Cykle
0 razy skomentowano

Odtwarzamy, Polecamy! | 31.12.14

Dodany przez | 31/12/2014
Informacje
 
 

Czas na podsumowanie 2014 roku!

Redaktorzy SU przedstawią Wam swoje propozycje dwóch tegorocznych wydawnictw, na które warto zwrócić uwagę!

1) Rafał Olejnik

Kevin Drew – Darlings (posłuchaj tutaj)

Rok 2014 przyniósł w końcu jeden z najbardziej oczekiwanych przeze mnie albumów, czyli Darlings Kevina Drew. Założyciel kanadyjskiego kolektywu Broken Social Scene od końca 2011 roku zrobił sobie urlop od muzyki, zaszywając się w rodzinnym Toronto i dopiero w marcu tego roku postanowił powrócić na scenę. Darlings jest najbardziej „minimalistycznym” albumem w jego karierze, przy czym należy pamiętać, że mówimy o osobie, która swoją dotychczasową twórczość określała mianem barokowego popu. Dla porównania: pierwszy solowy album Kevina Spirit If nagrywało 21 muzyków, Darlings jedynie siedmiu. Darlings jest niesamowicie dojrzałą płytą, pełną świetnych gitarowych kompozycji (chociażby Bullshit Ballad), z umiejętnie wykorzystaniem ambientu, którym od lat Kevin Drew się fascynuje. I choć brakuje na niej wokalu Emily Haines czy Amy Millan (jedynie Leslie Feist pojawiła się w utworze You In Your Were), to album ten, chociaż nie został prawie zauważony w Europie, jest według mnie jedną z najciekawszych pozycji 2014 roku.

Kevin Drew-Darlings

We Draw A – Moments (posłuchaj tutaj)

Jedynym z najmilszych zaskoczeń 2014 roku okazał się dla mnie debiutancki album We Draw A. Stworzony przez Darka Krzyżanowskiego z Kamp! i Dawida Lewandowskiego (Indigo Tree) krążek Moments jest niesamowicie spójny i dojrzały. Mgliste kompozycje pokazują jak czarująca może być cisza, która – jak się okazuje – ma wiele barw. Na Moments nie ma nic więcej, poza tym, co powinno być, a dzięki takim utworom jak Reflect czy Jumbo Love jest to moja ulubiona elektroniczna płyta ostatnich lat.

We draw A - Moments

2) Hubert Myśliwiec

Leighton Meester – Heartstrings (posłuchaj tutaj)

Klamka zapadła! Blair Waldorf z Plotkary (Gossip Girl) nie będzie lansowana na kolejną popową gwiazdkę. Od czasu jej singlowego debiutu (Somebody To Love, feat. Robin Thicke) minęło już 5 lat i na ten mały jubileusz wybrano moment premiery długo zapowiadanego debiutanckiego longplaya, który jest zupełną zmianą frontu. Leighton swój pierwszy album postanowiła bowiem nagrać w stylistyce czerpiącej garściami z folku. Na tej płycie aktorka i wokalistka stawia na liryczne kompozycje, których – jak wieść gminna niesie – jest autorką. Na Heartstrings nie ma zatem naszpikowanych produkcyjnie dziwadeł. Są za to zbudowane na prostych elementach, melodyjne piosenki, które przeniosą nas do krainy łagodności, a niektóre może nawet będą nam jeszcze grały w uszach przez kilkanaście minut po zakończonym odsłuchiwaniu. Na singiel wybrano utwór tytułowy. Mnie jednak najbardziej po głowie chodzą Sweet i Entitled.

Leighton Meester Heartstrings

Walk The Moon – Talking Is Hard (posłuchaj tutaj)

Mimo że świeżo wydanego albumu pochodzącej z Ohio grupy Walk The Moon słuchałem, nie mając wobec niego żadnych szczególnych oczekiwań, okazało się, iż niemałą część tego materiału cechuje ogromny poprockowo-radiowy potencjał, który szkoda byłoby zmarnować. Dużo jest na tym albumie chwytliwego, pogodnego i skocznego grania, w czasie którego zespół rozsadza energia (Avalanche, Down In The Dumps czy Shut Up And Dance), ale są i momenty, kiedy Walk The Moon powściągają swoją skłonność do emanowania pozytywną energią (We Are The Kids), czasem nawet robią się nieco melancholijni (Aquaman). Trudno byłoby mi wskazać kawałek, który powinien być wizytówką tej płyty. Ostatecznie postawiłbym pewnie na skoczne Avalanche, aczkolwiek wybrane na pierwszy singiel Shut Up And Dance również definiuje jedno, akurat to dominujące, oblicze grupy. Na albumie Talking Is Hard jest kilka numerów, do których nic mnie nie ciągnie. Na ten moment mam jednak wynotowaną połowę tracklisty jako te utwory, do których na pewno wrócę. I tak sobie myślę, że aktualnie Walk The Moon niczego nie brakuje, by konkurować ze stojącym w miejscu Maroon 5, nad którym mniej popularna grupa ma choćby tę przewagę, że jej wokalista, Nicholas Petricca, również potrafi wyciągać wysokie dźwięki (np. Avalanche), ale nie ma przy tym maniery, która w przypadku Adama Levine’a na dłuższą metę potrafi zamęczyć.

Walk the moon - TIH

3) Aleksandra Degórska

Bryan Ferry – Avonmore (posłuchaj tutaj)

Święty Mikołaj w tym roku podarował mi dużo dobrej muzyki. Między innymi pod choinką znalazłam nowy krążek wokalisty Roxy Music – Bryana Ferry’ego. Jego solowy album Avonmore to glamour, elegancja i ambitne brzmienie – czyli wszystko to, za co kochamy Bryana. Moimi faworytami są tytułowy utwór Avonmore, nieco niepokojący z pulsującą perkusją, która dosłownie przyspiesza bicie serca oraz cover piosenki Roberta Palmera – Johnny And Mary. Utwór znacznie różni się od oryginału. Ferry wraz z Toddem Terje wyczarował magiczną kompozycję, bardzo intymną i smutną, a wokal Bryana, który śpiewa, jakby trochę szepcząc nam do ucha, po prostu hipnotyzuje. Płyta uzależnia, nie mogę się od niej uwolnić.

Bryan Ferry - Avonmore

Eric Clapton – The Breeze: An Appreciation Of JJ Cale (posłuchaj tutaj)

Moja druga propozycja to coś dla smakoszy rockowo-bluesowych brzmień. Płyta The Breeze świetnie oddaje ducha muzyki J J Cale’a, a większość aranżacji pozostawiono bez większych zmian w porównaniu do oryginałów. Wszystkie kompozycje sprawiają wrażenie idealnie dopracowanych. Płyta jest elegancka, przy czym nie razi jakąś sztywnością, wręcz przeciwnie. Już od pierwszych dźwięków czuć luz i swobodę. Fajnie kołyszące dźwięki z ciągle przeplatającymi się solówkami i wtrąceniami gitary. Muzycy wykonali kawał dobrej roboty przy tym albumie. Myślę, że jest to hołd godny mistrza J J Cale’a.

Eric Clapton - The Breeze

4) Kamila Trzepizur

Lana Del Rey – Ultraviolence (posłuchaj tutaj)

Wydany w maju tego roku krążek jest trzecim albumem na koncie Lany Del Rey. Przy produkcji tej płyty brał udział gitarzysta The Black Keys, Dan Auerbach, który włożył w całość materiału dużą dawkę bluesowego brzmienia. Dzięki niemu także wszystkie utwory brzmią bardziej spójnie, niż kompozycje z pozostałych dwóch płyt. Na krążku znajdziemy takie piosenki jak Ultraviolence, Shades of Cool czy tonące w płomieniach West Coast. Daje się zauważyć, że artystka coraz częściej rezygnuje z elektronicznych brzmień na rzecz dźwięków gitary (np. w Brooklyn Baby), a także przykłada większą uwagę do (kontrowersyjnej) siły głosu. Jest bardziej dojrzała i przemyślana, zawiera także większą dawkę melancholii. Płyta godna polecenia, nie tylko dla fanów artystki.

Lana del Rey - Ultraviolence

Coldplay – Ghost Stories (posłuchaj tutaj)

Jeden z najlepiej sprzedających się w tym roku albumów. Szóste muzyczne „dziecko” muzyków z Wysp światło dzienne ujrzało w maju. Cała płyta zwraca uwagę sporą ilością elektronicznego brzmienia. A Sky Full Of Stars to efekt współpracy zespołu ze szweckim DJ’em i producentem Aviciim. Popularnością cieszyły się także utwory Magic, True Love czy Ink ze swoim interaktywnym teledyskiem. Mimo znajdującego się na niej znakomitego materiału, płyta spotkała się z niezadowoleniem dużej grupy odbiorców. Zarzucali oni zespołowi pójście na łatwizną w stronę bardziej komercyjnych brzmień. Osobiście uważam, że Ghost Stories to spora dawka naprawdę fantastycznych dźwięków. Jest spokojniejsza i bardziej wyważona, ale to tylko dowód na to, że chłopaki świetnie odnajdują się w każdej odsłonie. Z niecierpliwością czekam na kolejny (chodzą słuchy, że ostatni) album Coldplay!

Coldplay - Ghost stories

5) Maciej Wojcieszek

Jessie Ware – Tough Love (posłuchaj tutaj)

Oczywiście twórcy Jessie Ware Polska i przyjacielowi samej Jessie wybór tej właśnie płyty wydał się naturalny. Tym bardziej, że dzięki obecności na próbie przed lipcowym koncertem w Sopocie jestem jedną z pierwszych osób, które miała okazje wysłuchać nowych piosenek. Fani Jessiki, szczególnie liczni w naszym kraju, mieli wysokie oczekiwania przed publikacją tej płyty. Niektóre pogłoski dotyczące producentów – chociażby Jeffa Bhaskera czy Nile Rogersa niestety rozminęły się z prawdą, ale piosenkarce udało się zgromadzić grono fachowców najwyższej klasy. Dowództwo objęli BenZel – czyli jej znajomy z wytwórni Two Inch Punch oraz ceniony współpracownik gwiazd, Benny Blanco. O sensualną wrażliwość zadbał Miguel, nutkę nostalgii wprowadził Ed Sheeran, a do tańca porwał niezawodny Devonte Hynes. Płyta wydaje się lepsza od Devotion – nie ma tu zapychaczy, każda piosenka wyraźnie odróżnia się od pozostałych. W porównaniu z debiutem, mocno brakuje brzmień klubowych. Na szczęście ukazało się sporo ciekawych remiksów autorstwa m.in. Cyrila Hahna, Gorgon City i Kidnap Kida. Płyta zajmowała pierwsze miejsce na polskiej liście iTunes (z trzema singlami numer 1 – Want Your Feeling, Kind Of… Sometimes… Maybe i Pieces). Posiada także status Złotej Płyty i jest na dobrej drodze do zostania drugim platynowym wydawnictwem Jess. Na razie artystka ma zapowiedziany jeden występ w Polsce na 2015 rok – w Warszawie 7 lutego, ale można się spodziewać, że w przyszłym roku ogłosi jeszcze prawdopodobnie kilka dodatkowych.

Jessie Ware - Tough Love

Rival Sons – Great Western Valkyrie (posłuchaj tutaj)

Rok 2014 był bardzo udany dla blues rocka. Nowe płyty wydali najwięksi rywale tego gatunku – Jack White i The Black Keys, a na dość nieoczekiwaną współpracę z Danem Auerbachem zdecydowała się Lana Del Rey. Już wcześniej w tym cyklu chwaliłem krążek Joe Bonamassy – Different Shades Of Blue i oczywiście tą rekomendację podtrzymuję. Dzisiaj chciałbym zwrócić Waszą uwagę na zespół mniej znany, ale niewątpliwie zasługujący na uwagę. Rival Sons pochodzą z Kalifornii. W skład tego kwartetu wchodzą wokalista Jay Buchanan, gitarzysta Scott Holiday, perkusista Michael Miley i basista Dave Beste. Na swoim koncie mają już cztery albumy – najnowszy, zatytułowany Great Western Valkyrie ukazał się w czerwcu. Grupa miała okazję promować go między innymi w BBC Later with Jools Holland i Late Night With David Letterman. Mocno wspierani są także przez brytyjski magazyn Classic Rock – rzeczywiście, ich brzmienie jest „klasyczne”, ale jednocześnie brzmiące bardzo świeżo, dzięki wokalnej ekspresji Jaya, gitarowym sztuczkom Scotta i ciekawym tekstom. Panowie inspirują się twórczością Led Zeppelin i The Doors. Polscy fani mogli niedawno podziwiać ich w warszawskiej Proximie – byłem tam i przyznaję – Rival Sons to już ekstraklasa rocka. Liczę na kolejne występy u nas – nie możecie tego przegapić.

Rival Sons - Great Western Valkyrie

6) Katarzyna Nowicka

Damien Rice – My Favourite Faded Fantasy (posłuchaj tutaj)

Bardzo udany powrót po ośmiu latach przerwy. Tak długi czas sprawił, że płyta jest niezwykle przemyślana, dopracowana w każdym calu. Melancholijna i nieco nostalgiczna, ale taki właśnie jest Damien Rice i w jego wykonaniu takie melodie sprawdzają się najlepiej. Dodatkowo nastrój uzupełnia wokal Damiena oraz dobrze dobrane instrumenty. Utwór szczególnie godny polecenia to It Takes A Lot To Know A Man, kompozycja trwająca ponad dziewięć minut, ale za to niesamowicie działająca na emocje i uczucia. My Favourite Faded Fantasy to moim zdaniem jedna z piękniejszych płyt tego roku.

Damian Rice - My Favourite Faded Fantasy

Ed Sheeran – X (posłuchaj tutaj)

Gdy pierwsza płyta okazuje się sukcesem, czasem druga narzuca artyście presję, by nowy materiał okazał się przynajmniej tak samo dobry jak debiut. Na szczęście Ed Sheeran nie zawiódł i w nasze ręce trafił album, którego słucha się bardzo dobrze. Znajdziemy tu zarówno piękne ballady jak Photograph czy Thinking Out Loud, a także nieco szybsze piosenki – Sing (pierwszy singiel) oraz Don’t. W wersji deluxe umieszczono także utwór I See Fire, który promował film Hobbit: Pustkowie Smauga. Udany album i pozostaje tylko trzymać kciuki, by kariera Sheeran’a rozwijała się dalej w tak dobrym kierunku, jak do tej pory.

Ed Sheeran - X

7) Jola Krzyżak

Happysad – Jakby nie było jutra (posłuchaj tutaj)

Happysad wydał w tym roku płytę, która pokazała dojrzałość zespołu. Dojrzałość emocjonalną i muzyczną oraz ich ogromny potencjał i umiejętności. Perełką albumu jest utwór Lista Życzeń. Na Jakby Nie Było Jutra każda nuta, każdy dźwięk, każde słowo jest dopracowane i celowe. Przynajmniej tak może się wydawać po przesłuchaniu płyty. Mimo że wielu fanów nie było przygotowanych na aż takie zmiany, to zdaje się, że jeśli zaakceptują tę płytę to zaakceptują równocześnie prawdziwe oblicze zespołu, które zostało objawione na ich najnowszej płycie.

Happysad - Jakby Nie Bylo Jutra

Luxtorpeda – A morał tej historii mógłby być taki, mimo że cukrowe, to jednak buraki (posłuchaj tutaj)

Kiedy człowiek myśli, że już nic piękniejszego do rąk dostać nie może od wcześniejszych Robaków, pojawiają się „buraki”! Nowa płyta spełnia oczekiwania dzięki mieszance niezwykle mądrych tekstów i „odjechanych” melodii. Jest wszystko co dawała z siebie Luxtorpeda na wcześniejszych płytach, a nawet więcej! Więcej poweru, więcej gitarowego brzmienia, więcej muzycznego kunsztu. Płyty można słuchać w nieskończoność i ciągle znajdować coś nowego!

Luxtorpeda

8) Ewelina Janoszek

The Dumplings – No Bad Days (posłuchaj tutaj)

W leniwe zimowe dni najchętniej sięgam po klimatyczną muzykę, ale czasem lubię powrócić myślami do letnich miesięcy i piosenek, których wtedy słuchałam. W tym roku na mojej playliście dość długo znajdowała się płyta No Bad Days młodego duetu z Zabrza. Justyna i Kuba zdają się dobrze wiedzieć, jak robi się dobrą muzykę. Longplay oferuje nie tylko przebojowe kawałki, cechujące się nośną synthpopową melodią, ale także pozycje utrzymane w wolniejszym tempie – niezwykle klimatyczne, działające na zmysły słuchacza.

the_dumplins_no_bad_days

Damon Albarn – Everyday Robots (posłuchaj tutaj)

W nieco jesienny nastrój artysta wprowadził swoich fanów, wydając w kwietniu utrzymany w smutnym klimacie album. Dzieło Damona wychwalam już któryś raz z kolei, ale myślę, że nie są to pochwały bezpodstawne. Co tu dużo mówić – Everyday Robots to jak dla mnie płyta roku. Uwielbiam jej kameralny nastrój, bardzo wyciszone brzmienie, pełen głębi, ale smutny wokal Damona Albarna oraz świetne teksty, w których muzyk opisuje swoje refleksje w stosunku do zmieniającego się świata. Kompozycje nie narzucają się słuchaczowi, płyną niespiesznie, dają czas na oswojenie się. Cieszę się, że dałam tej płycie szansę – początkowo nie zdobyła mojego serca, dopiero po jakimś czasie odkryłam jej piękno.

Damon albarn - everyday robots

9) Kamila Jasińska

Ásgeir – In The Silence (posłuchaj tutaj)

W zeszłym roku muzyką popularną zawładnęli artyści z wiecznie zamarzniętych krajów europejskich. Jednym z przedstawicieli nurtu jest Ásgeir. Ten młody człowiek wkroczył w rok 2014 z subtelnym krążkiem In The Silence. Album został okupiony aż 4 singlami. Całość jest zbudowana na sentymentalnym wokalu, dźwięcznych klawiszach i przyjemnej gitarze – muzyka wspaniała w swej prostocie, jeden z symboli wyrazistych ostatnio tendencji muzycznych.

Ásgeir – In The Silence

Gooral – Better Place (posłuchaj tutaj)

Gooral to pełen energii sportowiec, Polak, który zaraża swoimi pasjami setki ludzi. Wstępując na scenę zrzuca na wszystkich uderzenia przyjemnego basu, łączy ze sobą polski folk i drumandbassową elektronikę. Jest to artysta jedyny w swoim rodzaju, ma własną koncepcję muzyki, systematycznie nad nią pracuje i przekazuje słuchaczom. Better Place to jego druga płyta. Jego produkcje to bardzo nowatorskie połączenia. Możemy go oglądać na scenach zimowych i górskich imprez, ważnych festiwali. Podejmował się również współpracy z Zespołem Pieśni i Tańca Mazowsze. Ci, którzy są głodni interesujących kooperacji dźwiękowych i niekonwencjonalnych połączeń z dużą dawką elektroniki, humoru, swobody i energii powinni sięgnąć po wydawnictwo Goorala.

Gooral