32)
6. Fire and the Thud (3:50)
7. Cornerstone (3:17)
8. Dance Little Liar (4:43)
9. Pretty Visitors (3:40)
10. The Jeweller's Hands (5:42)

 

Po spektakularnym sukcesie dwóch pierwszych albumów: Whatever People Say I Am, That’s What I’m Not, który stał się najszybciej sprzedawanym debiutanckim albumem w historii brytyjskiego rynku muzycznego, oraz Favourite Worst Nightmare, świat ujrzał kolejne dzieło Arctic Monkeys – trzeci album o złowieszczym tytule Humbug.

W tytułowy „szwindel” zamieszany został lider grupy Queens of The Stone Age, Josh Homme, oraz producent poprzedniej płyty, James Ford. Zdecydowanie powolniejszy, zaskakująco mroczny i w całości nagrany z daleka od Sheffield krążek narobił sporego zamieszania wśród krytyków i fanów czwórki z High Green. Z perspektywy czasu stworzony na pustyni Majave na Rancho De La Luna Humbug postrzegany jest jako etap transformacji brzmienia zespołu, wprowadzający szereg nowych stylów.

Pierwszym zderzeniem z nowym, rockowym obliczem bandu z Sheffield był wydany miesiąc przed premierą albumu pierwszy singiel zatytułowany Crying Lightning. Trzeba przyznać, że zespół na pierwszy ogień wytoczył najsilniejsze działa, już sam tytuł jest zapowiedzią nawałnicy. Niepokojąca, zręcznie budująca nastrój linia basu wprost rozwiewa włosy na głowie i wywołuje potężne turbulencje. Doznajemy wstrząsów, a to jeszcze nie koniec doznań. Alex Turner, śpiewający o rozpustnych sztuczkach przy pomocy słodyczy uwodzicielki, od której nie potrafi się uwolnić, przyprawia o drżenie rąk. Aż strach się bać, co kryje się za wspomnianymi „zainteresowaniami składającymi się z dziwactw, wynaturzeń i obłędu”, które zniewoliły autora.

Z kolei otwierający album kawałek My Propeller jest równie niepokojąco zmysłowy, co zbereźny, acz niedosłowny i pozbawiony wulgarności. Niegrzeczne Dangerous Animals to kolejny dowód na to, że Humbug wręcz ocieka seksem i, parafrazując słowa Alexa, przyprawia o zawrót głowy, większy niż można się do tego przyznać.

Szansa na złapanie oddechu nadarza się dopiero przy utworze numer cztery, kiedy zespół serwuje nam przepiękną, subtelną kołysankę Secret Door, by znów podgrzać atmosferę dynamitem naszpikowanym podążaniem o tytule Potion Approaching. Przy wspomnianych wyżej ładunkach wybuchowych nieco blado wypada już The Fire And The Thud z gościnnym udziałem Alison Mosshart, wokalistki zespołu The Kills.

Numer siedem przypadł drugiemu singlowi promującemu album – studzącemu rozgrzane do granic możliwości powietrze Cornerstone. Kojąca, spokojna kompozycja, opowiedziana niezwykle ciepłym głosem Turnera jest opisem wędrówki po pubach w poszukiwaniu ukojenia tęsknoty za ukochaną. Cornerstone, podobnie jak Secret Door, jest owocem współpracy zespołu z Jamesem Fordem, bez udziału Josha Homme’a, przez co jest delikatniejsze, bliższe poprzednim kompozycjom zespołu. Niech Was nie zwiedzie słodki nastrój ballady. Gwarantuję, że nakręcony do niej klip totalnie Was zaskoczy. Reżyser, Richard Ayoade, postawił wszystko na moc uroku osobistego Turnera. Arctic Monkeys po raz kolejny zadziornie płyną pod prąd, robiąc sobie po prostu kpiny z wysokobudżetowych produkcji.

Atmosferę sielanki przerywa niepokojąca refleksja na temat winy i obłudy, Dance Little Liar, opierające się na ogromnej kulminacji emocji z ujściem w potężnej, przeszywającej ciało, gitarowej solówce. Poruszająca zapowiedź zdemaskowania kłamcy umacnia pozycję Turnera w zestawieniu tekściarskiej ekstraklasy:

Jest tak, jakby te kłamstwa miały pękać z trzaskiem i syczeć
a ty będziesz zmuszony do skorzystania z tej obrzydliwej mistyfikacji
i na pewno się potkniesz, a ona wyczyta tę bajkę z twoich ust
i wydobędzie sprzeczność.

Po takim ładunku emocji naprawdę trudno się otrząsnąć, a czeka nas dalsza porcja uniesień w postaci Pretty Visitors z legendarną już kwestią: „What came first: the chicken or the dickhead?”. Pełna dynamizmu fuzja dźwięków tajemniczych organów z wyrazistą perkusją daje potężnego, energetycznego kopa. Gwałtowne, zaskakujące przejścia z partii rapowanych na śpiewane i zmiany tempa mogą grozić utratą tchu, co może tłumaczyć umieszczenie na sam finał dość miernego The Jeweller’s Hand.

Zmieszany z błotem przez jednych, a kochany bezgranicznie przez drugich, trzeci longplay Arctic Monkeys zamyka bezlitośnie i bezpowrotnie rozdział aroganckich, zadziornych i nieco niechlujnych, garażowych dźwięków. Dźwięków, które w oka mgnieniu podbiły miliony serc na całym świecie, a zespół okrzyknięto następcami wielkich The Beatles. Jeśli Humbug to świadectwo dojrzałości, Josh Homme zasługuje na miano korepetytora. Opinie, że to przy jego pomocy banda chłopców z Sheffield stała się grupą dojrzałych mężczyzn, uważam za mocno przesadzone. O ile Arctic Monkeys przywieźli na Rancho De La Luna swoje „garnki”, a talent Turnera do pisania intrygujących, pełnych niecodziennych skojarzeń tekstów nie wymaga podsuwania gotowych przepisów na sukces, to Josh podkręcił jedynie pokrętło pieca. Humbug to arcydzieło, które albo się kocha, albo nie pojmuje się jego geniuszu.

Ocena recenzenta
Nota
9.6

Przewiń
Ocena czytelników
Twoja nota

Ocena została już oddana