Recenzje
0 razy skomentowano

AM

Dodany przez | 06/10/2013
Informacje
 
Gł. Gatunek
Dod. Gatunki
Wykonawcy Uczestniczący

Alex Turner / Matt Helders / Jamie Cook / Nick O'Malley

Kompozytorzy / Producenci

Alex Turner / James Ford / Ross Orton

Wytwórnia

Domino Records

Data Wydania

06/09/2014

Tracklista
 

1. Do I Wanna Know? (4:32)
2. R U Mine? (3:20)
3. One For The Road (3:26)
4. Arabella (3:27)
5. I Want It All (3:04)
6. No. 1 Party Anthem (4:03)
7. Mad Sounds (3:35)
8. Fireside (3:01)
9. Why'd You Only Call Me When You're High? (2:42)
10. Snap Out Of It (3:12)
11. Knee Socks (4:17)
12. I Wanna Be Yours (3:04)

 

Pierwsze pogłoski o tym, że Arctic Monkeys nagrywają kolejny album, które pojawiły się pod koniec ubiegłego roku, zelektryzowały fanów zespołu, który debiutując 11 lat temu, już stał się legendą, zgarniając wszystkie możliwe tytuły. Czwórkę z High Green szybko uznano za kulturowy fenomen, synonim sukcesu i głos pokolenia. Niepokojące pogłoski o stanie ręki mistrza perkusji, Matta Heldersa, oraz wpis na Twitterze jego mamy, która dała się podpuścić i niejako potwierdziła, że coś jest na rzeczy, podgrzały atmosferę do czerwoności. Wprawdzie czekanie wzmaga apetyt, ale wilczy głód fanów sięgał już zenitu. Po długich miesiącach milczenia światło dzienne ujrzał piąty longplay ambasadorów brytyjskiego indie rocka zatytułowany AM.

Album zdecydowanym uderzeniem perkusji, przywołującym bicie serca, otwiera numer Do I Wanna Know?, w którym wokalista, Alex Turner, odkrywa przed słuchaczem swoje nocne miłosne rozterki. Przepełniony niepokojem i pragnieniem odwzajemnionego uczucia nieco ostrożnie zdaje się przekonywać, że „noce stworzone są po to, by mówić rzeczy, których nie potrafisz powiedzieć następnego dnia”. Powolny, charakterystyczny gitarowy riff, który błyskawicznie zapada w pamięć, i lśniące na jego tle słowa Turnera czynią utwór perfekcyjnym wyborem na start krążka. Dzieło wieńczy klip, który powinien rozwiać wszelkie wątpliwości co do motywu umieszczonego na okładce AM. Zawiedzeni mogą poczuć się obstawiający biustonosz czy okulary, gdyż to nic innego, jak modulacja amplitudy – AM (tak!) z ang. Amplitude Modulation. Spostrzegawczym oczom nie powinny umknąć sprytnie ukryte inicjały grupy na środku grafiki, stanowiące zarazem tytuł płyty (Turner przyznał, że pomysł ukradł od VU – Velvet Underground).

„Czujemy, że tą płytą jesteśmy dokładnie w tym miejscu, gdzie powinniśmy teraz być. Wydało się więc właściwe podpisanie jej inicjałami” – wyjaśnił wokalista.

Po czołowym zderzeniu z pierwszym trackiem nadchodzi prawdziwy nokaut w postaci dobrze już znanego fanom Arctic Monkeys R U Mine?. Głębia głosu Turnera elektryzuje od pierwszych dźwięków i o ile Do I Wanna Know? zawiera nutkę ostrożności, to w tym numerze wprost trudno się Alexowi oprzeć. Singiel wydany w lutym ubiegłego roku błyskawicznie podbił miliony serc, czyniąc go bestsellerem na miarę takich hitów zespołu, jak sztandarowy hymn 505.

Po mocnym ciosie na starcie i pozostawieniu konkurencji daleko w tyle Arctic Monkeys serwują porcję świeżych, zaskakujących i pełnych kontrastów brzmień. Muszę przyznać, że trochę obawiałam się zapowiadanych przez band eksperymentów z dźwiękami rodem z kawałków R&B oraz z hiphopowymi bitami. Zupełnie niepotrzebnie. Warto na własnej skórze przekonać się, co miał na myśli Josh Homme z Queens Of The Stone Age, nazywając AM „sexy after-midnight record”, ponieważ ścieżka jest wręcz niewyobrażalnie zmysłowa. Jedną z faworytek w tej kategorii jest porywająca Arabella, prawdziwy dynamit o nieco dłuższym loncie (niepozorna pierwsza zwrotka nie zwiastuje jeszcze prawdziwej eksplozji). Połączenie potężnego gitarowo, iście blacksabbathowego riffu oraz zręcznie budującego nastrój wokalu przyprawia o zawrót głowy i oszalałe bicie serducha. W skrajnych odmianach – jako działania niepożądane – mogą pojawiać się również niekontrolowane wybuchy zazdrości i chęć zmiany imienia (na szczęście w Polsce to nie jest szybka procedura).

Arabellę goni Knee Socks ze skromnym, gościnnym udziałem wcześniej wspomnianego Josha z QOTSA – o zimowym romansie, z wełnianymi podkolanówkami i niebieską koszulą Lacoste w tle. W tym przesiąkniętym bitem kawałku Josh użyczył swojego głosu jedynie w chórkach, którymi całe AM jest wręcz naszpikowane. Niestety nie zawsze działa to na korzyść. Falsetowe popisy w Fireside czy One For The Road w wykonaniu mistrza perkusji, Matta Heldersa, mogą miejscami nieco irytować. Honoru wspomnianej ostatniej kompozycji skutecznie broni znakomity tekst, któremu niestraszne chórki, i w żaden sposób nie grozi nam wspomniana „ścieżka dźwiękowa do katastrofy”. Efektom na szczęście przelotnego romansu z elektroniką możemy przyjrzeć się bliżej, zapoznając się z I Want It All.

O bogactwie brzmień i stylów świadczy fakt, że na AM nie mogło również zabraknąć miejsca na spokojne kompozycje. Szczególną uwagę zwracam na balladę, która poruszyła moje ciało i wstrząsnęła duszą – No. 1 Party Anthem. To nie jest jeden z tych utworów, które nadają się jako muzyczne tło dla innych czynności, w tramwaju czy w kolejce do kasy. Turner bezlitośnie omamia i hipnotyzuje głosem, porywając słuchacza w swe liryczne szpony i przeganiając inne myśli. Prosta aranżacja oraz przesycony magnetyzmem głos wokalisty, pozbawiony patosu i taniej ckliwości, pozwalają zapomnieć o otaczającym świecie. Turner po raz kolejny zdaje się potwierdzać, iż posiada certyfikat na poruszanie dusz, gdyż nawet opowieść o „polowaniu” po pijaku o lekkim zabarwieniu kabaretowym jego autorstwa jest w stanie zelektryzować otaczające powietrze. Chwila chwały należy się także wzruszającemu i rozczulającemu wyznaniu miłosnemu w I Wanna Be Yours. Strzałem w dziesiątkę było użycie tekstu Johna Coopera Clarka, jednak nie oszukujmy się, to wykonanie Turnera dodaje magii całości, a adresatką takich słów z takich ust pragnie zostać niejedna z pań.

Warto odrzucić na bok wszelkie kontrowersje związane z (tak, już kolejną) metamorfozą brzmienia zespołu, by przekonać się, co sprawia, że długo oczekiwany, najnowszy longplay od premiery bije wszelkie możliwe rekordy popularności. Arctic Monkeys stworzyli następny rozdział, bezpowrotnie odrywając się od nieco nonszalanckich, garażowych brzmień (notabene 3 albumy temu). AM to zaproszenie na nocną wędrówkę brudnymi ulicami L.A., by poczuć atmosferę imprez, dymu papierosów i oparów trunków wypitych podczas imprez w wynajętym domu, z daleka od rodzinnego Sheffield. Dla zatwardziałych miłośników dwóch pierwszych wydawnictw odsłuch takich kawałów, jak Why’d You Only Call Me When You’re High? czy Snap Out Of It, to niezły test na to, czy są gotowi przyjąć takie zaproszenie bez uprzedzenia i czasu na „spakowanie się”.

Mimo że piąty album jest zupełnie oderwany od pozostałego dorobku, nadal sprawia wrażenie absolutnie szczerego i autentycznego. Gdy w 2006 roku Alex wspominał, że marzy o hip-hopie, chyba nikt nie traktował jego zapędów i fascynacji Dr. Dre na serio. Dziś zespół otwarcie wyznaje, że to album, o którym zawsze marzył. Liczę, że będziemy świadkiem spełnienia jeszcze niejednej wizji zespołu, i takich marzeń sobie i Wam życzę jeszcze bardzo wielu.

Ocena recenzenta
Nota
8.9

Przewiń
Ocena czytelników
Twoja nota

Ocena została już oddana